Przegląd zagraniczny
Dalekowschodnia twarz islamu
Licząca 220 mln mieszkańców
Indonezja, największy muzułmański kraj świata, trafił na pierwsze strony zagranicznych gazet za przyczyną masakry na Bali. Przy okazji świat przypomniał sobie o konflikcie między muzułmanami a chrześcijanami na Molukach, który w ciągu trzech lat pochłonął kilkanaście tysięcy ofiar; miało go zakończyć podpisane w lutym tego roku w Malino porozumienie, ale odrzuciły je skrajne ugrupowania islamskie i chrześcijańskie. Czy Indonezja to kolejny przyczółek ekspansji islamskiego fundamentalizmu? Odpowiedzi udziela na łamach dziennika FRANKFURTER ALLGEMEINE ZEITUNG (z 20 października) Franz von Magnis-Suseno, jezuicki misjonarz, który od 40 lat pracuje w Indonezji. Ten profesor katolickiego uniwersytetu Driyarkara i autor kilkudziesięciu książek, wielu napisanych po indonezyjsku, utrzymuje bliskie kontakty z tamtejszą elitą intelektualną i polityczną, w większości muzułmanami. Ostatnio grupa islamskich fanatyków publicznie spaliła – pod hasłem obrony„prawomyślności” literatury indonezyjskiej – jego najnowszą książkę, poświęconą... życiu Karola Marksa.
Ojciec Magnis-Suseno przyznaje, że„fascynuje go indonezyjski eksperyment: liberalna codzienność w największym muzułmańskim kraju świata”. Jego zdaniem fundamentalizm jest w Indonezji zjawiskiem nowym i ograniczonym: dotyczy tych, którzy nie są głęboko zakorzenieni w lokalnej kulturze. Niechęć do religijnego fanatyzmu przejawiają przede wszystkim Jawajczycy, którzy są najliczniejszą (40 proc.) i najbardziej wpływową grupą etniczną – oni„religię traktują jak drabinę, która prowadzi do tego, co boskie. Jeśli ktoś sądzi, że osiągnie cel wspinając się po innych szczeblach, Jawajczycy to zaakceptują”. W Dżakarcie, stolicy kraju, nie brakuje mieszanych rodzin muzułmańsko-katolicko-protestanckich. Owszem, faktem jest błyskawiczny rozwój islamu w Indonezji; gdy misjonarz przybył na wyspę w latach 60., w jawajskich wsiach nie było meczetów, nikt nie pościł ani nie modlił się pięć razy dziennie. Dziś wszędzie są meczety, a Jawajczycy masowo pielgrzymują do Mekki,„ale nie stali się wcale przez to fanatykami”. Tajemnica„indonezyjskiego eksperymentu” leży w charakterze Jawajczyków, którym obcy jest kompleks niższości:„Nie mają problemu z uświadomieniem sobie, że muszą się uczyć. Są dumni z własnej kultury, a jednocześnie pokorni. Utrzymywanie kontaktów z tradycyjnymi jawajskimi muzułmanami to przyjemność. Są wspaniałomyślnymi, niezwykle pobożnymi ludźmi, a mimo to potrafią sobie czasem stroić żarty ze świętego Koranu”.
Dwie największe organizacje ekstremistów (w ostatnich latach powstało ich ok. 20) – Laskar Dżihad, który słynie z odcinania głów zakładnikom i Islamski Front Obrony – to raczej przeciwnicy demokratycznego porządku, który zapanował po ustąpieniu Suharto, niż organizacje oparte na religijnym fundamentalizmie. Jezuita twierdzi, że także celem zamachu na Bali była destabilizacja kraju, a nie kolejna odsłona„islamskiej rewolucji”. Z ekstremistami sympatyzują wprawdzie niektórzy członkowie legalnych partii religijnych (przewodniczący jednej z nich jest wiceprezydentem), ale problem leży gdzie indziej: liderzy tych ugrupowań twierdzą, że hasła fundamentalistów są sprzeczne z nauką islamu, ale unikają zdecydowanych działań przeciw samym ekstremistom. Tragicznym skutkiem takiej polityki był zamach na Bali.
MZ
|