Media nowej epoki: od pilota i wideo do telewizji w domowym komputerze


Telewizja w dobie komputera

Juliusz Braun



W mediach nowe jest dziś wszystko, media zmieniają się już nie z roku na rok, ale z miesiąca na miesiąc. Ostatnio pojawiła się teza, że nawet internet należy zaliczyć już do tzw. mediów tradycyjnych – co nie znaczy anachronicznych. Szybko zmieniają się też odbiorcy i ich oczekiwania. Trudno powiedzieć, na ile media zaspokajają potrzeby odbiorców, a na ile kreują ich oczekiwania i kształtują opinię. Pewne jest jedno: zmiany są konsekwencją nowych technologii.


Jeszcze niedawno do przygotowania reportażu telewizyjnego potrzebna była ekipa, która ruszała w teren z kamerą, reflektorami i magnetofonem, kręciła film, taśmę przesyłała do stacji nadawczej i tam, po montażu i obróbce, materiał trafiał na antenę. Cała operacja była kosztowna (ludzie, sprzęt, transport) i wymagała czasu. Czas pozwalał jednak na dobór i sprawdzenie informacji oraz staranne opracowanie komentarza. Zmiana pojawiła się wraz z upowszechnieniem techniki cyfrowej i przekazu satelitarnego: kamera cyfrowa to urządzenie proste w obsłudze i lekkie, a zapis cyfrowy pozwala na natychmiastowy montaż i emisję. Jeśli dodamy telefon satelitarny, przekaz „na żywo” możliwy jest z dowolnego miejsca na świecie. 
Dziś liczy się więc szybkość, a czas przygotowania audycji do emisji zbliża się do zera. Równocześnie jednak dziennikarz przekazujący taką relację traci możliwość jej zredagowania i opatrzenia przemyślanym komentarzem. Jeśli zacznie myśleć, to kolega z konkurencyjnej stacji będzie o kilka sekund szybszy i wiadomość ukaże się wcześniej na innym kanale. A liczy się ten, kto jest pierwszy. W odniesieniu do niektórych relacji dziennikarskich bonmot „Skąd mam wiedzieć, co o tym myślę, skoro jeszcze nic nie powiedziałem” staje się dramatycznie prawdziwy. Na wielu kanałach oglądamy wielogodzinne relacje z miejsc skupiających zainteresowanie opinii. Uzasadnieniem jest nie to, co się dzieje, ale oczekiwanie na to, co może się zdarzyć: kamery wycelowane w drzwi budynku, w którym trzymani są zakładnicy, czekają na komunikat o szczęśliwym zakończeniu negocjacji lub śmierć ludzi. 
Ponieważ obieg informacji ma zasięg globalny, dziennikarz, który pierwszy ją przekaże, a zwłaszcza jest sam na miejscu, uzyskuje niewyobrażalny wcześniej wpływ na opinię publiczną. Błąd wywołany pośpiechem czy brakiem kompetencji obiegnie świat, dotrze do milionów i może mieć nieodwracalne skutki. Jeszcze większe zagrożenie niesie celowa manipulacja, a groźba jest tym większa, że możliwość fałszerstwa dotyczy obrazu, który uważamy za bardziej wiarygodny niż słowo. W tej dziedzinie technika otwiera niemal nieograniczone możliwości, pozwalając modyfikować obraz w czasie rzeczywistym. 
Jeszcze 20 lat temu, aby korzystać z telewizji, trzeba było zainstalować na dachu antenę, przeciągnąć kabel do mieszkania, gdzie ustawiony był telewizor pozwalający oglądać program emitowany z nadajnika odległego nie więcej niż 100 km. Prawa fizyki przesądziły, że telewizja naziemna była systemem zamkniętym w obrębie jednego kraju i kontrolowanym. Zmienił to przekaz satelitarny: przeznaczony do powszechnego i indywidualnego odbioru. Aby odebrać sygnał płynący z satelity wystarczył już talerz satelitarny na balkonie – i przekaz telewizyjny wyłamał się spod nadzoru państwa. 
Dlatego władze komunistyczne podejmowały rozpaczliwe próby utrzymania kontroli nad mediami elektronicznymi, ale, o ile mogły zagłuszać program zagranicznych stacji radiowych, to przekaz satelitarny był odporny na takie zabiegi. Próbowano więc zakazów: jeszcze w 1989 r. zainstalowanie anteny satelitarnej wymagało zezwolenia od milicji. Ale tama musiała pęknąć. Technika satelitarna sprawiła, że dla indywidualnego odbiorcy pojawiła się możliwość wyboru wśród wielu programów nadawanych z różnych krajów. Rewolucja ta objęła jak dotąd w Polsce ponad połowę obywateli, podczas gdy np. w Niemczech z tradycyjnego (analogowego) przekazu naziemnego korzysta już tylko kilkanaście procent. 
Z kolei technologia cyfrowa kilkakrotnie zwiększyła pojemność kanałów; oferta może obejmować już nie kilkadziesiąt, ale kilkaset programów. Efektem stała się postępująca specjalizacja tematyczna: różne rodzaje muzyki, dziedziny sportu, historia, tematyka przyrodnicza itd. 
A ponieważ źródłem utrzymania telewizji komercyjnej jest reklama, rosnąca liczba kanałów (o stosunkowo niewielkiej widowni) sprawia, że zasoby rynku reklamy nie starczają już na sfinansowanie tak szerokiej oferty. Nie ma już więc możliwości zagwarantowania bezpłatnego dostępu do wszystkich kanałów. Część widzów woli zresztą zapłacić dodatkowo, by reklamy nie przeszkadzały im w oglądaniu. Poszerzenie oferty i specjalizacja pozwalają, z jednej strony, odnaleźć w programie wiele treści wartościowych, z drugiej rodzą groźbę podziału społeczeństwa wedle nowego kryterium: dostępu do informacji. Z bogactwa informacji będą mogli korzystać ci, których stać na opłaty związane z dostępem do określonych kanałów, lub – w systemie pay-per-view („płacisz i oglądasz”) – nawet poszczególnych audycji. 
Bariera dostępu nie musi być jednak tylko ekonomiczna: aby dokonać wyboru, trzeba chcieć i umieć wybrać. Dla tych, którzy nie mają pieniędzy lub nie potrafią dokonać krytycznego wyboru, pozostaną powszechnie dostępne bezpłatne i czysto komercyjne programy, nastawione na widownię najbardziej masową i najmniej wymagającą.
Kolejnym wynalazkiem o rewolucyjnych skutkach jest niepozorne i powszechne dziś urządzenie: pilot do telewizora. Za jego sprawą nastąpiła zasadnicza zmiana sposobu oglądania TV. W epoce przed-pilotowej widz włączał telewizor, siadał w fotelu i oglądał. Wstać, podejść do odbiornika, zmienić program (jeśli w ogóle istniała możliwość wyboru) – to wymagało wysiłku i zastanowienia, czy warto. Zanim widz zmienił kanał, mijało nieco czasu. Dziś widz reaguje natychmiast: gdy pojawia się coś mniej interesującego, starczy ruch palcem. Siłę rażenia pilota zwielokrotnił inny wynalazek: telemetria, czyli elektroniczny pomiar oglądalności. Połączenie nowoczesnej technologii i metod statystycznych pozwala rejestrować liczbę widzów oglądających dany program w każdej sekundzie. To spowodowało zmianę w tworzeniu programu – i wymusiło nowy rodzaj narracji; w końcu właściciel danego kanału nie chce dopuścić, by zainteresowanie widza spadło choć na chwilę.
Także dlatego z punktu widzenia mediów często jedynym kryterium oceny programu staje się atrakcyjność. Pozwala ona utrzymać uwagę widza – to jest „towar” sprzedawany reklamodawcom i źródło dochodu nadawców. We wszystkich programach powtarza się zawołanie „zostańcie z nami”, ale pilot sprawia, że w każdej chwili tysiące widzów przeskakuje z kanału na kanał, by sprawdzić, czy naprawdę warto zostać.
Pilota można więc uznać za rodzaj reakcji obronnej: odpowiedź na ogromną liczbę programów. Pierwszym krokiem do uniezależnienia się widza od nadawcy był magnetowid; to jednak propozycja dla aktywnych, która wymaga zapoznania się z ofertą programową i zaprogramowania urządzenia tak, aby nagrało nam dany film. 
Dlatego prawdziwy przełom – i koniec epoki pilota – wiązać się może dopiero z upowszechnieniem takich odbiorników telewizyjnych, które interesujące programy zapiszą na twardym dysku domowego komputera. Czynnik czasu pozostałby istotny tylko w przypadku kanałów informacyjnych i transmisji, i tylko w tych przypadkach pojęcie nadawcy programu zachowałoby obecny sens. Wszystkie inne audycje byłyby po prostu dostarczane do pamięci telewizora-komputera i każdy odbiorca indywidualnie mógłby układać własny program. 
To już będzie kolejna epoka.

Autor jest przewodniczącym Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 46 (2784), 17 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl