Na ile pojedynczy ludzie mogą wpłynąć na relacje między narodami? Pokazujemy portrety Jerzego Pomianowskiego i środowiska „Nowej Polszy”
oraz Jana Malickiego i Studium Europy Wschodniej UW – pracujących na polsko-rosyjskim „polu do (trudnej) rozmowy”.


Inwestycja na eksport

Tomasz Potkaj


Pomianowski wykładał na włoskich uniwersytetach, przekładał Sołżenicyna i Babla. Mitzner współzakładał „Kartę”, prowadził podziemne wydawnictwo „Krąg” i nawiązywał kontakty z rosyjskim „Memoriałem”. Redlich przez wiele lat był korespondentem TVP w Moskwie. Kulerski – prawą ręką Bujaka w podziemnej „Solidarności”. Gorbaniewska – rosyjską dysydentką, legendą samizdatu. Różni ludzie, biografie, pokolenia; mieszkają w Warszawie, Krakowie, Paryżu. Od trzech lat wspólnie wydają „Nową Polszę”: jedyne pismo robione w Polsce po rosyjsku i dla Rosjan. Od Smoleńska po Władywostok to dziś może najsolidniejsze źródło informacji o Polsce. 


„Nową Polszę” wymyślił Jerzy Giedroyc. „Bez jego błogosławieństwa i nacisku nie zabrałbym się do tego” – tak mówi prof. Jerzy Pomianowski, redaktor naczelny, siedząc w gabinecie na piętrze Biblioteki Narodowej. – Zwłaszcza, że jest to teren nie dziewiczy, ale zadeptany przez 40 lat PRL-u, do tego z zaszłościami historycznymi”. Ale choć jego współpracownicy inspirację Giedroycia uznają za bezdyskusyjną, dodają, że bez determinacji Pomianowskiego – tłumacza, b. wykładowcy uniwersytetów w Bari, Florencji i Pizie oraz autora paryskiej „Kultury” – „Nowej Polszy” by nie było. O swym szefie mówią: Pancernik. 
Z wielu pomysłów Giedroycia przetrwały do dziś trzy: ukazujące się nadal „Zeszyty Historyczne”, Towarzystwo Opieki nad Instytutem Literackim i właśnie „Nowaja Polsza”, z którą Giedroyc wiązał duże nadzieje, i którą zdążył jeszcze ocenić – za jego życia zdążyło ukazać się 12 numerów (do dziś 36, poza tym dwa specjalne: po ukraińsku i gruzińsku). 
We wstępie do pierwszego numeru (wrzesień 1999) Giedroyc wyraził pragnienie: aby Polacy i Rosjanie mogli na siebie spojrzeć bez uprzedzeń.
 
Pismo inteligencji
Pierwsze decyzje zapadły w gabinecie minister kultury Joanny Wnuk-Nazarowej pod koniec 1998 r., potem przygotowania trwały kilka miesięcy. Na inauguracji pisma we wrześniu 1999 w Bibliotece Narodowej zjawili się rosyjscy tłumacze literatury polskiej, których Pomianowski zaprosił do współpracy: Natalia Astafiewa, Władimir Britaniszskij, Asar Eppel, Zinaida Szapałowa i mieszkająca w Paryżu Natalia Gorbaniewska, eksdysydentka i legenda samizdatu. Wicepremier Leszek Balcerowicz mówił: „Po zapoznaniu się z pierwszym numerem i planami redakcji doszedłem do wniosku, że kultura jest hitem naszego eksportu. Dlatego jako minister finansów, nie dając na to ani grosza ponad plan, popieram całym sercem”. 
Redaktorzy „Nowej Polszy” szybko przekonali się, że podjęli się pracy na lata: kilka dni wcześniej w rosyjskiej prasie ukazał się komunikat tamtejszego MSZ, że „oświadczenia polskich czynników oficjalnych, jakoby we wrześniu 1939 została dokonana agresja b. ZSRR przeciw Polsce, nie znajdują potwierdzenia w dokumentach prawa międzynarodowego”. 
Jerzy Redlich – wicenaczelny, tłumacz i b. korespondent TVP w Moskwie – opowiada: „Teksty polskie tłumaczymy na rosyjski i początkowo chcieliśmy robić to z pomocą polskich tłumaczy. Ale efekt był niezadowalający i od drugiego numeru wszystko tłumaczą rodowici Rosjanie”. Szlif stylistyczny całości nadaje Natalia Gorbaniewska w Paryżu. Nie wszystkim autorom to odpowiada: kiedy w opowiadaniu Mariusza Wilka „Karelskaja tropa”, przetłumaczonym na rosyjski przez autora i jego żonę, Gorbaniewska chciała wprowadzić około 300 poprawek, Wilk się obruszył.
Reakcje na „Nową Polszę” były pozytywne i w Polsce, i w Rosji – ale były wyjątki. „Nasz Dziennik” artykuł na temat miesięcznika zatytułował: „Obrzydzanie Polski”. „Trwa widocznie przyzwyczajenie do PRL--owskiej propagandy sukcesu – komentuje Pomianowski. – My sądzimy, że można z Rosją rozmawiać po przyjacielsku, bez fałszu, jak równy z równym”.
W PRL od 1954 r. państwowa agencja „Interpress” wydawała magazyn „Polska” w dziewięciu wersjach językowych, w tym po rosyjsku. Pismo ukazywało się do końca lat 70., w najlepszym okresie miało 350-tysięczny nakład. Choć cenzurowane, stało na wysokim poziomie; drukowano w nim m.in. Marka Hłaskę, Kazimierza Brandysa i Józefa Hena. Dla Rosjan pismo było źródłem wiedzy o Polsce, tym „najweselszym baraku w obozie”. 
Jednak poza nawiązaniem do tytułu, miesięcznik Pomianowskiego różni się od poprzedniczki: „»Polsza« była magazynem popularnym, a my chcemy wydawać pismo dla inteligencji i środowisk opiniotwórczych” – tłumaczy profesor.
Przedruki artykułów z polskiej prasy stanowią 1/3 numeru. Zawsze kilka kolumn zajmuje poezja: Miłosz, Zagajewski, Barańczak, Hartwig, Kozioł, Herbert. Do tego omówienia polskich pism literackich i rubryka kulturalna. Popularnością cieszy się przegląd prasy Wiktora Kulerskiego „Kronika (niektórych) wydarzeń bieżących”. Redakcja przywiązuje wagę do informowania o inicjatywach społecznych; tym zajmuje się zwłaszcza Piotr Mitzner. Wśród autorów jest grupa Rosjan: profesorowie i pisarze – i publicyści polscy, od lewa do prawa.
 
Kultura, mniej polityki
Andriej Bazilewskij ma prawie 2 metry wzrostu, jasne oczy i łagodny uśmiech: mieszkaniec Moskwy, slawista, poeta i tłumacz, właściciel wydawnictwa, w którym ukazało się kilka tomików polskiej poezji. Ostatni („Pielgrzym” Norwida) rozszedł się w 1,5 tys. egzemplarzy. Do Warszawy przyjechał na warsztaty dla polonistów, organizowane przez UW. Poza tym należy do głównych tłumaczy „Nowej Polszy”. „Minęły czasy, kiedy Rosjanie poznawali światową literaturę na podstawie polskich tłumaczeń – mówi. – Język polski nie pełni tej roli, co kiedyś. W naszej prasie informacji o Polsce prawie nie ma, a jeśli, to na dalekich stronach. Dlatego informacja z pierwszej ręki jest nieoceniona dla rosyjskiego czytelnika. I dla Polonii rosyjskiej: wielu z nich nie zna już polskiego i czyta »Nową Polszę«. Mam wrażenie, że dla nich od polityki ważniejsza jest kultura”.
Dla czytelników „NP” polska polityka to sprawa egzotyczna. Jedynym powszechnie znanym politykiem jest Wałęsa z czasów „Solidarności”, a nie prezydentury. Popularnością cieszy się polskie kino; Barbara Brylska i Beata Tyszkiewicz, które sporo grały w radzieckich i rosyjskich produkcjach, są w Moskwie bardziej znane niż Chopin.
Z pięciotysięcznego nakładu „NP” 2/3 drukuje się w Moskwie, co obniża koszty: to tańsze niż transport. Pisma w zasadzie nie ma w sprzedaży: całość drukowanego w Rosji nakładu trafia do tamtejszych bibliotek publicznych i uniwersyteckich, od Smoleńska po Sachalin. Reszta nakładu, drukowana w Polsce, jest rozsyłana do wydziałów rusycystyki na Zachodzie i w USA; trochę można kupić w EMPIK-ach i na lotniskach. Redlich: „Znajomi z Rosji mówią mi, że każdy numer czyta przynajmniej pięć osób. Jeśli przyjąć, że to samo dotyczy egzemplarzy w bibliotekach, mamy w Rosji przynajmniej 15 tys. stałych czytelników”. 
„Wiele osób w Rosji i w Polsce – dodaje Redlich – namawiało nas do wysyłania pisma także do państw, będących niegdyś republikami ZSRR: na Ukrainę, Białoruś, Litwę, Estonię, Łotwę i do Kazachstanu. Nie chcieliśmy jednak tworzyć wrażenia, że traktujemy rosyjski jako język urzędowy tych państw. Ale okazuje się, że tam nie mają podobnych wątpliwości. Wydaliśmy numer ukraiński i gruziński, może w przyszłości zrobimy białoruski”.
„Nowaja Polsza” dociera do niezwykłych miejsc. Fotografik Tomasz Kizny podczas podróży po Rosji znalazł niemal komplet „NP” u pewnej rodziny w Jakucji. I także z takich miejsc przychodzą do redakcji listy. Pisze np. redaktor lokalnej gazety w mieście Osz w Kirgistanie, który przedrukował teksty z „NP” na stronie internetowej swego pisma; pisze mieszkaniec Moskwy, weteran wojenny. „Większość chwali – mówi Pomianowski. – Czasem wyrażają żal, że takiego pisma nie ma w Rosji. Czasem piszą, że pismo dobre, ale powinniśmy zrozumieć, iż Rosja nie może nie być imperium. Na szczęście nie wszyscy tak sądzą”.
Dla 43 proc. Rosjan – jak wynika z ubiegłorocznego sondażu moskiewskiego Centrum Międzynarodowych Badań Socjologicznych – główną przeszkodą dla poprawy relacji jest wstąpienie Polski do NATO. 35 proc. mówiąc o Polsce używa określenia, że „jest ona dla Rosji stracona”. Wprawdzie połowa określa stosunki polsko-rosyjskie jako normalne lub przyjacielskie, ale 35 proc. uważa je za napięte, a 11 proc. za wrogie. Aż 86 proc. jest zdania, że pogorszyły się one po rozpadzie ZSRR. Podobnych badań w Polsce nie było, ale można przyjąć, że dla przeciętnego Polaka Rosjanin to członek mafii albo handlarz z bazaru.

„Żeby nas szanowali”
„Nowaja Polsza” jest najdroższym z tzw. pism patronackich wydawanych przez Bibliotekę Narodową, dotowanych w całości przez Ministerstwo Kultury (to także: „Twórczość”, „Nowe Książki”, „Literatura na Świecie”, „Ruch Muzyczny” i „Dialog”), ale ma też najwyższy nakład. Koszt wydania jednego numeru to 40-50 tys. zł (honoraria muszą zmieścić się w 25 tys., reszta to druk, transport i administracja). W redakcji na 3,5 etatach pracują 4 osoby (choć w sumie zespół redakcyjny tworzy 9 osób, mieszkających w Warszawie, Krakowie, Paryżu i Moskwie). „To trochę mniej – mówi Pomianowski – niż pracowało w paryskiej »Kulturze«”. 
Podobieństw jest więcej. Jednym jest seria „Biblioteka NP”, w której ukazały się opowiadania Herlinga-Grudzińskiego „Gorący oddech pustyni”, „Kompleks polski” Konwickiego i „Heban” Kapuścińskiego, wydany na niedawne targi książki w Moskwie. Pomianowski ma nadzieję, że seria, prowadzona wspólnie z moskiewskim wydawnictwem MIK, stanie się czymś na kształt publikacji Instytutu Literackiego z Maisons-Laffitte.
Przed rokiem w ambasadzie RP w Moskwie Pomianowski odbierał – wraz z Natalią Kudriawcewą (przedstawicielką rządu rosyjskiego w Komisji dla Upamiętnienia Ofiar Represji i Totalitaryzmu w Katyniu i Miednoje) – nagrodę za wkład w zrozumienie społeczeństw Polski i Rosji. Dyplom podpisali ministrowie spraw zagranicznych obu państw. Ale ignorancji wciąż jest więcej niż zrozumienia. Ostatnio poczytne pismo „Nasz Sowriemiennik” wróciło do sowieckiej wersji zbrodni katyńskiej. A kilka miesięcy po moskiewskiej uroczystości autor wstępniaka w moskiewskim tygodniku „Ekspert” pisał: „Prezydent tego zadupia [tj. Polski] pozwolił sobie niemal w imieniu całej Europy oznajmić naszemu prezydentowi, że nigdy nie dojdzie do stworzenia korytarza. Trzeba przypomnieć całkiem po prostu, że każdy kraj ma wojsko właśnie po to, by sprzeciwić się zagrożeniu swej suwerenności. Rosja też je ma. Owszem, jest dziś w nie najlepszym stanie, ale po to, by przebić dla naszych obywateli korytarz przez Litwę, na pewno starczy”...
Pomiankowski komentuje: „Stereotyp fałszywego, obłudnego i rzekomo skrywającego prawdziwe zamiary wobec Rosji »Polaczka« jest niestety głęboko zakorzeniony i ma zaplecze literackie, by wymienić Dostojewskiego i Puszkina, autora »Oszczercom Rosji«”...
O swej „Nowej Polszy” naczelny mówi: „Cel jest prosty: chcemy również, aby Rosjanie szanowali Polskę”.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl