Dziwne dziecko


„Nie ma to jak szkoły w Argentynie”

JACEK PODSIADŁO


Ponieważ zbliżają się ferie, Pippi idzie do szkoły, żeby też je mieć. Nauczka pierwsza: bywa, że aby zaznać radości, swobody, przygody, trzeba dać się zasmucić, zniewolić, znudzić. 
I znowu Pippi staje naprzeciw rzeczywistości, gdzie pozór przygasza prosty blask prawd. I oko w oko z nauczycielką. Zdążyła już przyzwyczaić nas do takich pojedynków, ale ten nie do końca jest typowy. Choćby dlatego, że nie do końca Pippi go wygrywa. Bo wszystko kończy się polubownie. Ale po kolei.
Oczywiście Pippi spóźnia się na lekcje. Ostatni będą pierwszymi etc. Wchodzi do klasy w chwili, kiedy jeden z uczniów potwornie sylabizuje czytankę. Nauczycielka ochoczo zapisuje ją do dziennika: ma nadzieję sprowadzić dziewczynkę z manowców życia bez edukacji na ścieżkę pedagogicznego nadzoru. Po drobnym zamieszaniu spowodowanym harcami po klasie Pana Nilssona, Pippi zajmuje miejsce w ławce. 
Pierwsze starcie przebiega zgodnie z przewidywaniami: nowa uczennica nie akceptuje umowności języka, jakim szkoła się posługuje, i ośmiesza panujące tu zwyczaje i metody dydaktyczne. Może nie w prostej linii, ale jest przecież potomkiem Sowizdrzała i odwrócić szkolny świat tak, żeby był światem na opak, to dla niej bedłka. „Ile jest 5 dodać 7?” „To pani nie wie?” „Co to jest?” – pyta pani napisawszy na tablicy literę S. „Wielki robak”. I tak dalej. A w ogóle to „Nie ma to jak szkoły w Argentynie”. Nauczycielka nie jest osobowością zdolną przeciwstawić się erupcji zdroworozsądkowych (lecz chyba jednak i wyrachowanych) ripost Pippi. Ale rzecz bardzo ważna: jest w stanie pogodzić się z tym. Nie bije Pippi linijką po łapach. Nie każe jej klęczeć w kącie na grochu. Rozumie. Jeszcze próbuje znęcić ją lekcją rysunków i śpiewu, ale kiedy dzieci zawodzą nieudanym chórem hymn smutny jak zdechła żaba i Pippi postanawia sobie pójść, nie dziwi się. „To dobry pomysł. Ale zawsze jesteś tu mile widziana. Może wrócisz, gdy będziesz starsza i rozsądniejsza”. „Dziękuję. W szkołach argentyńskich tyle się nie gada. Chodźmy, Panie Nilsson”.
Na szczęście nawet w złej szkole można trafić na dobrą nauczycielkę. Ta nie imponuje inwencją i jest bezradna wobec wybryczków Pippi, ale jest świadoma rzeczy najważniejszej: że można i uczyć się, i żyć inaczej, niż nas nauczono. Lubię tę nauczycielkę także za to, że pozwoliła Pippi „wygrać”. Pippi zachowała wolność, a ona spokój i atmosferę umożliwiającą uczniom dukanie w pełnym skupieniu. 
Potem przez dłuższy czas Pippi omija szkołę z daleka i ośmiela się do niej zbliżyć dopiero na wieść o planach wycieczki szkolnej. Tym razem nie weszła do środka, ale wspięła się na gałąź dochodzącą do okna.
„– Czego chcesz, Pippi? – spytała pani.
– Chcę prosić, żebyś wyrzuciła przez okno trochę schorzenia – powiedziała Pippi. – Tyle, ile trzeba, żeby pójść na wycieczkę.
– Nie przyszłabyś do nas na chwilę? – zapytała pani.
– Raczej nie – odpowiedziała Pippi szczerze, opierając się wygodnie o gałąź”.
Potem przez chwilę toczą jeszcze pogawędkę o walorach różnych systemach edukacyjnych, przy czym Pippi szczególnie wychwala ten panujący w Argentynie, którą teraz nazywa zresztą Australią. Argentyńsko-australijskie dzieci na lekcjach „przeważnie zaczynają od wyskakiwania po kolei przez okno. Potem rycząc wielkim głosem wracają do klasy i skaczą po ławkach, ile się da. A potem przeważnie biją się przez jakieś mniej więcej pół godziny. Pani stoi obok i zachęca je okrzykami”.
Zostawmy tę mądrą panią gawędzącą przez okno z Pippi i przejdźmy do pań i panów niemądrych. W szkolnej „ćwiczeniówce” (nie wiem, jaka nazwa teraz obowiązuje, pewnie „podręcznik zintegrowany” albo coś równie wyszukanego) do klasy trzeciej znajduje się rysunek przedstawiający Pippi w klasie. Wokół niej dzieci na kolorowych nalepkach pracują ze wszystkich sił, aby stać się dobrymi japiszonami: jedno patrzy w komputer, drugie zagląda do mikroskopu, trzecie próbuje otruć żółwia w żółwarium, którego niby karmi, czwarte trenuje na tablicy schorzenie itp. Pippi tymczasem leży na podłodze, założyła nogę na nogę i majta. Poniżej wypisane są polecenia dla uczniów. „Wybierz i umieść nalepki z dziećmi, których szkolne zajęcia na pewno spodobałyby się Pippi”. „W jaki sposób przekonasz ją, aby polubiła dodawanie i odejmowanie w pamięci?”
Czas start, odpowiadam na pierwsze pytanie, którym jest pytanie drugie. Pippi przekonałbym, że dodawanie i odejmowanie w pamięci jest super, za pomocą metody wielokrotnie sprawdzonej przy przekonywaniu dzieci, aby polubiły leżenie bez ruchu i w milczeniu, że szpinak jest smaczny i że w kościele jest sto razy fajniej, niż w cyrku. To znaczy powtórzyłbym kilka razy, że powinna polubić dodawanie i odejmowanie w pamięci, a jakby nie zrozumiała, to bym strzelił w ucho i zawezwał do szkoły rodzica. Pracownicy ministerstwa edukacji czy jak się tam nazywa to, co wymyśla i zatwierdza podręczniki szkolne, udowodnili w tej scence, że nie zrozumieli lektury szkolnej na poziomie, było nie było, klasy trzeciej szkoły podstawowej. Po to Pippi leżała w szkole na podłodze, abyśmy ujrzeli, że niektórym dzieciom komputer i żółw pod mikroskopem nie są potrzebne do szczęścia. Ciekawe, czy w kolejnych podręcznikach nasze dorastające dzieci znajdą równie mądre polecenia. „W jaki sposób przekonasz Don Kichota, że walka z wiatrakami nie ma sensu?” „Przeprowadź analizę porównawczą kościoła i cyrku, aby wykazać błędność stwierdzenia Tomka Sawyera, iż «Kościół nie umywa się do cyrku»”. „Pojedź doktorem Korczakiem tak, żeby przeprowadzić wszystkie dzieci na drugą stronę planszy, ale nie stanąć na polu z trupią czaszką”. 
Było sobie Barbie narysować w tej ćwiczeniówce. Żądam natychmiastowego uwolnienia Pippi i zwolnienia odpowiedzialnych za to nadużycie pracowników ministerstwa edukacji czy jak się to tam nazywa. Metoda zwolnienia dowolna, ale nie byłoby chyba źle, gdyby zaczęli wyskakiwać po kolei przez okno rycząc wielkim głosem. 


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole 1 

podsiadlo@atol.com.pl


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl