„Niewinność”: mistrzowski film Paula Coxa


Spóźnieni

Anita Piotrowskas



Kino Paula Coxa nie ma u nas wielu wyznawców, choć ów urodzony w Holandii Australijczyk chętnie przyznaje się do polskich korzeni, a jedną z jego ulubionych aktorek jest Gosia Dobrowolska. Pomijając jednak sentymenty, warto bliżej przyjrzeć się jednej z najbardziej wyrazistych indywidualności dzisiejszego kina. 


Cox to prawdziwy outsider, w pełni rehabilitujący to wyświechtane dzisiaj słowo: nie zważa na filmowe mody, tworzy własny kameralno-intymny styl opowiadania, w doborze tematów od lat uparcie podąża własną drogą. Mówi się o nim – humanista kina, zaliczając do grona twórców tej miary, co Eric Rohmer, Nanni Moretti czy Mike Leigh. 
Cox jest także twórcą niezwykle oryginalnych filmów o artystach. W 1987 roku zrealizował „Vincenta”, biograficzny quasi-dokument na podstawie listów Van Gogha do brata, uchodzący za najwnikliwsze w historii kina studium wyobraźni i wrażliwości holenderskiego artysty. Ostatnio Cox zrealizował podobną, powalającą siłą obrazu filmową impresję, poświęconą tym razem postaci Wacława Niżyńskiego. 
Tymczasem na nasze ekrany dociera z lekkim poślizgiem przedostatni film Coxa – „Niewinność”, dzieło doprawdy wyjątkowe. Już sam jego temat dowodzi reżyserskiej odwagi: miłość dwojga starych ludzi, niegdyś namiętnych kochanków, dziś, po 50 latach od chwili dramatycznego rozstania, odnajdujących w sobie dawny żar. „Niewinność” to także film o śmierci. Sędziwy wiek Claire i Andreasa, związane z nim przypadłości, ale też stoicka świadomość nieuchronnego końca, każą im przeżywać spóźniony romans znacznie intensywniej i może nawet głębiej niż przed laty. Stąd tak silny u nich głód spełnienia, tak wielka potrzeba nadrobienia tamtego czasu, tak gwałtowna chęć „zdążenia przed Panem Bogiem”. Ciągle jednak towarzyszy im niepewność. Sentymentalne wspomnienia powracające niby wyświetlany po wielokroć film nadają temu uczuciu rumieńców, choć jednocześnie każą wątpić, czy to, co przydarzyło się bohaterom przed laty i co, jak twierdzą zgodnie, całkowicie odmieniło ich życie, nie jest jedynie romantycznym snem o innym, lepszym życiu, które nie stało się ich udziałem. 
Na czym polega mistrzostwo tego filmu, który przecież tak łatwo było wtłoczyć w okowy melodramatu, naiwne schematy telewizyjnego serialu czy skandalizującego obrazka łamiącego kolejne tabu? Cox prowadzi swych bohaterów nieśpiesznie i bardzo ostrożnie, pokazując całą złożoność i nieoczywistość ich sytuacji. Każde z nich ciągnie za sobą własną przeszłość: Andreas, przedwcześnie owdowiały, ciągle jeszcze pielęgnuje pamięć zmarłej. Claire żyje w małżeńskim stadle, choć bardziej przypomina ono parę wygodnych starych kapci niż mocny związek dwojga kochających się ludzi. Kiedy odnajdują się przypadkiem po latach i rzucają się sobie nawzajem w objęcia, na przekór życiu i na przekór śmierci, spotkanie to z góry naznaczone jest tragizmem.
Film australijskiego reżysera ogląda się ze ściśniętym gardłem. Jednocześnie spodziewamy się, że ów dar miłości, którzy bohaterowie otrzymują u kresu swego życia, pomoże im (łatwiej? lepiej? piękniej?) przejść na tę drugą stronę. Andreas, bohater inspirowany najwyraźniej postacią profesora Borga z bergmanowskiego „Tam, gdzie rosną poziomki”, próbuje jeszcze wadzić się z Bogiem, ale w końcu i jemu udaje się dotknąć czegoś, co zwykł dotychczas nazywać innymi słowy. „Kochać to być świadomym wieczności” – słyszymy wcześniej z ust bohaterów. Spóźniona miłość pozwoli im w pełni otworzyć się na ten wymiar. 
„Niewinność” jest także interesującym filmem o pamięci. Idealizującej przeszłość, obsesyjnie wrastającej w obecną rzeczywistość. Także o pamięci zmysłów, które nie chcą się zestarzeć. W jednej ze scen 70-letnia bohaterka staje w łazience przed lustrem i przeciera zaparowaną taflę: odbija się w niej nagie ciało młodej dziewczyny. 
Kiedy para sędziwych kochanków spędza pierwszą po latach miłosną noc, w ich zbliżeniu odbija się pamięć dawnych pieszczot, jakby tamten czas się dla nich zatrzymał. Kiedy w tej samej scenie widzimy, jak pięknie wstydliwość i zdenerwowanie ustępują miejsca namiętności, aż chciałoby się rzec, że bohaterowie na powrót stali się niewinni. Ale przecież jest jeszcze John, mąż Claire, śmieszny i tragiczny w swej starczej zazdrości, zrazu cierpiący z powodu przyprawionych mu rogów, potem w swoim bólu schodzący znacznie głębiej, uważniej przyglądający się sobie i łączącej go z żoną relacji. 
Sceny retrospekcji, tak zręcznie i poetycko wmontowane we współczesną tkankę filmu, mają więc wydźwięk podwójny: usiłują zanegować upływ czasu, a jednak bezlitośnie na niego wskazują. Owe tajemnicze 50 lat, o których nie dowiadujemy się z filmu prawie nic, być może nie były dla bohaterów czasem bezpowrotnie straconym. Być może Claire i John, Andreas i jego żona przeżyli ten czas, sami o tym nie wiedząc, w sposób szczęśliwy. Być może – bo w „Niewinności” nie znajdujemy, na szczęście, żadnych gotowych rozstrzygnięć. 
Wyciszony, momentami niemal przeźroczysty film Coxa to dzieło, które jednocześnie nie wstydzi się swego artyzmu. Momentami sięgające po muzyczny patos, poruszające mocną symboliką (jak scena, w której Andreas jest świadkiem ekshumacji ciała swojej żony), momentami też po europejsku przegadane – należy do innej epoki w dziejach kina. A jednak zaskakuje otwartością i świeżością, z jaką traktuje swych bohaterów. Stąd, niezależnie od wieku, łatwo się z nimi utożsamić. Droga, jaką przeszli, aż po ostatnią scenę wyrażającą swoiste pojednanie całej trójki, każe nam wierzyć, że spełnienie mimo wszystko jest możliwe. Przypomina zarazem, że spełnienie ma zawsze swoją cenę i może oznaczać coś zupełnie innego, niż przez całe życie nam się wydawało. 

„NIEWINNOŚĆ” („Innocence”) – reż. i scen.: Paul Cox, zdj.: Ty Clark i Jan Vancaillie, muz.: Paul Grabowsky, wyst.: Julia Blake, Charles „Bud” Tingwell, Kristien Van Pellicom, Kenny Aernouts, Terry Norris, Marta Dusseldorp. Australia / Belgia 2000. Dystryb. Gutek Film.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 51-52 (2789),
22-29 grudnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl