Rozmowy z diabłem





23 października świętowaliśmy 75. urodziny Leszka Kołakowskiego (por. „TP” nr 44). Podczas spotkania w krakowskiej restauracji „Soplicowo” o filozoficznych sporach z szatanem, jakie od lat wiedzie autor „Czy diabeł może być zbawiony”, ale też o dzisiejszej kondycji złego ducha rozmawiali filozof – prof. Barbara Skarga, duszpasterz – Jan Andrzej Kłoczowski OP oraz pisarze – Michał Komar i Czesław Miłosz. Punktem wyjścia dyskusji było „Wielkie kazanie księdza Bernarda”, przewrotny diabelski monolog, jedna z „Rozmów z diabłem” Kołakowskiego.





Ukryta prawda

Barbara Skarga


Mam wrażenie, żeśmy się tu w niegodziwych zamiarach zebrali, by sobie podworować i z Leszka, i z diabła, gdy tymczasem rzecz niezmiernie jest ważna i bynajmniej nie do śmiechu. Mamy azali w literaturze polskiej i nie tylko polskiej podobnie wyczerpujący traktat, teorię diabelstwa zawierający, jaki w pismach Leszka jest ukryty? Wszakże to wielka „Demonomania”, równie ważna jak ta, którą niegdyś Jean Bodin napisał. Cóż z tego, że autor jako formy użył opowieści i przypowiastek! Czyż nie widzicie, że w kamuflaż uciekać musiał, by od najrozmaitszych stron diabelstwo zanalizować, postać demona wnikliwie zbadać, gdyż w innym wypadku cenzura by pism wzbroniła, a może nawet samo Święte Officium nieprzychylną opinię wydało?
Zjadacz jednak uniwersyteckiego chleba ten kamuflaż, skrywający wielką teorię, natychmiast spostrzega. Bo popatrzcie tylko: w tej teorii, tak jak to zwykle w wielkich teoriach bywa, jest wyłożona pełna wiedza o szatanie, a więc o jego wyglądzie i genealogii, i cechach rozmaitych, także hierarchii w państwie diabelskim, wreszcie o praktykach i walce z tymi praktykami. Tezy oparte zostały na licznych świadectwach, jak i znajomości dzieł metafizycznych. Trzeba więc „Rozmowy z Diabłem” pilnie czytać, aby lepiej orientować się w tych ponurych sprawach. Tym bardziej, że wiedza o nich gdzieś ukryta została, co sam diabeł przyznaje i z czego się śmieje. Ta bowiem niewiara, przekonanie, że wszystko to bajki, którymi tylko niegrzeczne dzieci bawić można, nie ma żadnego wpływu na jego działanie, przeciwnie, działanie to jeszcze ułatwia, co Leszek świetnie pokazał.
Streszczać tego ukrytego traktatu nie będę, ale na niektóre jego rozdziały chcę zwrócić uwagę; na te zwłaszcza, w których Leszek z naszymi naiwnymi poglądami walczy. A zatem wiemy doskonale, że niektórzy się śmieją z rogów diabła czy ogona, ale po prawdzie mówiąc, Leszek pyta, dlaczego miałby się ich pozbywać, jeżeli mu z nimi wygodnie, dlaczego w takiej postaci ukazać by się nie mógł? Na pewno może, ale spryciarz woli ludzką postać przybierać i do nas przemawiać i kusić, bo wówczas chętnie się mu poddajemy i przyjaźń zawieramy.
Wiele o jego cechach ludzie mówią. Leszek uwagę zwraca, że tylko prości ludzie myślą, iż jest to malutki chytrusek, prześmiewca, szyderca, okrutnik itd. Okrutnik, to prawda, szyderca niewątpliwie, lecz zabawny to on nie jest, raczej ponury, i żadnego strachu nie zna w swej piekielnej działalności, a co najważniejsze poczucia humoru nie posiada. Oto diabelstwo prawdziwe!
O działalności szatana Leszek wyczerpująco pisze, wreszcie samą jej istotę odsłania. Jakie by bowiem formy przyjmowała, cel jej jest jeden – zniszczenie. I ta siła niszczycielska, tu pozwolę sobie Leszka zacytować, „niczego innego nie pragnie oprócz samego niszczenia”. Diabłu nie chodzi o niszczycielstwo rozumne, gdzie to, co okrutne, jest tylko narzędziem, ani o takie, które dokonane zostało być może w zbożnych celach. Nie. Tu niszczenie samo dla siebie jest celem.
Natomiast diabeł nie musi się fatygować, by pomagać tym, co zło czynią z przyczyn dla nas wszystkich zrozumiałych, które za racjonalne uważać jesteśmy gotowi. Na przykład zło, które się rodzi z żądzy miłosnej, pychy, lęku, pragnienia bogactw, władzy, zemsty itd. Już to w naszej naturze leży, że do takich czynów zdolni na co dzień jesteśmy.
To, co demon swym surowym trudem nazywa, to niszczenie dla niszczenia, okrucieństwo dla okrucieństwa, śmierć dla śmierci. Przez niego się objawia, jak mówi Leszek, lodowata przemoc. I dodaje: „wszelkiemu złu, które ma racje, możecie jego racje odbierać, możecie świat inaczej urządzać. Ale zła, które samo dla siebie jest racją jako zło właśnie – tego zła nie potraficie pozbawić żywotności”.
Opisując tę przerażającą moc, Leszek od metafizycznej strony kwestię diabelstwa ujmuje, dowodząc, że z genealogii demona wynika (a nawiasem mówiąc narodziny demona nie były bynajmniej przypadkowe), iż diabelstwo jest obecne w samej strukturze świata. A zatem było, jest i będzie, i stąd wynika, że w nas siedzi i że walka z nim zgoła nieskuteczna. Niemniej choćby w „Wielkim kazaniu księdza Bernarda”, znajdziemy trochę rad, jak z diabłem walczyć, choć nie jestem pewna, kto te rady daje. Bo oto okazuje się, że najlepsze wyniki osiągnąć można, jeśli diabła diabłem wypędzać będziemy, nie jakimiś tam egzorcyzmami. Inaczej mówiąc: gdy złem na zło odpowiemy. No i daje nam Leszek recepty, posługując się tu mową jakiegoś księdza Bernarda, a może samego szatana, a recepty są znakomite i niejednemu grzesznikowi do serca przypadną.
No bo popatrzmy tylko, co się nam zaleca. I tu Leszka wprost cytuję, bo w piękne słowa to kazanie ujął. Gdy więc rozpacz ogarnia, a rozpacz „to znak widomy diabelskiego kuszenia, czymże ty rozpacz pokonasz? Jasna to rzecz kochaneczku – rozpustą ją pokonasz, tak jest rozpustą, okropną, wyuzdaną, bezwstydną, gorsząca, straszną nie do opisania. A kiedy innym razem do rozpusty kusiciel cię namawia, a słodkie obrazy maluje, a lubieżne ognie rozpala, ty go, rybeńko, innym grzechem w te rozpustne podszepty ugodzisz – pijaństwem tak wielkim, że niemoc zupełną na wszystkie członki sprowadza”, a na pijaństwo receptą jest skąpstwo, na niezdrową ciekawość wielkie lenistwo itd. itd. I oto kochani widzicie, że tylko diabeł diabła wygnać może. Nowy grzech stare grzechy. Tak oto już cały kodeks moralny mamy zbudowany, i to teoretycznie uzasadniony.
Wielkie mądrości w tej teorii Leszkowej są zawarte, a kto ich nie widzi, widocznie nie chce dostrzec, bo mu własne diabelstwo w tym przeszkadza. Jedna mnie tylko sprawa niepokoi. Skąd wie Leszek to wszystko tak dokładnie, skąd ma np. pewność, że diabeł nie może być zbawiony, czyżby miał dziwne kontakty, czyżby z własnych także doświadczeń czerpał, czyżby sam był...? Nie, nie! Włosy mi się tu zaczynają jeżyć na głowie, i już boję się cokolwiek o Leszku mówić. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 46 (2784), 17 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl