Mieszaniny


Polski barok 

Jan Błoński




Nigdy chyba nie pisano żwawiej i chętniej wierszy polskich niż w tej długiej i w sumie lekceważonej dziś epoce, która trwała uparcie od śmierci Kochanowskiego aż do rozkwitu oświecenia. Dość zajrzeć do dwudziestokilogramowej antologii „W odmianach czasu smak jest”, aby się przekonać, że w tych czasach skryły się setki i tysiące wierszy, dobrych czy złych, ale zawsze ciekawych, bo nasi protoplaści nie mogli żyć bez mowy wiązanej i z lekceważeniem traktowali tych, co nie umieli zgrabnie sklecić choćby krótkiego wierszyka, będącego znakiem wiedzy i wykształcenia jednocześnie.
Co najchętniej opiewali ówcześni Polacy? Otóż wszystko, od wojen, których w rzeczywistości unikali, aż do uroków życia wiejskiego, którym naprawdę gardzili... Słowem – szukali w literaturze upiększenia i uwznioślenia swej pozycji i roli społecznej. W tematach religijnych rzadko i raczej na początku epoki słychać tony głębokiego wzruszenia, u Sępa Szarzyńskiego przede wszystkim i Grabowieckiego, artysty niesłusznie pomijanego we wspomnieniach i antologiach. Już jednak Zimorowic – dzielny żołnierz i umiejętny kupiec lwowski handlujący zbożem na wielką skalę – wolał pisać po łacinie niż po polsku, co odczuwał prawdopodobnie jako społeczny awans... jakże niesłusznie w tejże epoce!... W zręczności pióra wzniósł się chyba najwyżej Kochanowski (Piotr!). Ten poeta, kupiec i żołnierz miał niemałe szczęście, bo nie tylko umarł w łóżku, ale i majątek ocalił, do dzisiaj można w Krakowie oglądać jego dom w środku miasta!
Polski barok mniej był ciemny i byle jaki, niż uczyła nas tradycja. Nie cofał się przed wyszukanymi chwytami i efektami. Wreszcie – podtrzymywał gust do wysmakowanych pomysłów. Co więcej, przeniósł do Polski wiele zwrotów, tematów, literackich chwytów, które przejął od łaciny i włoskiego. A jednak, choć z niejakim trudem, wytwarzał nowe... Nie narzucał też nowych tematów i zwłaszcza literackich oryginalności. Dlatego też długo mówiono o nim z przekąsem; przede wszystkim wzbogacił jednak to, co domowe, rodzinne, zwyczajowe, sielskie... chociaż takie uogólnienia lepiej wygłaszać z niejaką ostrożnością... Posłuchajmy: 

Przyleć z głoskiem ulubionym wdzięcznych 
pieśni
Przyleć z głoskiem ulubionym
Przybądź z gardłkiem ucieszonym
Ratuj Matkę śpiewającą
Przy syneczku swym siedzącą
A za rychlej uśnie z twego
Śpiewania tak rozkosznego
Panie, co jest człowiek? Co za godność jego?
Abyś go nawiedzał, zaż dostojen tego?


Albo:

Ciężka mi twa ręka
Którą masz nade mną
Odpuść grzechy, proszę
Czyń łaskę ze mną
..............
Panie – światło me, którego 
będę naśladował
...........
Bóg mój żywot, tego ja będę czcił, miłował
Pan moja moc 


Tym właśnie czasom winniśmy kolędy i liczne pieśni religijne, wojenne, biesiadne, w dużym stopniu zapomniane: 

A wczora z wieczora
Z niebieskiego dwora
Przypadła nowina:
Panna rodzi Syna
Boga Prawdziwego
Nieogarnionego
Za wyrokiem boskim
W Betlejem żydowskim


A teraz zaśpiewajmy nieco wyżej, przynajmniej literacko: 

Miłość wszystko równo
Cicho, cicho Kupidynie
Tu w tej zielonej krzewinie
Lub pada, lub słońce zachodzi
Śliczna łani się przechodzi
Hej trop cię żywej świeży!
Serce czuje
Że gdzieś w pobliżu żyruje
Weźmi łuk i prętkie strzały
Ono, ono, zwierz zuchwały
Teraz strzelaj Kupidynie!

Czyż nasi przodkowie nie wyrażali swoich uczuć bardziej dyskretnie niż nam współcześni?
A cóż powiedzieć o tak eleganckich przysłowiach czy mądrościach:

Cztery rzeczy są na świecie nieoszacowane:
Wolność, nauka, cnota, zdrowie niestargane


A jeszcze zwięźlej:

Bogaczu hardy, próżno śmiejesz się z nagiego
Nago wschodzim na ten świat
Nago pójdziem z niego.


Wiele stron codziennych i najprostszych mądrości, może nie oryginalnych, ale na pewno zręcznych czeka, by ktoś się im łaskawym okiem przypatrzył.




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 50 (2788), 15 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl