Polsko-ukraińska modlitwa o pojednanie na cmentarzu Łyczakowskim 


Tyle bliskości, tyle nienawiści

Marta Szostkiewicz ze Lwowa



Greckokatolicki metropolita Lwowa kard. Lubomyr Huzar – wsparty o rzeźbioną laskę – i łaciński metropolita miasta kard. Marian Jaworski z zapalonymi zniczami podchodzą do pomnika z napisem „Żołnierzom Ukraińskiej Armii Galicyjskiej poległym w obronie Lwowa”. „Hospody pomiłuj” – roznosi się nad cmentarzem Łyczakowskim. Kilkanaście minut później dwaj hierarchowie zapalają znicze na Cmentarzu Orlat gdzie też pochowano obrońców Lwowa – Polaków. „Wieczne odpoczywanie...” 


1 listopada 1918, nad ranem wybuchły polsko-ukraińskie walki o Lwów. 84 lata później na cmentarzach, gdzie pochowano poległych w tym konflikcie, wspólnie modlili się Polacy i Ukraińcy. Odległość miedzy kwaterami polska i ukraińska nie jest większa niż 100 metrów. To, że na cmentarzu Łyczakowskim jest cmentarz obrońców zwany Cmentarzem Orląt wie prawie każdy. Po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości tuż obok wybudowano nekropolię poległych w walkach o Lwów żołnierzy i ochotników Ukraińskiej Armii Galicyjskiej. Centralnym punktem cmentarza jest wysoka kolumna z Michałem Archaniołem na szczycie. 
„Pomyśleć, że te szczeniaki, bo to byli bardzo młodzi ludzie, ginęli obu stronach o beznadziejną sprawę. Wolałabym żeby oni w piłkę grali niż żeby się zabijali, ale niestety się zabijali” – mówi mi Maria Szeptycka, mieszkająca w Polsce stryjeczna wnuczka greckokatolickiego metropolity Lwowa abp Andrzeja Szeptyckiego. Dlaczego tu przyjechała? „Kocham Ukrainę” – odpowiada bez chwali wahania. 
„Nie przyjechaliśmy tu, by wyręczyć czy zastępować władze w rozwiązaniu sporu o Cmentarz Orląt. Przyjechaliśmy, bo jesteśmy zatroskani o stan stosunków polsko – ukraińskich” – tłumaczy Bogumiła Berdychowska z Polsko-Ukraińskiego Forum, organizatorka spotkania. Idziemy przez Cmentarz Łyczkowski, gdy dochodzimy do kwatery Strzelców Siczowych powoli zapada zmrok. 
Czy z miejsca gdzie stoją te dwa pomniki, z którzy jeden na cmentarzu Orlęt wciąż nie może doczekać się stosownego napisu, można uczynić miejsce polsko ukraińskiego pojednania?
„Pokój w Europie, a przez to na świecie zależy od stosunków Polsko- ukraińskich” – tak myślał w latach 80-tych ukraiński dysydent Michaył Horyń. Słowa te przypomniał Jacek Kuroń podczas spotkania w Ukraińskim Katolickim Uniwersytecie we Lwowie. Konferencja, poprzedzająca uroczystości na Cmentarzu Łyczakowskim, zgromadziła polskich i ukraińskich historyków, polityków, publicystów, a także studentów KUL i lwowskich uczelni. Z Polski przyjechali m.in. Krzysztof Kozłowski, Henryk Wujec – przewodniczący Forum Polsko-Ukraińskiego, Andrzej Wielowieyski – senator RP, prof. Andrzej Friszke oraz Jacek Borkowicz z miesięcznika „Więź”. „Dlaczego między nami jest tyle bliskości i tyle nienawiści? – zastanawiał się Kuroń. – Ja jestem zakochany w Ukrainie od wczesnego dzieciństwa. Porywa mnie i dodaje mi sił ta niesłychana wola niepodległości u Ukraińców. Wzruszał mnie ten przekaz męczeństwa przekazywany z pokolenie na pokolenie, poprzez łagry i katorgi. Ale zarazem ogarniał mnie strach, bo jeśli wola niepodległości jest tak silna, to ile krwi swojej i cudzej trzeba przelać? W 18-tym roku bez Lwowa nie było mowy o niepodległej Ukrainie, ani o niepodległej Polsce. Byliśmy na tę walkę skazani”. Kuroń urodził się we Lwowie, dziś jest honorowym obywatelem tego miasta. Przyznał, że nie jest łatwo mieć wspólną ojczyzną, w której znajdują się groby bohaterów bratobójczych walk. Obu stronom trudno jest zaakceptować bohaterstwo tych, którzy walczyli ze sobą i zginęli. 
„Jako chłopiec kładłem kwiaty na obu cmentarzach – i Orląt, i naszych siczowych strzelców – wspominał Taras Czarnowił poseł do Ukraińskiego parlamentu. – Osobiście chciałbym przeprosić za to, co Ukraińcy zrobili na Wołyniu. Ludzie, którym na sercu leży pojednanie polsko- ukraińskie, mogą zrobić więcej niż politycy i prezydenci”. 
Co Polacy i Ukraińcy mają zrobić z własną historią? – pytał prof. Myrosław Marynowicz, dyrektor Instytutu Religii i Socjologii Ukraińskiego Katolickiego Uniwersytetu i znany ukraiński dysydent. Na pewno nie zapomnieć. „Nie wierzę w rzekomo dobroczynne zapominanie historycznego bólu, spychanie go do podświadomości. Raczej przeciwnie historyczny ból należy psychoterapeutycznie wydobyć z głębin podświadomości, przeanalizować w nowym stanie duszy, by w taki sposób wyleczyć samą historyczną pamięć. Należy być przy tym przygotowanym na nawroty bólu i uczucia gniewu, gdyż mogą być one oznakami bliskiego uzdrowienia”. Nie jest też – zdaniem Marynowicza – dobrym pomysłem pisanie jednej uładzonej wersji historii stosunków polsko-ukraińskich. „Wspólna historia to nie synonim historii zunifikowanej. Dlatego zasada miłości w odniesieniu do historii oznacza nie unifikację, lecz rozminowanie historii. Pozbawienie jej potencjału wybuchowego i usunięcie trucizn”.
Jak to zrobić, kiedy mowa o rzeziach na Wołyniu i akcji Wisła, o żołnierzach UPA, którzy na terenach wschodniej Polski wciąż nie mogą znaleźć miejsca wiecznego spoczynku na cmentarzach, o sporach wokół napisu na – nadal oficjalnie nie otwartym – cmentarzu Orląt? Kiedy nawroty bólu i uczucia gniewu zdarzają się nie tylko na naukowych konferencjach, ale w domowych rozmowach, a nawet na internetowych forach (czego dowodem kilkadziesiąt głosów na portalu Gazety Wyborczej po opublikowaniu tekstu o polsko-ukraińskim spotkaniu)?

Za dwoma ocalałymi filarami pomnika Chwały na Cmentarzu Orląt resztka czerwonego światła zachodu słońca. W oknach widocznych stąd nowych bloków lwowskich osiedli palą się światła. Na płycie grobu Nieznanego Żołnierza coraz więcej zniczy. „Po dzisiejszej modlitwie możemy odejść z tego cmentarza spokojni, że to, co było miedzy naszymi narodami nie powtórzy się więcej” – mówił greckokatolicki metropolita kard. Huzar. „Moje serce przenika głębokie wzruszenie. To pierwszy znak, że można przemienić przeszłość z pożytkiem dla przyszłości, budować na nowych zasadach wspólnotę jedność i pokój. Będziemy się nadal starć iść wspólną drogą dla dobra naszych narodów i naszego Kościoła” – wtóruje mu kard. Jaworski.
Poza setką uczestników konferencji nie ma wielu mieszkańców Lwowa. Pierwsza taka modlitwa z udziałem kardynałów obu obrządków nie była wcześniej zapowiadana. Nie zaproszono też oficjalnych delegacji ani lwowskich władz, ani polskiego konsulatu. Nie wszyscy lwowscy Polacy są zachwyceni ukraińskimi modlitwami w tym miejscu. Ale dwie starsze kobiety maja łzy w oczach: „Pan Bóg już dawno pogodził tych, którzy walczyli po tej i po tamtej stronie”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl