Nagroda za „poznański styl pracy” dla księdza Tomasza Węcławskiego


Gigant

Michał Okoński



Potrafi zacząć tekst: „Nie jestem pewien, kiedy po raz ostatni słyszałem trąbę Sądu Ostatecznego, ale że ją już słyszałem, to wiem na pewno”. Albo: „»Nie drwijcie nigdy z dziecka« – mówi Jezus. Ach nie, przepraszam, to nie Jezus powiedział, to Hölderlin”. W swoich medytacjach chętnie sięga po Karla Rahnera, ale i po Marcina Lutra, Wang Rang-minga czy tłumaczonych przez siebie poetów. Napisał kilka fundamentalnych dzieł teologicznych (choćby „Abba. Wobec Boga Ojca”), ale także „Ewangelię dla dzieci” czy „Sieć” – powieść, której akcja toczy się w internecie. 
Pierwszy raz spotkaliśmy się w Pradze, gdzie bawił przejazdem – podczas podróży rowerowej w Alpy, choć równie dobrze mógł jechać do Rzymu na posiedzenie Międzynarodowej Komisji Teologicznej, organu doradczego Kongregacji Nauki Wiary. Żalił się wówczas, że ten pierwszy odcinek do Pragi jest najtrudniejszy, bo zna w nim każdą dziurę. Możliwości wyboru zaczynały się później: „Jeżeli jadę we wschodnie Alpy, to kieruję się na Czeskie Budziejowice, jeżeli w środkowe – to na Strakonice, a jeśli w zachodnie, jadę przez Pilzno”. Z Czechami związany od lat – jeszcze dla borykającego się z brakiem książek tamtejszego Kościoła podziemnego przełożył „Dogmatykę” ks. Wincentego Granata. Były rektor seminarium i dziekan Wydziału Teologicznego Uniwersytetu Adama Mickiewicza (doprowadził do powrotu wydziału na Uniwersytet w 1998 roku; obecnie jest prodziekanem). Właśnie skończył 50 lat.
Ksiądz Tomasz Węcławski to znakomity teolog, świetny pisarz i wybitny nauczyciel. „W każdej z tych ról na swój, wyjątkowy sposób skupiony i perfekcyjny – mówi Wojciech Bartkowiak, redaktor naczelny „Gazety Wyborczej” w Poznaniu. – Księdzem jest mądrym, co potwierdzą parafianie z Wildy; teologiem wielkim, co potwierdzą najwybitniejsi teologowie świata; a nauczycielem bezinteresownie oddanym, o czym zaświadczą jego seminarzyści”. Dodajmy, że jest również człowiekiem prawym i odważnym: ks. Węcławski był wśród tych członków Kościoła poznańskiego, którzy przez wiele miesięcy starali się zażegnać skandal wokół arcybiskupa Juliusza Paetza.
Poznańska „Gazeta Wyborcza” nagrodziła go tegoroczną Nagrodą Giganta, przyznawaną za poznański styl pracy (wśród poprzednich laureatów byli m.in. Stanisław Barańczak, Tadeusz Mazowiecki, o. Jan Góra i Stefan Stuligrosz). Co to jest poznański styl pracy? „Dla nas jest to praca, którą wykonuje się z pasją, z poświęceniem i kompetentnie, a która często jest niewidoczna na zewnątrz” – tłumaczy Wojciech Bartkowiak. 






 

 Ks. Tomasz Węcławski






O stylu laureata wystarczająco wiele mówią okoliczności wręczenia nagrody: zamiast uroczystości i pompy, kameralne spotkanie i dyskusja o misji Kościoła w zdechrystianizowanym świecie. W grudniowy wieczór kilkunastu gości (wśród nich reprezentacja „Tygodnikowa”: ks. Adam Boniecki, Małgorzata Musierowicz i niżej podpisany) dołączyło do grupki uczestników nieformalnego „Seminarium otwartego”, które ks. Tomasz prowadzi już od blisko dziesięciu lat – najpierw w bibliotece Wydziału Teologicznego, później we własnym mieszkaniu przy Rynku Wildeckim lub w sali kominkowej tamtejszego domu parafialnego. Tym razem znaleźliśmy się w audytorium IV Wydziału Teologicznego: w zwykłej sali wykładowej z ułożonymi w krąg szkolnymi krzesełkami.
„Część oficjalną” zredukowano do minimum: redaktor naczelny poznańskiej „GW” wygłosił krótkie przemówienie, w którym przypominał swoje przygody z laureatem Giganta (zamieszanie z ustaleniem terminu, kolidującego choćby ze spotkaniem Księdza Profesora z... młodzieżówką SLD, kłopoty z otwarciem pliku z polemiką w sprawie powrotu teologii na uniwersytet, napisaną przez ks. Węcławskiego w edytorze, którego „Gazeta Wyborcza” jeszcze nie miała). Laureat mówił jeszcze krócej, zastrzegając, że nie lubi wokół siebie celebracji i przypominając maksymę księdza Mizgalskiego „nie róbma nic, nie byńdzie nic”, zderzoną z innym zdaniem: „wstańcie, zróbmy coś, bo świat się skończy, a my nic”. „To teraz zróbmy coś, bo świat się skończy, a my nic” – zakończył autor „Rekolekcji z Karlem Čapkiem”.
Dalej seminarium toczyło się już normalnym trybem. Wcześniej uczestnicy otrzymali tekst Jana Sokola, filozofa i antropologa z Uniwersyetu Karola w Pradze, „człowieka – jak rekomendował go ksiądz Węcławski – z gatunku tych, którzy stawiają niewygodne pytania; jak niegrzeczni uczniowie, którzy pytają o rzeczy, wydawałoby się, oczywiste” (dyskutowany tekst Sokola „Misja chrześcijańska wśród pogan?” ukaże się w styczniowym numerze „W drodze” i w wydziałowym piśmie „Teologia Praktyczna”). A po dwóch godzinach Ksiądz Profesor zamknął dyskusję, tradycyjnie, bajką Čapka, tłumaczoną a vista z czeskiego.
„Głęboka kultura filozoficzna i teologiczna otwiera mu drogę do człowieka, który nie czuje trwogi przed myśleniem – pisał o księdzu Węcławskim inny z „gigantów” (choć nie tych poznańskich), ks. prof. Józef Tischner. – Urok jego pisarstwa bierze się z dusz-pasterstwa: uczony-teolog okazuje się prawdziwym pasterzem dusz. Czytając Węcławskiego ma się naprawdę wrażenie wędrówki po rozległej przestrzeni Bożego pastwiska”. Pewnie nie będzie zachwycony, że jego osobie poświęcamy tyle miejsca. Ale to z zazdrości, że nie mieszkamy w Poznaniu. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 50 (2788), 15 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl