Madonna Stalingradzka

Andrzej Ropelewski



W berlińskim Kościele Pamięci (Gedächtnis-Kirche), zniszczonym w czasie II wojny światowej i do dziś pozostawionym – ku przestrodze – częściowo w ruinie, wisi niezwykły obraz, wykonany węglem na odwrocie rosyjskiej wojskowej mapy: Matka Boska z Dzieciątkiem, otulona kocem. To Madonna Stalingradzka: dziś traktowana przede wszystkim jako ostrzeżenie przed wojną i jej skutkami. 


Przypadek zrządził, że jesienią 1944, po rozwiązaniu utworzonego podczas akcji „Burza” 1. batalionu Jędrzejowskiego Pułku Piechoty AK, którego byłem żołnierzem, poznałem niemieckiego pułkownika Heinza Dörnemanna. Był dowódcą 64. pułku grenadierów pancernych i kwaterował w majątku moich znajomych pod Kielcami. Po II wojnie światowej utrzymywałem z nim kontakt korespondencyjny prawie do jego śmierci w grudniu 2001. Dörnemann, uczestnik bitwy stalingradzkiej, przysłał mi kiedyś swój maszynopis poświęcony obrazowi tzw. Madonny Stalingradzkiej (korzystałem z niego przy pisaniu tego tekstu).
Pod koniec grudnia 1942 otoczeni pod Stalingradem Niemcy znaleźli się w niewyobrażalnie trudnych warunkach. Mrozy dochodziły do minus 40 stopni, pogarszało się zaopatrzenie, dzienny przydział chleba zmniejszono do zaledwie 40 gramów na żołnierza. Z każdym dniem Rosjanie zaciskali kleszcze okrążenia. „Codziennie wieczorem – pisał o tamtych dniach płk Dörnemann – kiedy zapadły już ciemności, szedłem odwiedzić moich znajomych na pierwszej linii frontu, w najdalej wysuniętych ku nieprzyjacielowi okopach i ziemiankach. Od Rosjan dzieliła nas odległość, na jaką rzuca się ręcznym granatem. Nie potrafię powiedzieć, przez ile zamarzniętych, zesztywniałych ciał żołnierzy musiałem przechodzić na tej drodze. Ginęli od rosyjskich pocisków, marli z głodu, zamarzali”.
Mimo tak ciężkich warunków, żołnierze Dörnemanna czynili przygotowania do Bożego Narodzenia, na ile oczywiście było to możliwe. Ze stepowej trawy pleciono wianki, zdobiąc je pociętą na pasemka bibułką do papierosów i kłębkami waty, wyciąganej z opatrunków poległych kolegów. Nietrudno sobie wyobrazić, czym był dla wielu z nich obraz, wykonany węglem na odwrocie rosyjskiej wojskowej mapy o wymiarach 90 x 115 cm: Matka Boska z Dzieciątkiem, otulona kocem. 
Jego autorem był lekarz z batalionu zaopatrzenia 16. Dywizji Pancernej i zarazem pastor ewangelicki Kurt Reuber (miał doktoraty z medycyny i teologii). Znaczny wpływ na jego osobowość wywarł późniejszy laureat Pokojowej Nagrody Nobla Albert Schweitzer, z którym Reuber się przyjaźnił. Od lat młodzieńczych Reuber interesował się też malarstwem, ujawniając pewne uzdolnienia w tym kierunku. Wkrótce po wybuchu wojny powołano go do wojska, jako lekarza. Służył m.in. w niemieckich lazaretach na Bałkanach, gdzie powstały liczne jego akwarele, przedstawiające ludzi i krajobrazy. Kiedy znalazł się na wschodnim froncie, rysował węglem twarze Niemców i Rosjan.
Około 18 listopada 1942 r., tuż przed zamknięciem przez Rosjan stalingradzkiego „kotła”, Reuber wrócił do swojej jednostki na froncie pod Stalingradem, po krótkim urlopie spędzonym w Niemczech z rodziną. Obraz Madonny Stalingradzkiej rysował w ziemiance, w prymitywnych warunkach. Z tego, co pisał w tym okresie do rodziny wynikało, że praca ta całkowicie go pochłaniała. Dörnemann wiedział, że Reuber chciał wraz z tym obrazem podarować nieco nadziei swym kolegom, znajdującym się już w sytuacji bez wyjścia.
W jednym z ostatnich listów do rodziny, mówiącym o przebiegu Świąt Bożego Narodzenia, dr Reuber pisał: „Starym zwyczajem otworzyłem drewniane drzwi naszego bunkra, zapraszając kolegów do wnętrza. Weszli i milcząco stanęli, jakby skrępowani w nabożnym zachwyceniu przed obrazem na glinianej ścianie. Na wbitym w nią pod obrazem polanie płonęło światełko. Żołnierze w zamyśleniu czytali słowa umieszczone na obrazie: światło – życie – miłość”. Ciężko chory dowódca batalionu, w którym służył Reuber, ewakuowany w styczniu 1943 samolotem z „kotła” do Niemiec, zabrał ze sobą obraz Madonny Stalingradzkiej – i wraz z innymi rysunkami autora przekazał go jego rodzinie.
Od czasu kapitulacji Niemców pod Stalingradem dr. Reubera uważano za zaginionego. Dopiero w rok po zakończeniu wojny do jego bliskich dotarła wiadomość, że dostał się do niewoli i zmarł w obozie jenieckim w miejscowości Jełabuga nad rzeką Kamą. Tam powstał ostatni jego obraz, nazwany Madonną Jeniecką. 
Madonnę Stalingradzką rodzina Reubera przekazała do ewangelickiej Świątyni Pamięci (Kaiser-Wilhelm-Gedächtnis-Kirche) w Berlinie. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 48 (2786), 1 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl