Otwarte listy


Do Janusza Owczarka

JACEK PODSIADŁO


Szanowny Panie Dyrektorze wydawnictwa „Kolporpress”. W zasadzie mam interesik do Waszego ilustratora, ale w stopce „Krzyżówek dla zerówki”, pierwszego i ostatniego wydawnictwa „Kolporpressu”, jakie nabyłem, nie ma jego nazwiska. Zresztą powiem Panu otwarcie, że wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że to Pan daje upust swym plastycznym talentom w adresowanych do dzieci książeczkach.
„Krzyżówkom dla zerówki” przyjrzałem się bliżej z przymusu. Otóż kupiłem je synowi uprzedzając, że będą dla niego zbyt łatwe, a okazały się za trudne, i to nie tylko dla niego, ale nawet dla mnie, który zerówkę zostawiłem dość już daleko za sobą. Wszystko to za sprawą zagadek, których istotę stanowi odgadywanie nazw obiektów przedstawionych na rysunkach. Mam 40 lat i widziałem w życiu niejedno, a to m. in. księdza, chłopa, wronę, nosze, ryby... Tak. Ale dzieła takiego, jak „Krzyżówki dla zerówki”, jeszcze nie spotkałem na ścieżkach swego losu. Jego lektura i wiedzione z synowskiego przykazu zmagania z oporną materią rebusu, arytmografu i ciągówki obrazkowej zapłodniły mój umysł do poczęcia kilku przemyśleń, jakimi pragnę się podzielić. Oto i one.
To, że chłopczyk ubrany w czarną koszulę ma stojący biały kołnierzyk i czyta z książeczki, nie znaczy od razu, że jest księdzem. Czasy, kiedy duchowieństwo było jedną z nielicznych grup piśmiennych, przeminęły już dawno. Ksiądz byłby bardziej podobny do księdza, gdyby miał sutannę, stułę, różaniec...
Książę byłby bardziej podobny do księcia, gdyby nie miał dziewczęcej buzi i piersi.
To, że telefon komórkowy jest różowy, nie znaczy, że jest plastrem.
Nie ma owocu o nazwie grmeduzy, a Pański ilustrator nie sądzi chyba, że rysując meduzy narysował uszka?
W imieniu wszystkich dzieci dziękuję, że czarny kurczak mówi „Kra! Kra!”, dzięki temu wiadomo, że to wrona.
Nie wiem, czy sam Ksawery Dunikowski podołałby zadaniu wyrzeźbienia ducha. A tu proszę, można narysować ducha i uważać go, co wynika z brakujących liter hasła, za „posąg”.
Mężczyzna stojący z batem to zdaniem mojego syna woźnica albo furman. Zdaniem Pańskiego ilustratora to „chłop”, tak wynika z nieubłaganej logiki krzyżówki. Mam rozumieć, że co? Że bije babę tym batem?
Owszem, do transportu szczupłych rannych można użyć dużej mapy ściennej z drążkami na jej krajach, ale w zasadzie nosze wyglądają inaczej. Ogólnie można przyjąć, że nosze są bardziej podobne do noszy niż do mapy.
Owszem, są na świecie latające ryby, ale rysować ptaka mając na myśli rybę, to pewna przesada. 


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole 1 

podsiadlo@atol.com.pl






Do Jacka Podsiadły:

Gosława Zwolińska: Ze zdumieniem i niepokojem przyjęłam Pana nieobecność na łamach ostatniego „Tygodnika”. Mam nadzieję, że przyczyny tej nieobecności upatrywać należy w Pańskiej uprzejmości, która nakazała Mu oddać „wolne miejsce” Panu Lemowi, ktorego wypowiedź z konieczności była dość obszerna. Myśl, że nieobecność owa mogła zostać spowodowana reakcją na Pański ostatni felieton, przeraziła mnie tak, iż natychmiast wyrzuciłam ją ze swej głowy.


Jacek Podsiadło: Proszę się nic a nic nie obawiać. Ani nie jestem specjalnie uprzejmy, ani poprzedni felieton nic tu nie zawinił. Zwyczajna rzecz: Redakcja nie zgadza się z tekstem napisanym przeze mnie do ostatniego numeru. 






 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 50 (2788), 15 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl