Ojciec Dyrektor, Państwo, Kościół

Krzysztof Burnetko, Wojciech Pięciak


Film Jerzego Morawskiego „Imperium ojca Rydzyka” stał się głośny, choć nie ujawnił wielu nowych faktów na temat Radia Maryja. Postawił za to jasno dwa problemy. Symbolem pierwszego są trzęsące się ze strachu ręce pani prokurator, na dodatek zastrzegającej sobie anonimowość, która jest jednak najodważniejszą z ludzi mających stać w Toruniu na straży państwa prawa, bo jako jedyna zgodziła się wypowiedzieć na temat Radia Maryja. Symbolem drugiego – wymowa i język oświadczeń, złożonych po emisji filmu przez kilku z pokazanych w nim redemptorystów oraz rozmaite instytucje kościelne. 

Trwającą od lat zabawę w kotka i myszkę ks. Rydzyka z wymiarem sprawiedliwości media relacjonowały na bieżąco. Informacja, że dopiero po wielu wezwaniach pofatygował się do prokuratury, stała się swego czasu taką sensacją, że trafiła na pierwsze miejsca serwisów. Media opisywały też szeroko akcję zbierania przez Radio Maryja świadectw prywatyzacyjnych, które miały być ponoć przeznaczone na wykup Stoczni Gdańskiej. Już wtedy stawiano pytania o aspekt etyczny tej operacji (słuchacze Radia Maryja to w dużej mierze osoby starsze, dla których pieniądze uzyskane w banku w zamian za świadectwo mogły być cennym zastrzykiem dla domowego budżetu), potem zaś wielokrotnie wracała kwestia nierozliczenia się ks. Rydzyka przed tymi, którzy mu zaufali. Na czołówki trafiła też sprawa korzystania przez toruńską rozgłośnię z rosyjskich nadajników – a to za sprawą monitu, jaki dostało polskie ministerstwo obrony od NATO, kiedy okazało się, że Radio Maryja pracuje na częstotliwościach używanych przez Bundeswehrę. 
Zatem to nie żadne nowe sensacje o Radiu Maryja wznieciły burzę wokół filmu. Szok wywołało coś innego. Przyczyną publicznego wstrząsu stał się wynikający z filmu obraz państwa. Państwa nie reagującego na łamanie prawa: wywóz dewiz za granicę, prowadzenie zbiórki publicznej bez stosownych zezwoleń, kłamliwe deklarowanie zakupionego za wywiezione nielegalnie pieniądze sprzętu radiowego jako darów. Państwa bezradnego: wobec lekceważenia przez ks. Rydzyka wezwań do prokuratury. Państwa przestraszonego: szybkie umarzanie śledztw, dotyczących działalności Radia Maryja, przerzucanie się przez urzędy skarbowe obowiązkiem sprawdzenia powinności podatkowej rozgłośni – do dziś nie wiadomo, któremu urzędowi podatkowemu podlegają instytucje „imperium” ks. Rydzyka. 
Źródła tej niemocy organów państwa i strachu jego urzędników są złożone. Najoczywistszym jest obawa przed reakcją zwolenników Radia, których ks. Rydzyk zawsze potrafił mobilizować do głośnych (dosłownie, ale też w sensie rezonansu społecznego) protestów. Znaczenie ma też ogólna atmosfera braku szacunku dla prawa i urzędów państwowych w Polsce: skoro sprzed wymiaru sprawiedliwości z łatwością i bez konsekwencji uciekają politycy oraz biznesmeni, to czemuż nie miałby tego robić każdy inny obywatel, choćby i ksiądz? Pojawia się tu również wątek konformizmu urzędników państwowych, którzy skłonni są ulegać nie tylko politykom i ludziom pieniądza, ale także, jak się okazuje, duchownym. Skądinąd nie ma się czemu dziwić, skoro właściwie od czasu premiera Rakowskiego państwo szło na rękę Kościołowi. Działo się tak w imię zadośćuczynienia za historyczną niesprawiedliwość, a po części w efekcie nacisków polityków, chcących zyskać względy wpływowego (jak sądzono) podczas wyborów Kościoła. 
Równocześnie Kościół nie potrafił zdecydowanie reagować w drażliwych sytuacjach na styku duchowni – prawo. Przykładem historia nadużywania przez duchownych przepisu o zwolnieniu ich z podatków przy sprowadzaniu używanych samochodów (jednoznacznie przecież wyjaśniona w diecezji lubelskiej), uparte bronienie przez właściwego biskupa proboszcza i zarazem katechety, podejrzewanego o molestowanie dzieci w Tylawie, czy wreszcie sprawa arcybiskupa Paetza, o której w Kościele wiedziano od dawna – i milczano. W efekcie i wśród duchownych, i w kręgu urzędników, i w społeczeństwie powstało przekonanie, że sutanna chroni przed prawem. Albo że przynajmniej pozwala na traktowanie pewnych sfer na styku Kościół-społeczeństwo (lub wierni) jako wyłączonych z jawności. Przykładem finanse: o ile na Zachodzie budżety diecezji i parafii są jawne, w Polsce jest do dziś odwrotnie; poza paroma zaledwie wyjątkami.
Ks. Rydzyk doskonale potrafił to wykorzystać. Umiejętnie skorzystał też z zakorzenionej od wieków w Polsce niechęci wobec państwa, która żywa jest nawet teraz, gdy państwo jest już wolne i zależne jedynie od swych obywateli. Na dodatek wśród części społeczeństwa niechęć tę i poczucie wyobcowania potęguje dominacja w polityce, mediach publicznych i gospodarce („kapitalizm polityczny”) Sojuszu Lewicy Demokratycznej. W tym kierunku zresztą zmierzała używana w Radiu Maryja frazeologia: ma ona na celu wpojenie słuchaczom, że także III RP jest niewiele więcej warta niż PRL, Kościół zaś , czy szerzej wszyscy wierzący, a księża w szczególności – są narażeni na szykany jak za komunizmu. Dla tak myślących instytucje tworzone przez ks. Rydzyka zdają się funkcjonować niemal alternatywnie – a raczej: równolegle – wobec państwa; tego państwa, które postrzegają oni jako obce i opanowane przez postkomunistów. 
Być może tym także można tłumaczyć tak szeroki „front obrony” Radia Maryja, po stronie którego zdają się stawać nawet ci ludzie Kościoła, którzy niedawno byli wobec radiostacji krytyczni. Okazuje się bowiem, że problem funkcjonowania Radia Maryja niejako poza, czy raczej ponad państwem – oraz związane z tym niebezpieczeństwa – widzi nagle jedynie kilku duchownych. 
Znamienne jest – i porażające – że spośród ludzi związanych z Kościołem, poza o. Jerzym Galińskim (pracującym w Niemczech redemptorystą, który przed kamerą opowiedział o aktywności współbrata i wskazał na związane z tym nieprawidłowości), tylko kilku księży (zwłaszcza Michał Czajkowski, Wacław Oszajca, Stanisław Musiał) i jeden świecki (Jarosław Gowin, naczelny „Znaku”) odważyło się publicznie postawić wywołane przez film pytania: nie tylko o skutki działalności ks. Rydzyka dla państwa i Kościoła, ale także o kondycję tego ostatniego. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 49 (2787), 8 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl