Nr 51-52 (2789), 22-29 grudnia 2002
BOŻE NARODZENIE 2002


Radosna nowina o Bogu,
dla którego nic, co ludzkie, nie jest obce
Znak Dziecięcia
KS. TOMÁŠ HALÍK
Sandro Botticelli:
„Narodziny
mistyczne”
Człowieczeństwo
jest mostem, po którym kroczy Bóg – mówi wieść
bożonarodzeniowa.
Przyjąć swój ludzki los jako dar i posłannictwo, troszczyć
się o swoje człowieczeństwo i rozwijać je – oto droga,
którą człowiek zmierza ku Bogu, i to nawet wtedy, gdy o Nim
nie wie albo sądzi, że nie może w Niego wierzyć. WIĘCEJ

Bogu niech będą dzięki: wchodzimy do Unii
KRZYSZTOF
KOZŁOWSKI
Tak należy grać, tak należy zawierać u celu rozsądny
kompromis. Nie przejmujmy się, że wielkie, decydujące batalie
z natury rzeczy składają się z mnóstwa na pozór
chaotycznych, małych starć, gdzie chodzi o przysłowiową piędź
ziemi, a w naszym przypadku o umiarkowane dodatkowe korzyści,
wynegocjowane w ostatniej chwili w Kopenhadze, które i tak za
kilka lat przestaną mieć znaczenie. Wygraliśmy przecież nie
jakieś wielkie pieniądze, choć i one są ważne, ale naszą
przyszłość, w Unii Europejskiej. I szansę dla tych, którzy
przyjdą po nas. WIĘCEJ
W
numerze także: artykuł Olafa
Osicy o polskich
sojusznikach w Unii Europejskiej i rozmowa z Jackiem
Rostowskim o polskiej i unijnej gospodarce
George Clooney
w „Solaris” Soderbergha

Po amerykańskiej premierze „Solaris”
Pod powierzchnią oceanu
STANISŁAW LEM
Wracam jeszcze do „Solaris”; Steven
Soderbergh wyraził w „Newsweeku” nadzieję, że Lem
nie dostanie zawału, kiedy film zobaczy. Dystrybutorzy polscy
mają mi przysłać kopię w postaci kasety, a Soderbergh chce
potem przyjechać do Krakowa. Znajduję się na razie w takim
stanie fizycznym, że podobna wizyta nie jest możliwa, ale
postaram się poprawić.
Recenzja znaleziona w „Tygodniku”
PAWEŁ POTOROCZYN
Drogi
Trurlu, w czasie ostatniej podróży, do której tak mnie zachęcałeś,
pobłądziłem nieco i trafiłem na planetę Ziemia. Pewnie
nigdy bym Ci o tym nie wspomniał, ze wstydu czyli z próżności,
gdyby nie to, że trafiłem tam na wielce interesujące
znalezisko, które w dodatku ma niejaki związek z naszym dobrym
znajomym. Pomyślałem, że opowiem ci o tym fakcie, znam wszak
Twoje zamiłowanie do archeologii Wszystkiego.
Otóż podczas lądowania wznieciłem okropne tumany kurzu i
wszelkich wykopalisk. Kiedy studziłem silniki, do wstecznego
lusterka rakiety przyczepił się strzęp ziemskiej gazety o
bohaterskiej - jak pamiętam z podręczników galaktycznej
historii idei – nazwie „Tygodnik Powszechny”,
datowanej na koniec roku 2002, który już na pierwszy rzut oka
wydał mi się interesujący. Traktował bowiem o ekranizacji
powieści – tak jest! – Stanisława Lema. (Zgaduję,
że od tej chwili cieszę się Twoją całkowitą i niepodzielną
uwagą). Nieznany Ci z pewnością bliżej niejaki Pravanoga
dyskutuje tam prawo do adaptacji oraz industrialne aspekty własności
intelektualnej we wczesnej epoce Szumu. WIĘCEJ

Śląskie duszpasterstwo pozytywne
- z ks.
arcybiskupem DAMIANEM
ZIMONIEM, metropolitą katowickim, rozmawiają Michał
Okoński i Marek Zając
My, Ślązacy, nie boimy się Unii, bo mamy jej wiele do dania:
etos pracy, rodzinę, pełne kościoły, seminarzystów –
Zachód wciąż prosi o naszych księży. Oczywiście, wiele się
mówi o europejskim liberalizmie moralnym w mediach, ale z nim
borykamy się i bez integracji. Zapytajmy raczej, co będzie, jeśli
do Unii nie wejdziemy? Profesor Jerzy Kłoczowski mówi, że będzie
katastrofa i że możemy trafić pod wpływy Rosji. Taki mamy
charakter, że mobilizujemy się tylko wobec wyzwań. A bez
Europy nie będzie wyzwań – tylko marazm i narzekanie.
Przeciwnikom Unii nikt nie ma prawa zamknąć ust. Ale pozostaje
nadzieja, że społeczeństwo okaże się od nich mądrzejsze.
– Episkopat oświadczył, że nie ogłosi, jak należy
głosować w referendum. Ale czy biskupi będą kontrolować
zachowanie proboszczów podczas kampanii przedreferendalnej?
– Episkopat nie zajmie stanowiska, ale wypowiedzi Ojca Świętego
chyba nie pozostawiają wątpliwości co do kierunku, w jakim
mamy iść. Ja będę głosował za wejściem do Unii. Nie
ukrywam tego, ale nikomu nic nie będę nakazywał, bo ludzie
mają swoją godność. WIĘCEJ
WIARA
Bóg się rodzi nad Tamesgidą
O. Michał Zioło ocso
Zima, grudzień. O tej porze roku wieją tu ostre wiatry, a teraz niespodziewanie od Tamesgidy przyszło słońce. Grzeję się w nim, siedząc przy ścianie obory i próbuję czytać, czekając, aż dogotują się ziemniaki. Samir dręczy mnie, żebym pochwalił jego krowę:
„Mlicha?” (ładna, piękna). Przeciągam ręką po szyi. Oo, gdybym odpowiedział
„mlicha”, byłoby jasne, że nie poznałem się na niej.
„Samir, ona jest…, ona jest jak Buba – żywicielka z Sobowa!”.
„W Polsce?!”. „W Polsce, u mojej babki Mariam”.
WIĘCEJ
Rekolekcje z Zacheuszem (4)
„Dzisiaj!”
Ks. Grzegorz Ryś
Przyjaciel
Czesław Miłosz
Przywilejem długiego życia jest możliwość przywołania z pamięci osób, które dla wielu są jedynie legendą. Moja przyjaźń z Tomaszem Mertonem zaczęła się w początku lat 60., kiedy zaproszony przez niego przyjechałem do klasztoru Gethsemani. Nie jestem tutaj dokładny, bo przyjaźń zapoczątkował listem do mnie, kiedy jeszcze mieszkałem we Francji, Tomasz Merton po przeczytaniu mojej książki „Zniewolony umysł”. WIĘCEJ
Piwo Thomasa Mertona
Stanisław Obirek SJ
Tak naprawdę piwo było dla Mertona tylko pretekstem do nawiązywania kontaktów z ludźmi. Niekiedy wyrzucał sobie, że za dużo wypił czy zjadł, ale w istocie ogarnięty był jedną pasją – Bogiem.
Można nawet powiedzieć, że był pijany Bogiem, pragnął Go ujrzeć za wszelką cenę. To pragnienie zostało zaspokojone w zetknięciu ze skalnym wizerunkiem Buddy. WIĘCEJ
Biogram Thomasa Mertona
Merton dzisiaj
Thomas Merton
Teologia upośledzonych Jeana Vaniera
Sztuka schodzenia w dół
Anna Mateja
Ludzka wrażliwość objawiła się w odkryciu wcielenia Chrystusa jako istoty małej i słabej. Bo Mesjasz przyszedł na świat odrzucony, ubogi i kruchy. Jak mówi Jean Vanier – podatny na zranienie. Niby Bóg wszechmocny, a jednak bezsilny i oczekujący ludzkiej pomocy. Dla wspólnoty „Arka” to sedno wiary: Bóg przyciąga ludzi swoją słabością. Czy może więc istnieć pewniejsza droga do Niego, jak nie w roli towarzyszy upośledzonych i
wykluczonych. WIĘCEJ
Jean Vanier
Dyskretny urok chrześcijaństwa
Jarosław Makowski
Skąd bierze się nasza nieufność wobec religii? Jaką przyszłość ma przed sobą chrześcijaństwo? Czy zdoła ono przekonać współczesnego człowieka, że prawda, którą niesie, jest odpowiedzią na najważniejsze ludzkie niepokoje? Pytania te stawia w swej najnowszej książce ks. Wacław Hryniewicz. WIĘCEJ
Wacław Hryniewicz, „Chrześcijaństwo nadziei”,
Wydawnictwo „Znak”, Kraków 2002
Ks. Wacław Hryniewicz
„Pamiętaj, abyś dzień święty święcił”,
mówi przykazanie.
Niedziela w Polsce, kiedyś i dziś
Dzień (bez) troski codziennej
Iwona Hałgas
Człowiek zawsze potrzebował cezury: dnia innego od pozostałych, który rozgranicza codzienność i ma charakter społeczny; w końcu uczestnictwo w nabożeństwach podkreśla także wspólnotowy wymiar człowieka. Dnia, w którym jest czas na wypoczynek i zabawę. W świecie chrześcijańskim dniem takim jest niedziela. Jej charakter na przestrzeni wieków to ciągłość
i zmiana: nie tylko w sposobie spędzania tego dnia, także w strojach, nawet potrawach. Niedziela – to „punkt widokowy”,
z którego oglądać można życie społeczeństw. Także polskiego.
WIĘCEJ
Niemcy i ich niedziela
Dzień jakoś wyjątkowy
Wojciech Pięciak
To, jak człowiek kształtuje niedzielę, można traktować jako probierz: już nie tyle nawet religijności, co pluralizmu postaw i modeli, religijnych i nie-religijnych, których estetyka odbija się w literaturze, malarstwie, filmie czy muzyce. Otwarta w październiku wystawa w bońskim muzeum historycznym Haus der Geschichte
(www.hdg.de), dokumentująca społeczną historię tego dnia w Niemczech pokazuje, że dziś charakter niedzieli wyznaczają dwa bieguny: z jednej strony dziedzictwo chrześcijańskie, z drugiej traktowanie niedzieli jako dzień przede wszystkim wolny, który człowiek wypełnia sobie wedle uznania. Ale równocześnie – choć Niemcy są krajem zsekularyzowanym – wedle badań instytutu z Allensbach aż dla 77 proc. niedziela pozostaje „dniem szczególnym”, z którego nie chcą rezygnować; 40 proc. twierdzi też, że niedziela to dla niech „dzień refleksji”. WIĘCEJ
Rosjanie i ich niedziela
Ostatni trolejbus
Anna Łabuszewska
Trolejbusem numer pięć można jeździć
po Moskwie tylko w niedzielę, kiedy na ulicach jest luźno. W pozostałe dni poczciwy staruszek zwykle stoi w zatykających centrum korkach i podróżowanie nim mija się z celem. Niedzielę rozpoznaje się w Moskwie po tym, że na ulice wyjeżdża najwyżej jedna trzecia pojazdów i wylega najwyżej połowa mieszkańców. W ciepłe pory roku kto żyw już w piątek wieczorem jedzie do podmiejskich posiadłości: nuworysze do snobistycznych willi, a pozostali na swojskie dacze. Na działkach pracowicie uprawia się pomidory, cebulę i kartoszkę, gromadzi słoje na przetwory, a przy ładnej pogodzie zażywa kąpieli w pobliskiej rzeczułce, nawet jeśli mieni się ona wszystkimi kolorami tęczy z powodu sąsiedztwa zakładów chemicznych.
WIĘCEJ
KRAJ I ŚWIAT
Polska długa droga ku Zachodowi dobiega powoli końca.
Kto nam na niej pomagał, kto jest naszym sojusznikiem?
Dziękujemy wam, przyjaciele!
Olaf Osica
A więc Polska wchodzi do Unii Europejskiej! W takiej chwili warto zadać pytanie: czy w biegu do członkostwa w zachodnich strukturach – najpierw przez wyjście z komunizmu, potem wejście do NATO i wreszcie do Unii – wypracowaliśmy sobie kapitał polityczny, który umożliwi nam wykorzystanie pojawiającej się dziś szansy? Czy Polska ma prawdziwych sojuszników – a więc czy jest również sojusznikiem dla innych krajów? Czy też, będąc w Unii, będzie musiała szukać szansy jedynie w dołączaniu się do doraźnych
„koalicji”, w zależności od swych interesów? WIĘCEJ
Olaf Osica jest politologiem i publicystą, współpracuje z Centrum Stosunków
Międzynarodowych w Warszawie.
Punkty zwrotne naszej historii
Polska w Unii, Wschód za miedzą
Z
prof. Jackiem Rostowskim,
ekonomistą
i byłym doradcą ministra finansów, rozmawia Krzysztof Burnetko
To, że Europa nie wygra w konkurencji gospodarczej z Ameryką, nie musi być powodem do rozpaczy. Przegranie z tak dynamicznym obszarem gospodarczym, jakim są Stany Zjednoczone, nie jest tragedią. Problemem jest co innego: że jesteśmy biedniejsi niż być musimy i że nasi biedni są biedniejsi niż być muszą.
A pytanie brzmi: Co będzie za 20 lub 50 lat? Czy nasi biedni będą żyli lepiej, czy gorzej od biednych w Stanach? Ilu ich będzie? Niedawno Komisja Europejska wydała raport, w którym ostrzega, że bez daleko idących reform strukturalnych, w 2050 r. tempo wzrostu gospodarczego w Europie – na skutek starzenia się ludności naszego kontynentu – spadnie do połowy tempa uzyskiwanego w Stanach Zjednoczonych. O ile dziś gospodarka Europy odpowiada 80 proc. gospodarki Stanów, to wtedy skurczy się do 40 proc. amerykańskiej. Wprawdzie stopień nierówności w Stanach będzie prawdopodobnie znacznie wyższy niż na naszym kontynencie, ale wielu skrajnie dotąd biednych Meksykańczyków i Gwatemalczyków – przedostawszy się do Stanów – dojdzie do wyższego poziomu życia niż biedni w Europie.
WIĘCEJ
Unia Gospodarczo-Walutowa
Traktat z Maastricht
Profesorski Kraków i tajne służby PRL
Niepokorni
Marta Wyka
Tragiczne pokolenie młodzieży, o którym mówił Stanisław Pigoń, to również ci, którzy przed wojną nie tylko ukończyli studia, ale rozpoczęli uniwersyteckie kariery, stawiając pierwsze odpowiedzialne kroki w życiu zawodowym. To oni znaleźli się po wojnie na rozdrożu najbardziej dwuznacznym: musieli dokonywać określonych wyborów, a także ustępstw, aby w ogóle pozostać na wybranych niegdyś miejscach. Myślę o urodzonych w okolicy roku 1910.
Prawdziwy koniec świata – tak napisał Czesław Miłosz w „Roku myśliwego” – miał miejsce w Krakowie w roku 1945, gdzie zbiegły się szlaki wędrówek. Tutaj również w całym jego rozpaczliwym zawikłaniu objawił się katastroficzny węzeł, zasupłany przed wojną.
WIĘCEJ
Uczeni pod nadzorem
RYSZARD TERLECKI,
„PROFESOROWIE UJ W AKTACH UB I SB”,
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2002
W PRL zima było problemem, którym zajmowały się najwyższe władze,
np. podczas „zimy stulecia” 1962/63
Z frontu walki z mrozem
Jacek Gilarski
Pierwsza wzmianka o braku węgla pojawiła się na początku zimy. Jednak
w warunkach gospodarki centralnie sterowanej, jaką była gospodarka Polski Ludowej, władze długo były bezradne. I choć zima
w końcu ustąpiła, nie można powiedzieć, kto wygrał tę batalię: mróz i śnieg, polityka władz, czy też ofiarność setek zajmujących się transportem zamarzniętego węgla robotników.
WIĘCEJ
Ratować, kogo się da: 60 lat temu w Państwie Podziemnym powstała „Żegota”
Cisi bohaterowie
Tomasz Szarota
Jeszcze w sierpniu 1942 r., podczas tzw. Wielkiej Akcji, czyli dokonującej się
zagłady getta warszawskiego, Zofia Kossak pisała w słynnej odezwie katolickiego Frontu Odrodzenia Polski:
„Nie mamy możności czynnie przeciwdziałać morderstwom niemieckim, nie możemy nic poradzić, nikogo uratować – lecz protestujemy z głębi serc przejętych litością, oburzeniem i grozą”. Pisarka bardzo szybko doszła do wniosku, że pisemny protest to za mało; że należy przystąpić do działania, podjąć próbę niesienia pomocy i ratowania choćby tych nielicznych, którym udało się, lub których uda się wyrwać z rąk oprawców.
WIĘCEJ

Pierwszy tekst na temat prowadzonej przez Polskie Państwo Podziemne akcji pomocy skazanym na zagładę Żydom, akcji nie mającej odpowiednika w okupowanej Europie (holenderska Krajowa Organizacja Pomocy Nurkom powstała z myślą o ukrywających się członkach ruchu oporu), ogłosił w 1946 r. w mikołajczykowskiej „Gazecie Ludowej” Władysław Bartoszewski.
WIĘCEJ
Fragment ekspozycji w waszyngtońskim Muzeum Holocaustu: członkowie „Żegoty”.
W górnym rzędzie, druga od prawej Irena Sendlerowa. Czy dostanie Order Orła Białego?
Po zamachu na Dubrowce rosyjskie władze,społeczeństwo i media zwierają szeregi
Sznur ukręcimy sobie sami
Anna Łabuszewska
z Moskwy
Kilka zmarzniętych kwiatów, posypany piaskiem chodnik, cytat z
okolicznościowej mowy prezydenta i prowizoryczny barak ekipy remontowej: tak wygląda dziś moskiewska Dubrowka, gdzie pod koniec października rozegrał się dramat kilkuset ludzi sterroryzowanych przez czeczeńskich fanatyków. Tu: cisza i zimny wiatr, trochę dalej: tętniące życiem miasto. Pamięć marznie w nim szybciej niż czerwone płatki goździków.
WIĘCEJ
Wenezuela znalazła się na krawędzi wojny domowej
„Niech się wynosi do Fidela!”
Marcin Żurek
W osiem miesięcy po nieudanym zamachu stanu
w Wenezueli, sytuacja nosi znamiona politycznego chaosu, jeśli nie wstępu
do wojny domowej.
Choć jeszcze niedawno prezydent Hugo Chávez przeczył, że w kraju ma miejsce kryzys rządowy
i zapewniał, że „panuje spokój”, przywódcy opozycji twierdzą, iż jego dni
są policzone. WIĘCEJ
Spory-polemiki: upieram się przy samodzielności
Nie waż się myśleć...
Roman Kuźniar
Reakcja Pani Joanny J. Mizgały
(„Koniec koncertu mocarstw”, „TP” nr 48/
/2002) na mój postulat większej samodzielności w polskim myśleniu o sprawach strategicznych („Odważ się myśleć, polski strategu!”, „TP” nr 46/2002) zaskakuje i smuci zarazem. Zaskakuje, bowiem przypisuje mi tezy i intencje niewypowiedziane. Smuci, ponieważ odrzuca sugestię, że o sprawach najważniejszych warto myśleć samodzielnie.
WIĘCEJ
KULTURA
Wszechświat, mózg i kultura
Ks. Michał Heller
Jak ustosunkować się do sytuacji, w której nauki o mózgu (neuroscience) zaczynają wdzierać się w dziedzinę zarezerwowaną dotychczas dla humanistycznej refleksji, gdy na przykład coraz lepiej zaczynamy rozumieć, jak powstają „bezpośrednie dane świadomości”? Osobiście sądzę, że jest to jedno z największych wyzwań, ale i może jedna z największych szans, jakie stają przed filozofią najbliższych dekad.
WIĘCEJ
Niechciane książeczki Dr. Seussa
Perły w chlewiku
Joanna Olech
Trzej mądrzy angliści zapytani, jak należy wymawiać nazwisko Dr. Seuss, udzielili trzech różnych odpowiedzi. Wybieram
„doktora Zojsa”. Nie śmiem zgadywać, jak Amerykanie wymawiają nazwisko
„Barańczak” – być może na więcej niż trzy sposoby...
W mojej głowie te dwa trudne nazwiska zespoliły się na zawsze. Amerykanin wychowany w rodzinie niemieckich imigrantów i Polak wykładający na amerykańskim uniwersytecie – każdy z nich genialny na swój sposób, a razem pomnażający geniusz w dwójnasób...
Dr. Seuss, a właściwie ukrywający się pod tym pseudonimem Theodor Geisel, urodził się na początku ubiegłego wieku w amerykańskim stanie Massachusetts. Jako nastolatek wyjechał na studia do Oxfordu, gdzie wkrótce pogrzebał nadzieje rodziców na akademicką karierę. Poniechawszy studiów przywiózł z Anglii żonę – późniejszą autorkę książek dla dzieci i wydawcę w jednej osobie. Po powrocie został gazetowym rysownikiem satyrycznym, a z czasem zajął się projektowaniem reklam dla producenta środków owadobójczych.
WIĘCEJ
„Don Giovanni” w Teatrze Wielkim
Mozart według Trelińskiego
Tomasz Cyz
Opera ma szansę wydostać się z muzeum przez teatr (film-obraz), bo najsilniejszą zmienną jej materii (dotyczy to literatury klasyczno-romantycznej, ale także prawie zapomnianej u nas barokowej) jest rzeczywistość sceny. Dziś chyba nie można myśleć inaczej.
WIĘCEJ
W. A. Mozart „DON GIOVANNI”. Libretto: Lorenzo da Ponte, kier. muz.: Jacek Kaspszyk, reż.: Mariusz Treliński, dekoracje: Boris F. Kudlička, kostiumy: Arkadius, choreogr.: Emil Wesołowski, reż. świateł: Felice Ross. Soliści: M. Kwiecień (Giovanni), R. Tesarowicz (Komandor), I. Hossa (Anna), A. Zdunikowski (Ottavio), L. Biriucov (Elwira), J. Janiszewski (Leporello), P. Nowacki (Masetto), K. Trylnik (Zerlina), Chór i Orkiestra Teatru Wielkiego, tancerki, mimowie, baletnica. Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie, premiera 8 i 10 grudnia 2002.
„Niewinność”: mistrzowski film Paula Coxa
Spóźnieni
Anita Piotrowska
Na nasze ekrany dociera z lekkim poślizgiem przedostatni film Coxa – „Niewinność”, dzieło doprawdy wyjątkowe. Już sam jego temat dowodzi reżyserskiej odwagi: miłość dwojga starych ludzi, niegdyś namiętnych kochanków, dziś, po 50 latach od chwili dramatycznego rozstania, odnajdujących w sobie dawny żar. „Niewinność” to także film o śmierci. Sędziwy wiek Claire i Andreasa, związane z nim przypadłości, ale też stoicka świadomość nieuchronnego końca, każą im przeżywać spóźniony romans znacznie intensywniej i może nawet głębiej niż przed laty. Stąd tak silny u nich głód spełnienia, tak wielka potrzeba nadrobienia tamtego czasu, tak gwałtowna chęć „zdążenia przed Panem Bogiem”. Ciągle jednak towarzyszy im niepewność. Sentymentalne wspomnienia powracające niby wyświetlany po wielokroć film nadają temu uczuciu rumieńców, choć jednocześnie każą wątpić, czy to, co przydarzyło się bohaterom przed laty i co, jak twierdzą zgodnie, całkowicie odmieniło ich życie, nie jest jedynie romantycznym snem o innym, lepszym życiu, które nie stało się ich udziałem. WIĘCEJ
„NIEWINNOŚĆ” („Innocence”) – reż. i scen.: Paul Cox, zdj.: Ty Clark i Jan Vancaillie, muz.: Paul Grabowsky, wyst.: Julia Blake, Charles „Bud” Tingwell, Kristien Van Pellicom, Kenny Aernouts, Terry Norris, Marta Dusseldorp. Australia / Belgia 2000. Dystryb. Gutek Film.
Teatr
Teatralna druga fala
Piotr Gruszczyński
Twórcy teatralni, którzy zaufali realizmowi, czasami zdają się zapominać, że sztuka zawsze wymaga przetworzenia. Druga fala nowego teatru nie ma już tak łatwego zadania jak pierwsza, która zrewoltowała estetykę teatralną, zerwała zakurzone plusze i przestała udawać, że teatr istnieje na jakiejś innej planecie, na której nie ma kultury masowej, agresji i przemocy. Teraz widzowie są już oswojeni z nowym językiem i nie dadzą się łatwo nabrać na udawanie, nowoczesne pozerstwo. Trzeba schodzić znacznie głębiej i docierać do jądra ciemności, aby stworzyć dyskurs z publicznością. Do tego potrzeba też nie byle jakiej dramaturgii, a z tą, jak wiadomo, nie jest najlepiej.
WIĘCEJ
Krzysztof Bizio, „Toksyny”, reż. Inka Dowiasz, Teatr Powszechny w Radomiu; Szymon Wróblewski, „Punkiet”, reż. Ireneusz Janiszewski, Teatr Powszechny w Radomiu; Mark Ravenhill, „Polaroidy”, reż. Anna Augustynowicz, Teatr Współczesny w Szczecinie; Martin Crimp, „Obróbka”, reż. Artur Urbański, Teatr Rozmaitości w Warszawie; MIKE O’Rowe, „Made in China”, reż. Redbad Klynstra, Teatr Rozmaitości w Warszawie.
FELIETONY
JÓZEFA HENNELOWA – Daleko od Betlejem
MAŁGORZATA
MUSIEROWICZ – Miłe życia drobiazgi
EWA SZUMAŃSKA
– Wrogowie; Świat; Prawda
ANDRZEJ
DOBOSZ – 13 grudnia
MARCIN
KRÓL –
Prawo przed demokracją?
JACEK
PODSIADŁO – Trzy listy
|