Mroczny świat powieści pisarza z Siedmiogrodu


Bodorland

Juliusz Kurkiewicz



Książki Adáma Bodora budują świat alternatywny, odpychający, ale i magnetyzujący – temu, kto tu przybędzie, niełatwo będzie wyjechać. 


Powieści Adáma Bodora najprościej czytać jako alegorie polityczne; taki sposób lektury sam się narzuca. Bodor jest siedmiogrodzkim Węgrem, w latach 50. przesiedział kilka lat w więzieniu, a że dyktatura Ceausescu była szczególnie nieprzyjazna pokaźnej grupie utalentowanych pisarzy węgierskich związanych z Siedmiogrodem, w 1982 roku przeprowadził się do Budapesztu. 
Powieści „Okręg Sinistra” (1992) i „Wizyta arcybiskupa” (1999) opisują dwie epoki z życia wyimaginowanej karpackiej krainy: dyktaturę strzelców górskich i dyktaturę duchowieństwa. Pisarz dobitnie zaznaczył związki powieściowej fikcji z własną biografią: nie tylko dał bohaterowi jednej z książek własne nazwisko i rok urodzenia, nie tylko zasugerował, że to artyści pierwsi stają się przedmiotem represji w ustroju niedemokratycznym (w „Okręgu Sinistra” to aktorzy teatru kukiełkowego), ale przede wszystkim stworzył bohaterów, którzy nie mogą się oderwać od swojej przeszłości. W „Okręgu Sinistra” Andrej Bodor wraca do Sinistry po swego pasierba, w „Wizycie arcybiskupa” Gábriel Ventuza powraca do pobliskiej Bogdańskiej Doliny po prochy swego ojca – obydwaj na chwilę wtapiają się w miejscowy świat, by go ponownie opuścić. 
Bohaterowie ci są pozornymi outsiderami, cechuje ich stosunek bliskości i dystansu do świata, który ich otacza. To rozszczepienie jaźni jest nie tylko zasadniczą cechą Bodorowskich bohaterów, ale też dominującą cechą strategii literackiej pisarzy, którzy, z różnych powodów, musieli opuścić kraj swojej młodości. Victor Ventuza, w przemyślny sposób przemycający ludzi poza granice Bogdańskiej Doliny, mówi do swego nieślubnego syna: „gdziekolwiek bym Pana wyprowadził, zawsze pan będzie chciał tu wrócić”.

Niepamięć i strach

Świat, który opisuje Bodor, jest światem zdegradowanym. Zamieszkują go niedo-ludzie, wypełniają niedo-przedmioty, nawet przyroda nie tworzy trwałej sceny życia, skoro rzeka w niedługim czasie potrafi zmienić swój bieg przenosząc całe osady do innego kraju. Oto typowe zajęcia bohaterów Bodora: prowadzenie zakładu fryzjerskiego na potrzeby miejscowej elity władzy, skup owoców dla hodowanych w okolicy niedźwiedzi, wypożyczanie strojów na wypadek wizyty dygnitarzy, nade wszystko jednak kradzież, donosicielstwo, cicha współpraca agenturalna w charakterze „nieetatowego pracownika cywilnego”. Pożywienie: trochę ziemi, denaturat przecedzony przez węgiel drzewny, jagody albo grzyby, trochę zimnych kartofli z cebulą, dalej: sosnowe szyszki, żywica, szarańcza, leśny miód. Rozrywki: gra w szachy na rozpostartej na ziemi kraciastej koszuli, seks, najlepiej z pożyczoną na kilka nocy cudzą żoną, przyrodnią siostrą, kilkuletnią dziewczynką.
 




Adám Bodor, 
„Okręg Sinistra. 
Rozdziały pewnej powieści”, 
przeł. Małgorzata Komorowska, 
Wołowiec 2002, 
Wydawnictwo Czarne





Życie mieszkańców tego świata upływa w nieustannym strachu, co jakiś czas na czyichś drzwiach pojawiają się rządowe pieczęcie, szerzą się pogłoski o zarazie, a to o gorączce, zwanej „tunguskim katarem”, a to o gruźlicy. Czy choroby te są rzeczywistym zagrożeniem, czy tylko pretekstem do usunięcia podejrzanych jednostek, zamknięcia ich w prewentorium (noszącym wdzięczne imię Izoldy, heroiny średniowiecznego romansu) albo w zakładzie psychiatrycznym? 
Ślady przeszłości tkwią w krajobrazie, przybierają kształt zrujnowanej kaplicy, opuszczonej kopalni, tkwią też w nazwach świąt, jak „święto rewolucji”, w pomnikach, jak „Grób Nieznanego Pątnika”. Co jednak upamiętniają, co wydarzyło się w tym dziwnym kraju, jakie historyczne katastrofy zdeterminowały losy jego mieszkańców, tego nie pamiętają nawet oni. 
Pomiędzy opisaną w „Okręgu Sinistra” epoką strzelców górskich i epoką z „Wizyty arcybiskupa”, w której rządzą niby-duchowni, coś się rozegrało, ale to chyba tylko zmiana historycznych kostiumów, skoro wśród mieszkańców chodzą pogłoski, że „dolińscy księża to dawni strzelcy górscy, którzy zapuścili brody”. Tę zmianę kostiumów obserwujemy na przykładzie Gábriela Ventuzy z „Wizyty arcybiskupa”: po przybyciu do Bogdańskiej Doliny zakłada sutannę i z dnia na dzień zostaje spowiednikiem w miejscowym prewentorium dla gruźlików, chociaż nigdy nie wstąpił do seminarium duchownego. Tożsamość można tu zmienić niczym ubranie, niczym tabliczkę inwentaryzacyjną z imieniem i nazwiskiem, którą w Okręgu Sinistra każdemu przydziela władza, celebrując w ten sposób urzędowy chrzest. 

Przemoc bez idei

Czy w ten sposób wypowiada Bodor swoje przesłanie: że rewolucja 1989 roku ograniczała się do zmiany kostiumów? Sens powieści Bodora nie ogranicza się do alegorii politycznej, choć dyskretne aluzje uprawniają i do takiej lektury: na przykład fakt, że Sowieci produkują już ponoć sztuczne uszy, ma pocieszyć jednego z bohaterów „Sinistry”, który ucho właśnie stracił. Coca Mavrodin, dowódczyni złowrogich strzelców górskich, wspomina o „towarzyszach z Polski”; pasierb Andreja Bodora (opozycjonista?) dokonuje aktu samospalenia. Po nastaniu dyktatury duchownych następuje wzrost nastrojów nacjonalistycznych (archimandryta Tizman dochodzi do wniosku, że trzeba raz na zawsze pozbyć się wszystkich obcych, realizację tego planu rozpoczyna od miejscowego cmentarza, na którym pochowano również Ormian). Są i niedostępne na co dzień przedmioty symbolizujące lepsze życie w innym świecie: terenowa toyota, żelki haribo, jajko z kinderniespodzianką. Mustafa Mukkerman jest dostarczycielem mięsa, ale dorabia sobie przemycając mieszkańców Sinistry do Grecji, świata, gdzie te upragnione przedmioty są na wyciągnięcie ręki.
Ale kiepska byłaby taka alegoria pomijająca jakościową zmianę, która dokonała się w naszej części Europy na przełomie lat 80. i 90. Osiągnięcie Bodora jest, jak sądzę, inne – z porażającą siłą opisuje on świat bez idei i ideologii, bez Boga i religii. Tam, gdzie ich zabraknie, co może zapanować? Ślepa siła? Instynkt? Fizjologia? Historia jako ukierunkowany i sensowny proces ulega anulowaniu, człowiek osuwa się w egzystencję czysto zwierzęcą. Taką egzystencję prowadzą mieszkańcy krainy Bodora, żyjący poza czasem i historią, mordujący się w imię nie wiadomo jakich ideałów. Nie wiemy, czym kierują się strzelcy górscy, jaką utopię chcą urzeczywistniać w Sinistrze, po religii pozostały w Bogdańskiej Dolinie tylko puste formy. 






Adám Bodor, 
„Wizyta arcybiskupa”,
 
przeł. Małgorzata Komorowska, 
Wołowiec 2002, 
Wydawnictwo Czarne





Prymat ślepej siły zamknął Bodor we wstrząsających obrazach: emerytowani leśnicy podejrzewani o roznoszenie zarazy zostają żywcem spaleni, klerycy co wieczór obrzucają kamieniami Bogu ducha winnych chorych z prewentorium dla gruźlików. Te obrazy są bardziej ostrzeżeniem niż przypomnieniem: niebezpieczeństwo opisane przez Bodora nie jest faktem czysto historycznym. Przemoc może być użyta w imię wielkiej idei, zarówno politycznej, jak i religijnej, ale idee te są zazwyczaj jedynie zasłonami, skrywającymi prawdziwy cel władzy. Elias Canetti, przenikliwy teoretyk władzy, ujął ten cel w krótkiej formule: „władza to pragnienie, żeby przeżyć innych ludzi”. Bodor pomaga nam wyobrazić sobie przemoc bez żadnej idei, uprawomocniającą samą siebie. 

Świat alternatywny

Jednak Adám Bodor jest w pierwszym rzędzie nie moralistą, ale twórcą literackiego mitu o wielkiej urodzie i sile. Mit jest opowieścią o wydarzeniach, które nie wydarzyły się nigdy, ale wydarzają się ciągle. Andrej Bodor powracający do Sinistry po pasierba, który nie chce go znać. Gábriel Ventuza powracający po prochy ojca, zgodnie z jego przepowiednią: „powrócą tu wszyscy moi synowie”. Własne ślady na śniegu odnalezione w chwili powrotu, po latach nieobecności.
Książki Bodora budują świat alternatywny, odpychający, ale i magnetyzujący – temu, kto tu przybędzie, niełatwo będzie wyjechać. Jest to świat ubogi w przedmioty, ale bogaty w zapachy takie, jakich nie spotyka się już w cywilizowanym kraju: zapachy ziemi i drewna, potu i ekskrementów. To, co zazwyczaj żyje ukryte, tu bezwstydnie paraduje na widoku: larwy, pająki, koszatki, łanie, nietoperze stają się równoprawnymi bohaterami, żyją z ludźmi w symbiozie. Gigantyczne wysypisko śmieci staje się częścią krajobrazu, wtapia się w panoramę Karpat, stając się jej nieodłącznym elementem. Okrucieństwo sąsiaduje z cudownością: w ustach zabitego Puiu Borcana ptaki wiją gniazdo, uwolniona z ciała dusza nie odchodzi na dobre, ale długo jeszcze unosi się w powietrzu, ptak zamarza siedząc na ramieniu, po czym spada na ziemię niczym sopel lodu. 
Bodor nie lubi, gdy jego książki porównywać do koszmarów Kafki, ja czytając je myślałem raczej o twórcach prozy iberoamerykańskiej. Jego niezwykła wyobraźnia ma barokowe źródła, ze znanych elementów buduje inny świat, oparty na zasadach wymykających się uniwersalnym prawom moralności, fizyki i biologii. W tym świecie czas upływa inaczej, przybysz nie wie, jak długo już tu mieszka: kilka tygodni, miesięcy czy lat? A może czas wcale tu nie płynie, ale jest wiecznością wypełnioną cierpieniem i czekaniem? Tak wyobrażamy sobie piekło. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 48 (2786), 1 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl