Rzeczy prawdziwe i fantasmagorie


Jadwiga Żylińska



Imiona

Są imienia lepsze i gorsze.
W czasach PRL kazałam sobie uszyć szlafrok z kory. Krojczyni pani Maria wyznaczyła mi dzień i godzinę na przymiarkę. Kiedy przyszłam w oznaczonym terminie, nie zastałam jej. Zwróciłam się do kierowniczki: „Pani Maria wyznaczyła mi ten termin. Myśli pani, że przyjdzie?”
Na co kierowniczka:
„Jaka ona Maria! Ona jest zwyczajna Genia. Marię tylko udaje”.


Cavalleria rusticana

W parku w Oborach pomocnik ogrodnika grabił liście i śmieci z trawników i ścieżek, i składał na kupkę, którą potem na wózku wywoził. Jego czteroletni syn też coś zbierał, ale nie odkładał na kupkę, tylko trzymał w ręce. Były to cztery piórka. Białe.
– Bardzo ładne piórka – pochwaliłam. – Na co je zbierasz?
– Dam je Gosi.
Po południu robotnik dalej grabił liście i śmieci, lecz chłopiec nic nie trzymał w rękach i nie zbierał.
– I co? – zapytałam. – Dałeś piórka Gosi?
Kiwnął parę razy głową.
– Podobały jej się?
– Bardzo.
Mężczyźni zawsze obdarowywali swoje wybranki. Mógł to być pierścionek z brylantem czy białe piórka.


Political correctness

Nie wolno powiedzieć „Islam uderzył na świat Zachodni”. Należy mówić „fundamentaliści islamscy”.
Dlaczego nie mówi się „fundamentaliści chrześcijańscy”, tylko pars pro toto: „chrześcijanie palili na stosach, chrześcijanie przedsiębrali wyprawy krzyżowe”, chociaż wiadomo, że nie wszyscy brali w nich udział. To odmienne traktowanie islamu, zgodnie z political correctness, i uogólnianie poczynań chrześcijan, już dawno zauważyli publicyści w „Le Point”. Nie wolno islamu jako takiego oskarżać o atak na World Trade Center, ale dozwolone jest mówić o chrześcijaństwie jako całości, co się chce, również rzeczy najgorsze. Political correctness obowiązuje tylko wobec islamu.
Nie znoszę political correctness. Chcę jak Oriana Fallaci mówić, co mi się podoba i co myślę.
Przeczytałam w „Tygodniku Powszechnym” artykuł „Dlaczego nienawidzą Stanów”. Że Ameryka jest arogancka, że sama sobie jest winna, że ją zaatakowano. I, co najważniejsze, wszyscy jej zawiszczą. Nie najbogatszemu krajowi – Arabii Saudyjskiej – lecz właśnie Ameryce. Do Ameryki ma się pretensje, kiedy ingeruje w sprawy międzynarodowe i kiedy nie ingeruje. Cokolwiek zrobi, jest podejrzane.
11 września 2002 r. w rocznicę ataku na World Trade Center setki tysięcy (a może miliony) Polaków wystawiły w oknach zapalone świece. Polska dochowuje wierności Ameryce. Zarówno rząd, jak naród polski opowiadają się po stronie Ameryki. Stanowi to pociechę, że stanęliśmy po właściwej stronie. I sprawia nam przyjemność, gdy Bush mówi o prezydencie Polski „My friend Aleksander”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 46 (2784), 17 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl