Mieszaniny
Wieża hałasów
Jan Błoński
Pisarze szukają zwykle zręczności i piękności słowa: niech ono czytelników porywa i zachwyca! Ale przecież – powiedziałby Białoszewski – wszyscy prawie jąkają się i płaczą, gubią w niezręcznościach i zawiłościach ludzkiej komunikacji... Co ciekawsze, rodzą się tak zabawne i oryginalne odkrycia! W naszych dziwactwach i niezręcznościach rodzi się może tyle samo nowości i trafności, co w poprawnych i utartych wypracowaniach! Zapewne, liryka niezręczności byłaby trudna do zniesienia, nie ma jednak powodów, aby szlakiem snobów odrzucać nowości i oryginalności, które co chwila rodzi i wykoleja – międzyludzka komunikacja.
Miron Białoszewski zamknął się w świecie słów udanych i nieudanych, właściwych i dziwacznych. Inaczej niż ci, co cenili najwyżej porządek i harmonię, lubował się w tym, co ułomne, niespełnione, zaplątane... Przecież w tej przestrzeni – myślał – więcej będzie oryginalności niż w harmonii i porządku.
Destylował więc poezję (nie ośmieliłbym się napisać „piękno”) z peryferyjnych idiomów z podwarszawskiej gwary, z dziecinnej paplaniny, kalamburów konwersacyjnych, osobliwości literackich, dziwolągów dialektalnych, słowem, wszelkich dziwności i kuriozów. Wszystko to stało się tworzywem Białoszewskiego, ścigającego nowość w okropnej, komicznej i pasjonującej „wieży hałasu”, w której codziennie gubimy się i odnajdujemy w znanych i nierozpoznanych krainach słów. Tam, gdzie zderzają się z pożytkiem dwie różności: najbardziej wyrafinowana sztuka i najbardziej trywialna codzienność.
Taki jest na przykład „Mit naoczny”, który zdaje się rodzić „naocznie” z przypadkowego zderzenia budki-stajenki, markizy pod latarnią, gwiazdy i obrządku:
Budka piwa – stajenka Wołomina
A nad nią strzecha nie markiza
Pytacie o gwiazdę?
Jest
na jawie w latarni i prócz tego długo
jak sznur wisi
i rozbija się o śnieg
Dla kogo szopa?
Wiem sprawdziłem: dla trzech
Pasterzy w waciakach
Stebnowanych króli (...)
Troi się nowy śnieg
Co będzie, gdy nie przejdą
I ten biały śnieg budkę śniegu zawekuje?!
(już to samo było z graniastosłupami świątyń, które odbito z piasku).
(„Filozofia Wołomina”)
Sztuka Białoszewskiego schodzi odważnie do najskromniejszej, najbardziej pogardzanej codzienności: jego poezja – a potem proza, mówi o wyglądaniu przez okno, spotkaniu w tramwaju, naprawianiu stołka. A zarazem igra najbardziej wyszukanymi pomysłami literackimi...
Więcej: ten rzekomo „przerafinowany” pisarz dał najbardziej dokładne, realistyczne świadectwo warszawskiego powstania z 1944, najbardziej tragicznego z polskich nieszczęść.
|