Medal św. Jerzego dla Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej i Leona Kieresa


Smoki polskie i spolszczone

Agnieszka Sabor i Jan Strzałka



W tym roku wręczyliśmy Medal św. Jerzego już po raz dziesiąty. Zawsze czyniliśmy to w zabytkowych wnętrzach Pałacu pod Baranami przy krakowskim Rynku. Tym razem uroczystości odbyły się po drugiej stronie Wisły – w Centrum Kultury i Techniki Japońskiej „Manggha”. Paradoksalnie nie było to jednak zerwaniem z tradycją, ale innym na nią spojrzeniem. Bo przecież wszyscy goście zgromadzeni w nowoczesnym, przeszklonym hallu Centrum mieli na wyciągnięcie ręki Wawel. Taki chce być „Tygodnik Powszechny” – otwarty na nowoczesność, ale wnikliwie przyglądający się tradycji.

Twarzy nie odwracaliśmy

Czy połączenie „starego” i „nowego” jest możliwe? Jak najbardziej, a dowodzi tego mijający właśnie kolejny „Tygodnikowy” rok. Witając przybyłych do „Mangghi” gości, ks. Adam Boniecki przypomniał, że nie jest to pierwsze spotkanie naszego pisma z cywilizacją Japonii. Kiedy niedawno przyjechała do Krakowa japońska para cesarska, poświęciliśmy Krajowi Kwitnącej Wiśni specjalny dodatek, który znalazł się w rękach Dostojnych Gości. W roku 2002 „Apokryfem” uczciliśmy 75. urodziny prof. Leszka Kołakowskiego. „Wzburzyło to niektóre pobożne dusze – zauważył redaktor naczelny – a tymczasem »Tygodnik« zrobił to nie tylko ze względu na przyjaźń, ale dlatego, że profesor Kołakowski w trudnym procesie transformacji wiary Polaków odegrał niezwykłą rolę. Człowiek, który przed laty podkopywał wiarę mojego pokolenia, potem z tego grzęzawiska przeprowadził nas na mocny grunt, na stały ląd, na którym wiemy już, jak się poruszać”. A przecież były i inne „Apokryfy”, „Kontrapunkty”, dodatki – przede wszystkim te, w których przygotowywaliśmy się, towarzyszyli i analizowali pielgrzymkę Jana Pawła II.
„Podejmowaliśmy wreszcie bolesne i trudne sprawy Polski, Polaków i Kościoła. Te ostatnie, trudne dla człowieka wierzącego, dla Kościoła i dla nas. Drżeliśmy, żeby nie zachować się jak biblijny Cham, który szydził z nagości pijanego ojca, Noego. Chcieliśmy być jak Sem i Jafet, którzy »trzymając na ramionach płaszcz, weszli tyłem do namiotu i przykryli nagość swego ojca, twarzy zaś swych nie odwracali«. Jak to przełożyć na dziennikarski konkret?” – pytał ks. Boniecki. Można sądzić, że nasze stanowisko w sprawie abpa Juliusza Paetza, a ostatnio w kwestii Radia Maryja świadczy, że postawa krytyczna nie oznacza braku odpowiedzialności.

Rycerz i ogrodnik

Bez obiektywizmu i uważnego spojrzenia nie sposób walczyć ze smokami współczesności. Dlatego Medal św. Jerzego przyznawany jest ludziom, którzy umieją dojrzeć nowe oblicza zła i skutecznie mu przeciwdziałać. „Są smoki dalekowschodnie, są kosmopolityczne – mówił Krzysztof Kozłowski w laudacji Ewy Woydyłło-Osiatyńskiej – ale są też smoki polskie albo spolszczone, które świetnie czują się w naszym klimacie”. Niewątpliwie jednym z nich jest alkoholizm. Laureatka – historyk sztuki, dziennikarz, psycholog – wraz ze swym mężem Wiktorem Osiatyńskim zakładała pierwsze w Polsce koła Anonimowych Alkoholików, dziś pomaga też narkomanom, zajmuje się resocjalizacją więźniów, starając się uwolnić ich od agresji i przywrócić im człowieczeństwo. Co ważne – pracuje nie tylko w Polsce, ale także w USA i krajach byłego ZSRR. Jej portret przedstawiliśmy w poprzednim numerze.
Ewa Woydyłło-Osiatyńska wolałaby jednak, aby św. Jerzy nie był rycerzem na białym koniu, zabijającym wielogłowego potwora, ale – ogrodnikiem z konewką, klęczącym przed złamanym drzewkiem. „Ludzie, z którymi pracuję, są osobami chorymi, mają chore myśli, chore dusze, chorą mentalność. Z takimi ludźmi się nie walczy. Kto by tego spróbował – przegra. Ale można ich uczyć, leczyć i pomagać. Nie są to monstra, lecz ludzie często zranieni, niekiedy nigdy niekochani albo głupio kochani. Nie mogą zapomnieć i uwolnić się od wyrządzonych im krzywd. Gdy siedzę w kręgu z moimi pacjentami, zdarza mi się niekiedy ujrzeć w nich podobieństwo do potwora, ale wówczas zastanawiam się, kim ja byłabym dziś, gdybym tak jak oni urodziła się w melinie lub gdybym miała zimną i okrutną matkę” – mówiła laureatka, dziękując przy okazji Wiktorowi Osiatyńskiemu, który choć nie pracuje z żoną bezpośrednio, ale jest współtwórcą wielu jej inicjatyw.

Pamięć, emocje, lęki

Laudację prof. Leona Kieresa wygłosił redaktor naczelny, przyznając, że prezes Instytutu Pamięci Narodowej był trudnym kandydatem dla Kapituły Medalu Św. Jerzego, bo „statut nie przewiduje przyznawania tego odznaczenia ludziom, którzy pełniąc swój urząd, po prostu robią to dobrze. Przecież rzetelne wykonywanie obowiązków jest, powinno być, czymś normalnym”. A jednocześnie nie ulegało wątpliwości, że dziś właśnie Kieres – jak nikt inny – godzien jest tego wyróżnienia. Ksiądz Boniecki podkreślił, że Medal dla Profesora jest wyrazem uznania dla walki ze smokiem, którą podjął, choć mógł jej uniknąć. Przypomniał też niepokoje, jakie kilka lat temu towarzyszyły powstawaniu IPN-u. Obawy na szczęście okazały się płonne, a prof. Kieres skutecznie realizuje swą misję. „Pierwszym sygnałem – mówił ks. Boniecki – że dzieje się coś wyjątkowego było to, iż Prezes, wbrew polskim skłonnościom do kunktatorstwa, do odkładania bądź zamazywania spraw trudnych, natychmiast wsiadł na koń i skierował swe siły tam, gdzie – wiadomo to było od początku – przyjdzie mu stoczyć najtrudniejszy bój. Chodziło o Jedwabne. Paradoksalnie, najgroźniejszym nieprzyjacielem, smokiem, z którym miał się zmierzyć Instytut Pamięci Narodowej – była właśnie pamięć. Historycy zwracają uwagę na napięcie między pamięcią a historią. Pamięć indywidualna, a jeszcze bardziej zbiorowa, zamyka się w stereotypach, jest wybiórcza, zdeterminowana nieuświadomionymi często emocjami. Jest zamknięta na prawdę historyczną. Pamięć wie swoje i nie kwapi się do konfrontacji z historią. Debata w Sejmie 28 lutego 2002 roku pokazała, że wygodna i bezpieczna pamięć potrafi zapamiętale się bronić, nie zważając na argumenty i fakty. Prezes Instytutu nie tylko rzeczowo odpowiedział na zarzuty, ale atakowany przedstawił swoją filozofię: »Mój system wartości jest prosty i nieskomplikowany. Opiera się na Dekalogu, na prawdach wiary«. I wypowiedział słowa przebaczenia tym, którzy obrzucili go strasznymi zniewagami: »Będę wam przekazywał znak pokoju«. Tak się zabija smoka nienawiści”.
„I jeszcze jedna głowa smoka – mówił dalej ks. Boniecki – bo smok, jak każdy wie, ma ich wiele. Zarzucano Instytutowi, że zajmuje się zbrodniami Polaków, a nie zbrodniami dokonanymi na Polakach. Chcę zwrócić uwagę na to, co prof. Kieres powtarzał wielokrotnie, mówiąc o Jedwabnem i przypominając, że »przecież tam zginęli obywatele państwa polskiego. Oni też byli Polakami – innej wiary, obyczaju, tradycji. Żydzi z Jedwabnego byli Polakami...« Takie to proste i oczywiste, jednocześnie jakie trudne do zrozumienia”.
Dla Leona Kieresa św. Jerzy do dziś ma twarz rycerza, którego w dzieciństwie zobaczył na obrazie w małym kościółku na Białostocczyźnie. Proboszczem w Majewie Kościelnym był jego wujek i to on właśnie powiedział chłopcu, że Kościół wątpi w istnienie kapadockiego księcia pokonującego potwory. Dziecko poczuło się skrzywdzone. „Ja tak wierzyłem w prawdę tego obrazu: jest zło zawarte w smoku i jest św. Jerzy, który walczy i zwycięża. Dopiero później zrozumiałem, że nie ma znaczenia, czy św. Jerzy żył naprawdę, ważne jest to, że zło zawsze będzie na świecie i zawsze ktoś musi z nim walczyć”. Ta myśl powróciła, gdy obejmował funkcję prezesa IPN-u.
Dziś Leon Kieres wspomina aforyzm Antoine’a de Saint Exupery’ego, który mówił, że miłość nie polega wyłącznie na przyglądaniu się sobie nawzajem, ale na wspólnym patrzeniu w tym samym kierunku. Jako prezes Instytutu zastanawia się, „co znaczy wspólne patrzenie i wspólny kierunek. Wiele razy pytano mnie – mówi prof. Kieres– »po co pamiętać przeszłość? Powinna nas interesować przyszłość«. To prawda, ważny jest cel, ale równie ważna jest droga – a ta oznacza jednocześnie zwrócenie się ku przeszłości”. Prezes przyznaje, że jest marzycielem: „Od 30 czerwca 2000 roku wierzę w piękno moich marzeń, wierzę, że zasady, którymi kieruję się jako urzędnik państwowy, są także zasadami całego mojego narodu, któremu służę i – nie wstydzę się tego powiedzieć – który kocham. Czy jestem odważny? Nie. Mam swoje słabości, lęki. Wydaje mi się jednak, że odwaga nie jest brakiem lęku, ale uświadomieniem sobie, że oprócz nich istnieje coś ważniejszego: wiara, nadzieja, miłość”.
Po laudacjach i przemówieniach dla 400 osobowej publiczności zaśpiewała Iwona Loranc z zespołem Tricolor, laureatka tegorocznych festiwali: Piosenki Artystycznej, Piosenki Aktorskiej i Piosenki Studenckiej. A potem był bankiet... 








Medal św. Jerzego 2002

Złoty Sponsor:
BIG Bank Gdański
– Millenium Prestige

Partner uroczystości:
Telekomunikacja Polska S.A.

Sponsorzy:
„Ruch” S.A., firma „Lobos”,
„Toyota Sowier”, „Auto Center Opel”

Sponsorzy bankietu:
Jacek Łodziński – Restauracje
„Pod Aniołami” i „Cherubino”
Krakowskie Zakłady Mięsne
„Krakmeat”
„Domu Wina”
Piwnice Win Importowanych „Vinfort”
LOBO producent soków „Tymbark”

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 50 (2788), 15 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl