Spory-polemiki: bronię książki Andrzeja Walickiego 


A jednak nowa!

Ks. Stanisław Obirek SJ



Rozczarowała mnie recenzja książki prof. Andrzeja Walickiego ,,Rosja, katolicyzm i sprawa polska” pióra jego ucznia, prof. Andrzeja de Lazari (,,TP” nr 46 br.). Z wielu względów. Powiem o dwóch. 


Recenzent pisze, że nowa książka nie wnosi do dorobku Profesora niczego właściwie nowego. Nie jestem uczniem prof. Walickiego, nie znam wszystkich jego tekstów, ale te, które znam, w niczym nie zakłóciły wrażenia nowości towarzyszącej lekturze. Wydaje mi się, że po raz pierwszy w pisarstwie Andrzeja Walickiego pojawia się tak pozytywne ujęcie nauczania Jana Pawła II, co – tu zgadzam się całkowicie ze zdaniem de Lazariego w jego ocenie całości pisarstwa Profesora – nie stanowi koniunkturalnego ukłonu w stronę Kościoła katolickiego, ale trzeźwe i obiektywne rozpoznanie znaczenia tego pontyfikatu również dla Kościoła prawosławnego. 
Na uznanie choćby najsurowszego recenzenta zasługuje przypomnienie przez Walickiego, a właściwie wydobycie z historycznego niebytu – i to nie tylko w historiografii rosyjskiej, ale i polskiej – sylwetki Iwana Gagarina, pierwszego jezuity rosyjskiego. Oczywiście pisano już o nim w Polsce, robiła to na przykład Wiktoria Śliwowska w znakomitej książce ,,W kręgu poprzedników Hercena”, wydanej w 1971 r. w nakładzie 500 egzemplarzy. Ta sama autorka pisała o Gagarinie w „Slavia Orientalis” (1968 nr 2), ale konia z rzędem temu, kto zna te teksty! 
Uważam, że ustalenia prof. Walickiego są absolutnie nowatorskie i warte podjęcia zarówno przez historyków katolickich, jak i prawosławnych. Zdecydowane przeciwstawienie się przez Walickiego teorii Samuela Huntingtona o jakoby nieuniknionym zderzeniu cywilizacji oparte jest na znajomości faktów (historii idei). Nie jest więc kolejnym efektownym konstruktem ideologicznym, tym szkodliwszym, że szukającym potwierdzeń w dzisiejszych atakach terrorystycznych. 
Pisze Walicki: „Sądzę, że niedostatecznie zdajemy sobie sprawę, iż Jan Paweł II reprezentuje zupełnie inny kierunek myślenia (niż Huntington – S.O.). Przypomina, że odrębne tradycje wschodniego i zachodniego chrześcijaństwa łączą się w »jednej wielkiej Tradycji Kościoła powszechnego« (Slavorum Apostoli, VII). Tym samym przeciwstawia się izolowaniu Rosji, nie wyraża łatwej zgody na odgradzanie jej od Europy, a tym bardziej na wykorzystywanie w tym celu podziałów wewnątrz chrześcijaństwa. Przeciwnie – zarysowuje wizję Europy integralnej, wyrastającej z dwóch tradycji chrześcijańskich, łacińskiej i wschodniej, oddychającej dwoma płucami – romano-germańskim i grecko-słowiańskim”. Swój komentarz Walicki opatruje przypisem, w którym odsyła czytelnika do książki prof. Grzegorza Przebindy ,,Większa Europa. Papież wobec Rosji i Ukrainy”, nazywając ją „pracą fundamentalną”. 
„Wszyscy oni – pisze de Lazari – w swym filokatolicyzmie (Czaadajew, Pieczerin, Gagarin, Sołowiow) lub antykatolicyzmie (Iwan Kirejewski, Chomiakow, Tiutczew, Iwan Aksakow, Dostojewski i wielu innych) odwoływali się do utopijnej wizji Powszechności” i dodaje „w zasadzie należałoby tu mówić o stosunku Rosjan do Kościoła rzymskokatolickiego, bo przecież katolickość=powszechność”. Otrzymujemy wreszcie dość ogólnikową definicję owej tajemniczej Powszechności. Tymczasem Walicki precyzyjnie i wręcz drobiazgowo omawia zróżnicowanie rosyjskich postaw wobec katolicyzmu. 
Na przywołanie zasługuje niewątpliwie wspomniany przypadek Iwana Gagarina: „Można śmiało stwierdzić, że większość Rosjan nawróconych na katolicyzm przeżywała swoją konwersję jako reintegrację z Kościołem powszechnym, przezwyciężenie bolesnego stanu separacji, duchowe włączenie się do uniwersalnej cywilizacji europejskiej. Ta tęsknota za uniwersalizmem i reintegracją rodziła w sposób naturalny dążenie ekumeniczne. Gagarin – najśmielszy i najbardziej konsekwentny przedstawiciel prokatolickiej tendencji w Rosji – był dobrą ilustracją tego fenomenu: jego katolicyzm prowadził bowiem prostą drogą do idei zjednoczenia Kościołów. Jest rzeczą oczywistą, że stając się jezuitą Gagarin przyjmował ich »religijną ideologię«”. Inaczej przedstawiała się sprawa filokatolicyzmu Władimira Sołowjowa: „Sołowjow jako filozof religijny nie miał nic wspólnego z reprezentowaną przez ówczesnych jezuitów neoscholastyczną tradycją myśli katolickiej. Było to zresztą oczywiste od samego początku, można się więc dziwić, że liczył na aprobatę swych poglądów przez jezuitów – i to w dodatku jezuitów rosyjskich, zaprawionych w neofickiej gorliwości”.
Pozwalam sobie wejść na teren mi obcy, ale nie do końca. Podczas konferencji w Sankt Petersburgu na tamtejszym Uniwersytecie Państwowym na Wydziale Filozofii Religii (30 X – 2 XI br.), poświęconej tematowi ,,Obraz raju – od mitu do utopii”, gdzie mówiłem o „Ćwiczeniach duchowych” św. Ignacego Loyoli, przekonałem się, jak wielkie zainteresowanie wśród Rosjan (prawda, że nie wszystkich) budzi tradycja katolicka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 48 (2786), 1 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl