Środkowa Europa

Marcin Król



Z Wiednia niektóre sprawy widać lepiej. Między innymi stan tak zwanej tożsamości środkowoeuropejskiej. Ciągle odbywają się na ten temat konferencje, które – z polskiego punktu widzenia – mają nieco dziwny charakter. Tak naprawdę bowiem istnieje niejawne, ale i nietajne porozumienie między Austrią a Węgrami, Czechami i Słowacją, które ma zarówno historyczne źródła, jak i bardzo praktyczne powody. Warto zdać sobie sprawę, że wszystkie te cztery kraje razem mają mniej ludności i mniejsze terytorium niż Polska, nawet jeżeli dodać do nich jeszcze Słowenię. Są to zarazem kraje znacznie prężniejsze od dzisiejszej Polski, a na pewno bardzo chętne do wzajemnej współpracy – tyle że z pominięciem naszego kraju. Bo też i sprawy w wyżej wymienionej Europie Środkowej mają się odmiennie niż w Polsce.
My mamy wciąż, dzisiaj nie w stanie ostrym, problem z Niemcami i problem z Rosją, dla nich te problemy przestały istnieć. My mamy morze, oni nie, my mamy ogromne bezrobocie, oni nie. My mamy „Gazetę Wyborczą”, która sprzedaje codziennie pół miliona egzemplarzy, oni – gazetki codzienne. Bez wątpienia podobny jest bałagan polityczny, ale to wciąż do pewnego stopnia spuścizna komunizmu. Niemal wszystko inne nas różni, w tym brak chłopów na Węgrzech, w Czechach i na Słowacji, na skutek przymusowej kolektywizacji; teraz pojawili się tam farmerzy.
Na razie różnice te mają znaczenie tylko intelektualne i duchowe, ale po wielce prawdopodobnym wejściu do Unii Europejskiej można obawiać się ostrej konkurencji ze strony Europy Środkowej, która pod wieloma względami wydaje się do tego wejścia lepiej przygotowana niż Polska. Dlatego też Polacy powinni coraz częściej zastanawiać się nad swoją tożsamoscią, a nie udawać, że mogą być członkami wspólnoty, która się do nich specjalnie nie przyznaje. Jeżeli ktokolwiek uważa, że alianse środkowoeuropejskie mogą jakoś zmienić dziwaczne położenie geopolityczne Polski, ten się głęboko myli.
Polacy wciąż, aż smutno o tym pisać, są skazani na bycie między Wschodem a Zachodem, a nie w środku. I tu tkwi podstawowa różnica, która ma pozytywne i negatywne konsekwencje. My nie jesteśmy w środku, tylko „między”. To wprawdzie utrudnia życie, ale stwarza też szanse. Oczywiście szanse nie na to, żeby Polska nagle stała się mocarstwem, ale na to, żebyśmy próbowali wykorzystywać nasze szczególne położenie, gdyż w przeciwnym razie będziemy na nim tylko tracili.
Nie miejsce tu na snucie geopolitycznych fantazji, ale przypomnę sławny w swoim czasie tekst Stefana Kisielewskiego „Czy geopolityka straciła znaczenie?”, publikowany w pierwszym podziemnym numerze „Res Publiki” i od razu odpowiem tak, jak Kisielewski: nie, nie straciła. Umieją ją wykorzystać kraje należące do prawdziwej Europy Środkowej, powinniśmy starać się o to i my. Dlatego polskie zainteresowania polityczne powinny być skierowane przede wszystkim na północ i na wschód (zachód jest oczywisty, bo to Unia Europejska). I wreszcie jest argument, który kiedyś sformułował wielki historyk Francois Braudel: kraje wina różnią się poważnie od krajów wódki: na wschodzie i na północy mamy sąsiadów wódczanych, a na południu winnych.

 









 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 46 (2784), 17 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl