Rosjanie i ich niedziela 


Ostatni trolejbus

Anna Łabuszewska



Trolejbusem numer pięć można jeździć po Moskwie tylko w niedzielę, kiedy na ulicach jest luźno. W pozostałe dni poczciwy staruszek zwykle stoi w zatykających centrum korkach i podróżowanie nim mija się z celem. Niedzielę rozpoznaje się w Moskwie po tym, że na ulice wyjeżdża najwyżej jedna trzecia pojazdów i wylega najwyżej połowa mieszkańców. W ciepłe pory roku kto żyw już w piątek wieczorem jedzie do podmiejskich posiadłości: nuworysze do snobistycznych willi, a pozostali na swojskie dacze. Na działkach pracowicie uprawia się pomidory, cebulę i kartoszkę, gromadzi słoje na przetwory, a przy ładnej pogodzie zażywa kąpieli w pobliskiej rzeczułce, nawet jeśli mieni się ona wszystkimi kolorami tęczy z powodu sąsiedztwa zakładów chemicznych.
Trolejbusem numer pięć można dojechać do klasztoru Nowodziewiczego. Nawet w niedzielę przeważają turyści, wiernych jest niewielu (z deklarujących przynależność do Kościoła prawosławnego na niedzielne nabożeństwa uczęszcza kilka procent Rosjan). Żebraczki metodycznie składają wtykane im w garść pieniądze do kartonowych pudełeczek, skwapliwie żegnają się i mamroczą modlitwę. Czasem spierają się o upuszczoną na sporne terytorium monetę.
Trolejbus zawraca ku centrum, wzdłuż bulwarów, gdzie królują emeryci grający w szachy i domino, dojeżdża do Arbatu. Na opiewanym przez Okudżawę deptaku nawet przy siarczystym mrozie handluje się matrioszkami i resztkami chwały imperium. Zawsze pełno tu przechadzających się moskwian i gości stolicy, większość zdezorientowana rozpytuje, czyj jest nieudany pomnik stojący w jednym z zaułków – z trudem można się domyślić, że to legendarny bard „wychodzi wieczorem na spacer”. A przechadzki nadal należą do ulubionych form spędzania wolnego czasu, zwłaszcza że w Moskwie jest wiele pięknych terenów spacerowych. 
Każdy odpoczywa, jak potrafi. Patologiczny pracoholizm jest w Moskwie rzadkością. Naród woli dobrze wypić, zjeść, zabawić się, zimą pobiegać na nartach na jasieniewskich górkach (z nartami można dojechać tam metrem), wziąć udział w ćwiczeniach klubu kuszy i miecza w carycyńskim parku, a latem złapać niezdrową opaleniznę nad rzeką Moskwą, także niosącą tablicę Mendelejewa (leżąc niefrasobliwie na brzegu lub wchłaniając spaliny na spacerowym stateczku). Można też zajrzeć dzieciom do zeszytów i w zależności od ilości nieodrobionych w całym tygodniu lekcji, ocen z klasówek i uwag w dzienniczku zadecydować, czy należy się kara czy nagroda. Dla dzieci najbardziej pożądanym wyróżnieniem jest pójście na obiad do McDonald’sa. Jeszcze w połowie lat 90. był to raj dla wybrańców, których było na to stać i którzy byli w stanie sterczeć nawet na mrozie w długich kolejkach; dziś to gastronomiczna rozrywka dla mas, którym jako tako się powodzi. Resztki chętnie dojadają bezdomni. 
Kiedyś, w czasach ZSRR, w Moskwie niewiele było niedrogich, ogólnodostępnych kawiarni czy restauracji (człowiek radziecki nie mógł siedzieć przy filiżance kawy, zwłaszcza w godzinach pracy), dziś jak grzyby po deszczu pojawiają się coraz to nowe lokale oferujące zarówno specjały kuchni rosyjskiej, jak i zamorskie rarytasy. Cieszą się tak wielkim powodzeniem, że na sobotni czy niedzielny wieczór trzeba rezerwować stolik. 
Wieczorem można iść do teatru, gdzie w bufecie królują odwieczne kanapki z czerwoną rybą dowolnej świeżości, koniak rozlewany do plastikowych kubeczków i słomkowa herbatka w granionnych stakanach. Starsze pokolenie woli raczyć się przy szatni pokrojonymi w równe ósemki jabłuszkami, wyciąganymi z przechodzonej foliowej torebki. Okryte orenburskimi chustami ramiona dam podrygują, wyrażając dezaprobatę dla najnowszego małżeństwa znanego reżysera z młodą aktorką, wszyscy obstawiają, ile to szczęście jeszcze potrwa.
Późna pora zagania ludzi do domów, gdzie w kuchniach jak za dawnych lat omawia się sprawy rodzinne, sąsiedzkie, czasem polityczne, gdzie pije się, je lub zakąsza. 
Gdzie tli się stygnące ciepło domowego ogniska, bardziej potrzebnego wszystkim w niedzielę niż w rozdygotany, zaganiany i bezrefleksyjny dzień powszedni.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 51-52 (2789),
22-29 grudnia 2002


do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl