Przegląd prasy

 Rodzina, ach rodzina


W Polsce maleje liczba zawieranych małżeństw (w 2000 r. ślub wzięło 211150 par, o 8 tys. mniej niż w 1999 r.). Wciąż dominującą formą rodziny jest małżeństwo z dziećmi, a trwałość związków jest większa niż w innych krajach. W 2000 r. zanotowano 43 tys. rozwodów; o ile jednak kiedyś wśród przyczyn dominowała zdrada i alkoholizm, teraz na pierwszym miejscu jest niezgodność charakterów, pojawiły się też powody ekonomiczne; ponadto, choć najczęściej Polacy rozstają się po 5-9 latach pożycia, systematycznie wzrasta liczba osób rozwodzących się po ponad 20 latach małżeństwa. Prócz małżeństw najwięcej jest rodzin niepełnych (m.in. 1,5 mln samotnych matek i 200 tys. panien z dziećmi). Na trzecim miejscu są wolne związki: ich liczbę szacuje się na 310 tys. (z czego 75 proc. mieszka w miastach i większość ma dzieci). Co zaskakujące, wolne związki są popularne szczególnie wśród osób o niskim statusie społeczno-ekonomicznym, często nawet bezrobotnych, nie zaś, jak głosi stereotyp, wśród wykształconych i robiących karierę. Wzrasta też odsetek urodzeń pozamałżeńskich (12 proc. w 2001 r., przy 5 proc. w 1980). Tak jak w świecie, decyzja o małżeństwie jest coraz częściej odkładana (najczęściej zawiera się je między 20. a 29. rokiem życia). Co uderza: powodem aż połowy małżeństw jest (także...) ciąża. 
Równocześnie choć poglądy polityczne społeczeństwa polskiego stają się coraz bardziej lewicowe, to znakomita większość Polaków broni tradycyjnych wartości, a wśród nich rodziny – twierdzi w RES PUBLICE NOWEJ (nr 12) prof. Henryk Domański z Instytutu Filozofii i Socjologii PAN. Przykładowo większość badanych przy pomocy rodziny rozwiązuje problemy. Mitem okazuje się teza, że konkurencyjnymi strukturami dla rodzin stają się kręgi towarzyskie. Większość (70 proc.) mieszka w sąsiedztwie najbliższej rodziny (w tej samej miejscowości lub gminie). 72 proc. co najmniej raz w tygodniu odwiedza rodziców, a 52 proc. widuje się z dziećmi. Ponad 60 proc. dorosłych ma zwyczaj prowadzenia w rodzinie rozmów o jej historii, z tego 17 proc. często. Więcej: pamięć rodzinna ma charakter wielopokoleniowy. Na pytanie „jak daleko w przeszłość sięga pani/pana wiedza o rodzinie” tylko 21 proc. odpowiedziało „wiem, co działo się za mojego życia i co widziałem na własne oczy”. U pozostałych trzech czwartych pamięć była głębsza: 36 proc. zadeklarowało „wiem, co było za życia moich rodziców, zanim przyszedłem na świat”, 35 proc. wiedziało „co było za życia moich rodziców, gdy moi dziadkowie byli młodzi”, a 5 proc. sięgało pamięcią do młodości pradziadków. Co także ważne: świadomość tradycji rodzinnych rośnie, a zwrotnym punktem była zmiana ustroju. O ile odsetek osób pamiętających czasy dziadków kształtował się w 1982 r. na poziomie 30 proc., to w następnych latach dokonał się skokowy wzrost: w 1999 r. osiągnął on poziom 41 proc. Równocześnie udział kategorii żyjącej tylko teraźniejszością zmniejszył się z 27 do 21 proc.
Kluczowe dla przewidywania przyszłości są aspiracje młodzieży. Okazuje się, że w 1998 r. spośród ogólnokrajowej reprezentacji uczniów ostatnich klas podstawówek pytanych o najważniejsze cele życiowe, najwięcej (57 proc.) wskazało na „udane życie rodzinne i posiadanie dzieci” (to więcej niż latach minionych!). Na drugim miejscu znalazła się ciekawa praca (42 proc.), wyprzedzając miłość i przyjaźń (31 proc.) i zdobycie majątku (27 proc.). 19 proc. wymieniło „życie barwne i pełne rozrywek”, a wagę seksu podkreśliło ledwie 10 proc. 
Nowoczesną rodzinę integrują dwa nowe czynniki. Pierwszy to orientacja na zaspokajanie potrzeb dzieci: klasy średnie podporządkowują rytm życia wyborowi prestiżowej szkoły dla dziecka. Drugi: wzrost roli państwa, które przeznacza coraz więcej środków wspomagających rodzinę w zakresie ochrony zdrowia, bezpieczeństwa i opieki socjalnej, co pomaga utrzymać się rodzinom z klas niższych. Trwałość rodziny wspomaga też prawo: „Na gruncie zinstytucjonalizowanych norm powstała sieć wzajemnych zobowiązań i świadczeń opartych na emocjonalnej łączności między partnerami o równym statusie. Nie stworzono lepszej instytucji udzielającej pomocy i trudno rodzinę w tej roli zastąpić. To jeden z mechanizmów, które po uruchomieniu zaczynają działać samoczynnie, zadziwiając zdolnością do pokonywania przeszkód i odpornością na zmiany”.
 

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 50 (2788), 15 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl