Otwarte listy


Do Lecha Janerki

JACEK PODSIADŁO


Déja vu ostatnio zaliczyłem. Jakiś telewizyjny głos, który wrył mi się w pamięć za komuny, być może należący do tego pana, co „Panoramę” ostatnio wciąż prowadzi, mówił z offu: „Nasza przyszłość nierozerwalnie związana jest z Unią Europejską”. Ha! Już nawet nie „bezdyskusyjnie” czy „niewątpliwie”, ale „nierozerwalnie”! A przecież nierozerwalnie to żeśmy już byli związani! Z Krajem Rad i wiecznie żywymi ideami socjalizmu, gdyby kto nie pamiętał.
Jeszcze nie wstąpiłem do „Europy”, a za sprawą „proeuropejskiej” propagandy już nią rzygam. Jedna tylko strona jednego tylko numeru „Gazety Wyborczej” (z 22 listopada) mówi niemal wszystko o języku tej propagandy. Na zdjęciu „Uczniowie warszawskiego liceum im. Staszica tuż przed niecodzienną lekcją o integracji europejskiej” machają biało-czerwonymi i gwiazdkowanymi flażkami! Na tej samej stronie gazeta wydziera się: „Nauczyciele, uczniowie!!! Za 20 dni zgromadzeni w Kopenhadze politycy zdecydują o wejściu nowych krajów – w tym Polski – do UE. To historyczne wydarzenie...” itd. Niżej proponuje w charakterystycznym dla scenariuszy akademii ku czci czasie teraźniejszym: „12 i 13 grudnia – gdy w Kopenhadze trwał będzie szczyt – uczniowie z nauczycielem słuchają informacji w radiu, ogladają wiadomości w telewizji, wyszukują je w internecie, a potem rozmawiają, czego się dowiedzieli o obradach”. No fantastycznie! Toż ten szczyt w Kopenhadze musi być prawie tak ciekawy, jak Szósty Zjazd Partii! Niesamowita atrakcja dla młodzieży! Tak: „Nasłuch wydarzeń może być atrakcyjnym uzupełnieniem lekcji europejskich”. Obok gazeta prezentuje trzynaście „sław” gotowych do poprowadzenia lekcji o tematyce „europejskiej”. Sławy biorę w cudzysłów, bo jeżeli jest wśród nich na przykład aktor praktykujący samoponiżenie na planie „Klanu”, to są to może tyleż „sławy”, co „niesławy”. Przymiotnik „europejskiej” biorę w cudzysłów, bo przedmiot nauczania o nazwie „Europa” nie został jeszcze zdefiniowany. Owszem, mogę się domyślić, że obecny wśród „sław” Jerzy Engel da wykład, jak stawić opór potęgom San Marino, Liechtensteinu bądź Wysp Owczych, ale czego się spodziewać po Edycie Jungowskiej, Bogusławie Lindzie lub Grzegorzu Turnau? Mam nadzieję, że ten ostatni nie będzie wykładał europejskiej literatury, choć opisany został jako „Pieśniarz, poeta, kompozytor”. Uprzejmie przepraszam, ale z pana Turnau taki poeta, jak ze mnie kompozytor.
Piszę do Pana o tym wszystkim, bo zadeklarował Pan („G. Wyborcza” z 20 listopada) chęć podpisania się pod tzw. Apelem Wawelskim. Apel ten, a zwłaszcza listę jego pierwszych sygnatariuszy, przeczytałem uważnie. Zawsze to miło dowiedzieć się, że do „Europy” idzie nie tylko mistrz olimpijski Korzeniowski Robert, ale też kierownik (nie napisano czego) Szosiek Staszek, dyrektor (nie napisano czego) Machowski Piotr i dyrektor (napisano czego: projektu!) Szczepańczyk Bogusława. Ale przede wszystkim sprawdzałem, czy pod Apelem Wawelskim podpisała się jedyna osoba, której podpis jest niezbędny dla jakiejkolwiek wartości tego dokumentu. Z ulgą stwierdziłem, że Smok Wawelski pod apelem podpisu nie złożył.
W swojej wypowiedzi powiela Pan powszechny błąd polegający na utożsamieniu ewentualnego przystąpienia do Unii Europejskiej z „integracją Polski z Europą”. Unia Europejska to związek kilkunastu państw, Europa to kontynent. Słusznie Pan zauważa, że „system wschodni sprawdzaliśmy 50 lat”, ale nie zauważa Pan, że podobnie długo testowaliśmy nowomowę. Nie da się przekazać żadnej istotnej prawdy zakłamanym językiem. Błagam, żeby z własnego zdania „W naszym narodzie drzemie wielki potencjał”, nie uczynił Pan przypadkiem refrenu własnej piosenki. Mówi Pan nieprawdę, kiedy mówi Pan: „teraz sprawdźmy zachodnią demokrację. Nie ma innej drogi, bo jeśli nie będziemy proeuropejscy, to jacy?” Podaję kilka pierwszych z brzegu dróg, których Pana zdaniem nie ma. Możemy być prośrodkowowschodniouropejscy, propolscy, proszwajcarscy, pronorwescy...
Powiada Pan: „Trzydzieści kilka procent społeczeństwa, które zagłosuje przeciw, w ogóle mnie nie interesuje. Mam nadzieję, że należę do większości, która do integracji jednak doprowadzi”. Tak, tak, należy Pan do większości. Ale myli się Pan sądząc, że daje to Panu większe prawa niż ma mniejszość, nawet w „demokracji”. Jeśli nie obchodzi Pana jedna trzecia narodu, nie ma Pan prawa wypowiadać się w kwestiach ważnych dla tego narodu, ani tym bardziej dokądkolwiek tego narodu prowadzić. A jeśli już będzie Pan prowadził, proszę zwrócić uwagę, czy sam nie jest Pan przez kogoś prowadzony. 


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole 1 

podsiadlo@atol.com.pl





 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 48 (2786), 1 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl