Na jubileusz prof. Henryka Markiewicza


„Jasność to uprzejmość uczonego”


Tomasz Fiałkowski


„Pisz tylko o tym, co interesujące, a więc nowe (chyba że piszesz podręcznik) i dostatecznie ważne... Z rygorów postępowania naukowego rezygnuj tylko wtedy, gdy już wyczerpałeś wszystkie ich możliwości... Pamiętaj, że bałaganiarstwo to wielka wada; większą od niej jest tylko perfekcjonizm... Jasność to uprzejmość uczonego... Nie jesteś Tomaszem Mannem; nie łudź się, że czytelnik będzie miał czas i cierpliwość do twoich dłużyzn... Nie popisuj się niepotrzebną erudycją i nie powołuj się na autorytety, gdy piszesz o sprawach oczywistych”. 
Wypisałem powyższe zdania z „Dekalogu badacza literatury”, który prof. Henryk Markiewicz ogłosił przed kilku laty. Zawarte w nim zasady, choć sformułowane w tonie nieco żartobliwym, mają przecież swój wymiar poważny – przyświecają całemu olbrzymiemu dziełu Jubilata. Nie śmiałbym o tym dziele pisać w paru zdaniach: to zresztą niemożliwe, by się o tym przekonać, starczy przejrzeć przygotowaną przez Wacława Twardzika bibliografię prac Henryka Markiewicza. Historyk i teoretyk literatury, badacz polskiego pozytywizmu, w naszej nauce o literaturze jest człowiekiem-instytucją. Choć zaczynał w latach 40. karierę akademicką na Uniwersytecie Jagiellońskim jako zdeklarowany marksista, nie stał się zakładnikiem ideologii, zachowując wierność etosowi naukowemu i zdobywając niekwestionowany autorytet. 
Rozległa wiedza i erudycja Profesora znalazła odbicie nie tylko w jego pracach ściśle naukowych i w antologiach prezentujących dorobek światowego literaturoznawstwa. Widać ją także w dwóch opasłych tomach „Skrzydlatych słów”, które przygotował wraz z Andrzejem Romanowskim, i w prowadzonej od lat (teraz w „Dekadzie Literackiej”) rubryce „Camera obscura” – kronice błędów, przekłamań i zwykłego niechlujstwa, które panoszy się na łamach prasy i zakrada nawet do książek godnych na pozór zaufania. 
Gdy zaś sięgniemy po „Zabawy literackie”, z których wyjąłem cytowany „Dekalog”, zwłaszcza zaś po szkic „O mojej bibliotece i trochę o mnie samym”, znajdziemy tam autoportret człowieka, dla którego książka była od dzieciństwa przedmiotem czci i „szczególnym sposobem życia”, by zacytować Flauberta, a biblioteka, kompletowana od lat najmłodszych – „środowiskiem naturalnym”. W lecie 1939 roku księgozbiór młodego Henryka Markiewicza liczył około 500 starannie skatalogowanych tomów. Potem przyszła wojna, zesłanie na Wschód, śmierć pozostałych w Krakowie najbliższych. Z kataklizmu ocalały jednak niektóre książki. Dzisiaj ich liczba sięgnęła, jak słychać, kilkudziesięciu tysięcy. „Zawsze wyobrażałem sobie Raj pod postacią biblioteki” – napisał Borges, a Profesor włączył to zdanie do książeczki ze swymi ulubionymi „Cytatami mądrymi i zabawnymi”. Zapewne nieprzypadkowo...



 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 47 (2785), 24 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl