W świecie faraonów

Tomasz Konwent


Tylko wtedy, gdy z pokorą uznamy, że nie wiemy jeszcze wszystkiego, że są obszary nieodkryte, zaskakujące, świat niezbadanych tajemnic, znajdziemy u Johna Zorna coś więcej niż tylko dziwny zgiełk, zbiór przypadkowych dźwięków, przed którym lepiej uciekać w znane już i bezpieczne miejsca.
Ludzie od zawsze postrzegali świat muzyki improwizowanej (niepodobnej do niczego, co dotąd słyszeli) jako raczej wrogą strukturę muzyczną. Współczesny człowiek rozwinął w sobie tę cechę i sprawia wrażenie, jakby coraz mniej potrzebował intensywnego kontaktu z działaniami kreatywnymi. Wiek XX przechodzi do historii jako czas wyjątkowego nasilenia ataków na wszelką nowość w muzyce. To dlatego pewnie na dźwięk nazwiska Zorn u wielu osób obserwuję objawy wzgardy i odrzucenia.
Dla mnie Zorn to z jednej strony odkrywca wychodzący często poza granice znanego nam świata, z drugiej człowiek, który dokonał syntezy muzycznej XX wieku. Mówię to oczywiście nie jako muzykolog, raczej jako fan twórczości Zorna. Dopatruję się w niej wielkiego respektu wobec tradycji, pojmowanej oczywiście nie jako swoisty rodzaj więzienia. 
Główny zrąb twórczości Zorna bazuje właśnie na tradycji. Mamy tu dialog z wielkimi koncepcjami jazzu, by wspomnieć chociażby „Spy vs Spy” w repertuarze Ornette Colemana, mamy projekty głęboko zanurzone w tradycji żydowskiej, by wymienić „Bar Kokhba” czy „Circle Maker”, muzykę symfoniczną „Aporias”, współczesną kameralistykę „Love, Madness And Mysticism” czy „String Quartets” napisane dla Kronos Quartet. Mamy minimal music: „Redbird”, odwołujący się do twórczości Giacinto Scelsiego i Mortona Feldmana. Mamy bodaj najlepiej pokazujące koncepcję utworów-gier nagrania koncertowe kilkunastoosobowego zespołu Cobra, wywiedzione z dokonań Johna Cage’a. Mamy wreszcie jazzowy kwartet Masada, stanowiący wypadkową estetyki klasycznego kwartetu Ornette Colemana z przełomu lat 50. i 60. oraz tradycji muzyki żydowskiej. Mamy także swoisty teatr muzyczny „Kristallnacht”. Pełnego obrazu dopełniają jeszcze avant-jazzowe nagrania Naked City, prace filmowe (Zorn rozpoczynał od krótkich form muzycznych ilustrujących kreskówki), zaskakująco relaksujące płyty easy listening w typie „Gift” czy współczesną elektronikę w „Songs From The Hermetic Theatre”.
Warto zwrócić uwagę na przywiązanie Zorna do strony graficznej własnych płyt. Często sięga do prac wielkich twórców XX wieku: Francis Bacon na okładce „Aporias”, Hans Bellmer na „Music For Children – Music Romance vol. 1”, Marcel Duchamp na „Duras: Duchamp”.... Okładki do Tzadikowych płyt to jeszcze szersze zagadnienie. Wyraźnie pokazuje kontekst muzyki, której jest autorem.
Kiedyś w wywiadzie Zorn porównał współczesny świat do czasów faraonów. W świecie muzyki takimi faraonami są wielkie koncerny fonograficzne i wytwórnie płytowe. Najbardziej ryzykowną i kosztowną pracę wykonują mali wydawcy, to tam, w atmosferze artystycznej swobody, nagrywa się płyty wyznaczające kierunki, w jakich zmierzać będzie muzyka. Później zwykle trafia ona pod skrzydłami owych faraonów...
Zorn, wycofując się ze współpracy z zasłużoną wytwórnią Nonesuch, świadom był zagrożeń z tego płynących. Zakładając wytwórnię Tzadik chciał stworzyć platformę, na której mogłoby dojść do spotkania muzyków prawdziwie twórczych. I niewątpliwie to mu się udało.
Jest to też chyba jedyna wytwórnia płytowa na świecie, która nie prowadzi żadnych działań promocyjnych, nie rozsyła płyt, nie wykupuje reklam... Sam Zorn udzielił zaledwie kilku wywiadów, jakby obciął wszystkie sfery aktywności, które mogłyby go rozproszyć. Nie można usłyszeć jego muzyki przez radio. Jakiej odwagi trzeba, by tak konsekwentnie przeciwstawiać się regułom rynku!
Mimo to dla wielu Zorn pozostaje przewodnikiem po świecie muzyki. Przydomek „papieża nowojorskiej awangardy” potwierdza tylko jego wyjątkową pozycję. Dla Zorna muzyka to świętość, środek komunikacji z Bogiem, żarliwej modlitwy. O niewielu muzykach odważyłbym się powiedzieć, że są muzyką. Zorn bez wątpienia nią jest.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 49 (2787), 8 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl