Jaki obraz człowieka i świata przekazała nam myśl XX wieku?


Pytanie o przyszłość filozofii

Anna Głąb



Dwaj wielcy XX-wieczni filozofowie Nikolai Hartmann i Martin Heidegger mieli zwyczaj prowadzić długie rozmowy. Ich spotkania zaczynały się od monologu Heideggera, któremu przysłuchiwał się znużony Hartmann, ożywiając się w nocy, kiedy z kolei Heidegger stawał się senny. Jaki był powód bezowocności ich dyskusji? Zdaniem Włodzimierza Galewicza, który przytacza tę anegdotę, każdy z nich miał zgoła odmienną koncepcję filozofii, dlatego porozumienie między nimi było po prostu niemożliwe. Czy na taką perspektywę pomieszania filozoficznych języków jesteśmy skazani także w XXI wieku? 
Pytanie to wielokrotnie było stawiane podczas konferencji „Filozofia XX wieku – próba podsumowania”, która odbyła się w Kazimierzu Dolnym w dniach 9-11 listopada. Organizatorzy spotkania – Piotr Gutowski i Tadeusz Szubka z Wydziału Filozofii KUL – zadbali o to, by zaproszeni prelegenci reprezentowali różne środowiska filozoficzne. Wśród uczestników sesji znaleźli się więc m.in. filozofowie analityczni (Jerzy Szymura z UJ), fenomenolodzy (Stanisław Judycki z KUL i Robert Piłat z IFiSPAN), tomiści egzystencjalni (Antoni B. Stępień z KUL), etycy o różnej orientacji światopoglądowej (teistycznej: ks. Andrzej Szostek z KUL oraz agnostycznej: Jacek Hołówka z UW) oraz – jako gość specjalny – Richard Swinburne z Oxfordu, zajmujący się filozofią religii uprawianą w duchu filozofii analitycznej. Podczas konferencji ziściła się idea „robienia filozofii na gorąco”, a tematy, które poruszano przez trzy dni, wywołały niekończące się dyskusje.
Jakie problemy współcześni filozofowie otrzymali w spadku od XX-wiecznych myślicieli? 
Jednym z wciąż nierozwiązanych problemów jest zagadnienie ciała i umysłu. Nurtuje ono zarówno naukowców, jak i filozofów, często jednak obie grupy nie mają zbyt wiele sobie do powiedzenia ze względu na różne metody i przyjmowane założenia poznawcze. Dlatego próba łączenia obu perspektyw musi wydać się interesująca. Projekt połączenia kognitywistyki, która bada neurofizjologiczne modele procesów umysłowych z fenomenologiczną analizą świadomości zaproponował w Kazimierzu Dolnym doc. Robert Piłat. Kognitywistyka skupia się na biologicznym funkcjonowaniu ludzkiego umysłu, fenomenologia zaś chroni naukowców przed zawężaniem badań nad człowiekiem tylko do biologii, uwzględniając także kontekst kulturowy, moralny, duchowy i społeczny. Podobne próby uwzględniania różnych perspektyw wyznaczą zapewne drogi filozofii w przyszłości.
Innym problemem, który powstaje na styku nauki i filozofii jest zagadnienie naturalizmu. Naturalizm, który jeszcze do niedawna niepodzielnie panował na obszarach filozofii angloamerykańskiej, zdaje się wyczerpywać dziś swoje moce – sądzi dr Tadeusz Szubka. Czy istnieje dla niego jakaś alternatywa? Czy rzeczywiście z naturalizmem jest tak, jak z demokracją: wszyscy nań narzekają, ale nie widzą lepszej propozycji? Nasuwa się bardziej fundamentalne pytanie: czy naturalizm, który widzi rzeczywistość ludzką przez pryzmat nauk przyrodniczych, nie zastawia sam na siebie sideł, podkreślając, że nauka jest jedynym modelem wyjaśniania świata, a zapominając o tym, że nauka jest też duchowym wytworem człowieka, przekraczającym przyrodę? Czy zatem separacja między nauką a humanistyką jest uzasadniona?
Najbardziej żywą dyskusję sprowokował referat prof. Jacka Hołówki pod intrygującym tytułem: „Czy religia może zwodzić?”. Tak, religia może zwodzić, i – zdaniem prelegenta – robi to uczciwie, bo w ten sposób umacnia wiarę. Cóż to bowiem za wiara, która nie jest mocna? Religia zwodzi, gdyż zmusza do wyboru: być zimnym albo gorącym? Zdaniem prof. Hołówki religia nie jest domeną rozumu, lecz wiary, a człowiek wierząc, nie powinien postępować wbrew wyznawanym normom moralnym i osobistym doświadczeniom. Ostatecznie bowiem prawdy nie jesteśmy w stanie poznać, co nie znaczy, że jej nie ma.
Skoro zatem religia jest domeną wiary, a nie rozumu, jaki sens mają dowody na istnienie Boga? Prof. Swinburne (jak ktoś zauważył: Tomasz XX wieku), słynie z prób konstruowania dowodów kosmologicznych na istnienie Boga. Często jego stanowisko porównywane jest z poglądami innego znanego obrońcy myślenia religijnego na gruncie filozofii analitycznej – Alvina Plantingi. Ich podejście do problemu istnienia Boga jest jednak różne. Plantinga nie konstruuje wprost dowodów na istnienie Boga, lecz odwołuje się do spontanicznie żywionych przez nas przekonań na temat rzeczywistości: świat produkuje w nas pewne przekonania, także przekonanie o istnieniu Boga, zatem skoro istnieją rzetelne władze poznawcze, które wytwarzają takie przekonania, Bóg istnieje. Natomiast dla Swinburne postulat istnienia Boga ma charakter rzetelnie potwierdzonej hipotezy. Dzięki niej istnienie świata staje się bardziej zrozumiałe. Postulując, że został on stworzony przez Boga – osobę samo- wyjaśniającą się i prostą, jedyny zadowalający początek rzeczy – wprowadzamy prostsze wyjaśnienie niż zakładając, że istnieje wszechświat nie uwarunkowany przyczynowo. Nie szukamy zatem racji dostatecznej wszystkiego, lecz zmniejszamy niewyjaśniony obszar naszego obrazu świata.
Analityczna refleksja nad istnieniem Boga zwykle prowadzi do stwierdzeniem, że istnienie Boga jest możliwe do pomyślenia, zatem niesprzeczne. Czy taki wynik może zadowolić człowieka wierzącego i czy próby dowodzenia Bożego istnienia potrafią się obronić przed zarzutem, że są jedynie fascynującym eksperymentem myślowym, słabo jednak związanym z żywą wiarą?
Naturalną konsekwencją tematu sesji było pytanie o przyszłość filozofii. Czy odwołując się do silnych tendencji charakterystycznych dla XX wieku, zredukuje ona swoje aspiracje jedynie do czystej analizy pojęć? Czy nierozwiązane problemy, postawione jeszcze przez filozofów starożytnych, dalej będą inspirować? Zapewne główną dziedziną zainteresowania filozofów jeszcze długo pozostanie język. Ale poszukiwanie jego logicznej struktury czy nowych, precyzyjnych teorii znaczenia powinno być uzupełniane przez badania nad komunikacyjną funkcją języka, a w szczególności nad jego społecznym charakterem. Filozofia powinna skupić się na badaniu zjawisk komunikacji, świadomości zbiorowej i ich kulturowych tworów – zauważył prof. Marek Hetmański z UMCS – szukać środków porozumiewania społecznego, a może nawet pomyśleć nad nowymi środkami wyrazu, by jej wyniki nie pozostały znane tylko specjalistom. W przeciwnym wypadku filozofia zostanie zepchnięta na dalszy plan przez naukę, media i politykę. Filozofia powinna – zdaniem prof. Zofii Rosińskiej z UW – szukać porozumienia z naukami, ale też nie może zapominać o duchowym wymiarze człowieka, bo tylko wtedy jest naprawdę „sobą”. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 48 (2786), 1 grudnia 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl