Przegląd prasy

Konfrontacja z Europą


Jesteśmy w przededniu największej od czasów Mieszka i Chrobrego konfrontacji z Europą Zachodnią. Będzie to zetknięcie się tak różnych organizmów, jak kapitalistyczna gospodarka zachodnioeuropejska (i światowa) oraz gospodarka polska, która ma za sobą przejścia dwóch okupacji, „budowy socjalizmu” oraz 13 lat niełatwego i wciąż nie zakończonego powrotu do kapitalizmu. Co z tego może wyniknąć? – zastanawia się w RZECZPOSPOLITEJ (262) prof. Janusz Beksiak, ekonomista i wykładowca w Szkole Głównej Handlowej. 
Kłopot Polski polega na tym, że jej gospodarka jest niejednolita. Można w niej bowiem wyróżnić trzy sektory: kapitalistyczny, państwowy i gospodarki nierejestrowanej, różniące się statusem i rodzajem zachowań głównych uczestników życia gospodarczego. 
O ile polski sektor kapitalistyczny pod tym względem nie różni się zasadniczo od zachodnioeuropejskiego, to już sektor państwowy wykazuje znaczną odmienność od swego odpowiednika w rozwiniętych krajach kapitalistycznych. Rozwijał się przecież w warunkach centralizmu, miał monopolistyczną strukturę i był przystosowany do zaspokajania „imperialnych” potrzeb ZSRR. Choć sytuacja zewnętrzna się zmieniła, to nawyki pozostały. Kierownictwo takich przedsiębiorstw nie jest zdolne do prowadzenia racjonalnej gospodarki w dłuższym okresie, bo dyrekcje i załogi mają na celu głównie maksymalizację swoich dochodów. Strategia sprowadza się najczęściej do wykorzystywania monopolistycznej pozycji wobec dostawców i odbiorców oraz drenowania budżetu państwa, czyli kieszeni wszystkich podatników. W przedsiębiorstwach tych działają silne związki zawodowe, będące w większości przypadków czynnikiem konserwatywnym i przeciwstawiające się pozbawieniu sektora państwowego jego autonomii wobec gospodarki rynkowej. 
Sektor trzeci, gospodarki nierejestrowanej, to legalny biznes nierejestrowany (szara strefa), działania „na czarno”, czyli niezgodne z prawem, produkcja domowa oraz tradycyjna gospodarka wiejska i tradycyjne rzemiosło. Jego status instytucjonalny jest całkiem lub niemal nieformalny – m.in. w olbrzymiej większości nie ponosi on porównywalnego z innymi sektorami ciężaru podatków i ubezpieczeń. Ze względu na liczbę uczestników największy jest udział tradycyjnej gospodarki wiejskiej: półnaturalnej, ze strukturą i techniką z niemal przedkapitalistycznych czasów, konserwatywnymi uczestnikami, którzy na sygnały rynku reagują z opóźnieniem, a często i irracjonalnie. Więcej: w sferze zachowań i wyobrażeń o gospodarce króluje tu mentalność homo sovieticus, a więc wyuczona bezradność, roszczeniowa postawa wobec państwa i społeczeństwa, mało rzetelny stosunek do własności, szczególnie publicznej, oraz własnych obowiązków i zobowiązań. 
Główną barierą w europeizacji naszej gospodarki jest wielki udział gospodarki tradycyjnej (nie tylko na wsi), która stanowi większość sektora nierejestrowanego. Jest to bowiem połączenie przedkapitalistycznej struktury, techniki i sposobu reagowania na zmiany z oczekiwaniami i roszczeniami na skalę najbogatszych opiekuńczych państw kapitalistycznych. Dlatego też tak rozumiana gospodarka tradycyjna, prędzej czy później, musi po prostu ulec likwidacji. Drugą przeszkodą jest ciągle wielki sektor państwowy, kontynuujący struktury i zachowania (zarówno załóg, jak zarządu) odziedziczone po PRL. Trzecią – postawy części nowych przedsiębiorców, którzy, przeciwni konkurencji, są zwolennikami biurokratycznej regulacji procesów gospodarczych, a ponadto są ksenofobiczni. Te bariery są łatwiejsze do zwalczenia: wiążą się z etatyzmem, a ten może zostać „przyswojony” przez etatyzm brukselskich biurokratów. 
Europeizacja gospodarki i sprzężenie jej z kapitalizmem zachodnim ma dla bezpieczeństwa gospodarczego i politycznego Polski większe znaczenie niż nasze wejście do organizacji i sojuszy w rodzaju WTO czy NATO. Gdy jednak pierwszym warunkiem naszego bezpieczeństwa i perspektyw rozwoju jest obecność nowoczesnego kapitalizmu w Polsce, drugim jest jego rozprzestrzenianie się u naszych wschodnich sąsiadów. I to takie, w którym będziemy brali udział. Polska wchodzi bowiem w coraz silniejsze związki gospodarcze z Zachodem, natomiast kontakty ze Wschodem są dziś wątłe. Jest to gospodarczo niekorzystne, a politycznie niebezpieczne. W naszym bowiem interesie jest umocnienie niezależności wschodnich sąsiadów od Rosji. Rozwój ich więzi gospodarczych z Zachodem, a więc i z nami, powinien temu sprzyjać. Tymczasem nasze rychłe wejście do UE może czasowo utrudnić ten proces – bo różnice między naszymi gospodarkami jeszcze się powiększą. 

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 47 (2785), 24 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl