Duchowość kraju nad Wisłą

Łukasz Mazurkiewicz



„Powszechna potrzeba duchowości”, „nowy głód modlitwy”, „wiek XXI będzie wiekiem wiary, religijności lub nie będzie go wcale” – takie hasła słyszymy coraz częściej. Zdają się one sugerować zagubionemu we współczesnym świecie człowiekowi, że czas poważniej zastanowić się nad własnym wnętrzem. Namysł staje się jednak o wiele trudniejszy, gdy zdamy sobie sprawę, że w języku polskim brakuje popularnych opracowań poświęconych życiu duchowemu. Prócz pragnienia rozwoju i dobrego przewodnictwa duchowego potrzeba jeszcze rzeczowej literatury, która pozwoli rozeznać się w gąszczu dróg i bezdroży duchowości i odnaleźć indywidualną drogę do Boga. Z tym większym zainteresowaniem przyjrzeć się trzeba wydanemu w tym roku „Leksykonowi duchowości katolickiej”.
Pomysł, aby dokonać syntezy katolickiej teologii duchowości, narodził się już w r. 1983 w środowisku Sekcji Duchowości Teologów Polskich, działającej przy Komisji Episkopatu Polski ds. Nauki Katolickiej. Owocem prac członków sekcji była książka pt. „Teologia duchowości katolickiej” (Kraków, 1993), która stała się podręcznikiem dla seminarzystów. Rok później rozpoczęto dyskusję nad kształtem obszerniejszego opracowania. Jak łatwo obliczyć, kolejne osiem lat dzieliło powstanie pomysłu od jego realizacji. Czas to, wydawałoby się, odpowiednio długi, by zadośćuczynić oczekiwaniom tych, którzy liczyli, że dostaną dzieło spójne, rzeczowe i pomocne w życiu duchowym. Czy oczekiwania te spełniono?
Pierwotnie planowano, aby 930 haseł podzielonych na 15 działów tematycznych było opracowywanych przez możliwie najszerszą grupę teologów. Niestety, idea ta upadła, pojawiły się bowiem problemy w zsynchronizowaniu i ujednoliceniu metodologicznym prac poszczególnych autorów. Ostatecznie postanowiono, że większość haseł Leksykonu (jest ich 433) opracują pracownicy Instytutu Teologii Duchowości KUL, do których dołączyli teologowie z innych ośrodków. 

Leksykon czy podręcznik?
„Duchowość” jest dziś słowem popularnym i niekiedy nadużywanym. Dlatego jest ważne, by je dobrze rozumieć. Troska o przezwyciężenie owej niejasności cechuje praktycznie wszystkie hasła Leksykonu. Niebezpieczeństwa, jakie niesie ignorancja w zakresie duchowości, przez wieki powodowały zamęt w umysłach i sercach wielu chrześcijan. Także dziś Kościół zaleca wielką rozwagę w doborze środków i metod rozwoju życia duchowego. Odpowiedzialność za rozwój duchowy spoczywa na pasterzach i zapewne z tego powodu, jak dowiadujemy się ze wstępu redaktora, ks. Marka Chmielewskiego, głównymi adresatami dzieła mają być „środowiska formacji duchowej do kapłaństwa i życia konsekrowanego, jak również kapłani, osoby konsekrowane i świeccy”. To głównie dlatego zawarty w Leksykonie materiał przypomina raczej podstawę dla systematycznego wykładu niż zbiór inspiracji dla własnej drogi duchowej. I z tego też powodu więcej w nim pastoralnej troski o przejrzystość nauki niż o odzwierciedlenie subtelności w nauczaniu Kościoła. 
Nie sposób komentować całości problematyki poruszanej przez Leksykon. Nie jest to zresztą konieczne, gdyż w przeważającej części dzieło to charakteryzuje pieczołowitość i rzetelne przedstawienie zagadnień. Jednakże zasugerowanie czytelnikowi, który nie para się „zawodowo” życiem wewnętrznym, a chce jedynie pogłębić wiedzę religijną, że Leksykon ma być przede wszystkim podręcznikiem dla seminarzystów i nowicjuszy, jest sygnałem, iż może on nie znaleźć tu tego, czego instynktownie szuka.
Przez wieki za właściwe miejsca kształtowania się doświadczenia duchowego uważano kult, modlitwę i mistykę. W konsekwencji za ideał duchowości uznano życie monastyczne. Tylko styl i tryb życia osób duchownych gwarantował pełną samorealizację i rozwój. Życie świeckich zdawało się znajdować poza sferą doświadczenia duchowego. Duchowość w pełnym tego słowa znaczeniu miała rozwijać się wyłącznie wśród ludzi, którzy całe życie poświęcili Bogu. Dopiero „zwrot antropologiczny” Soboru Watykańskiego II dowartościował ludzkie ciało oraz sprawy materialne i przywrócił im właściwe miejsce w procesie rozwoju duchowości. Z tego też powodu, jak wspomina Leksykon, zwrócono uwagę na cierpienie i płciowość człowieka (hasło: „Doświadczenie duchowe”) i nad tymi zagadnieniami chcę się przede wszystkim skupić.

Duchowy sens cierpienia
Cierpienie nierozerwalne związane jest z naszą egzystencją, towarzyszy nam od narodzin do śmierci, w której dokonuje się jego kulminacja, jako ostateczne rozłączenie duszy i ciała. W tym też sensie należy odczytywać dzieło Chrystusa, jako przezwyciężenie śmierci w imię życia. Istnieje wiele odmian cierpienia: fizyczne, psychiczne, duchowe. W każdym przypadku cierpienie musi zostać określone jako zło i to zło radykalne, gdyż pod znakiem zapytania stawia ono sens całej naszej egzystencji. List apostolski „Salvifici doloris” Jana Pawła II o chrześcijańskim sensie cierpienia wskazuje, że jedynym sposobem przezwyciężenia absurdu wpisanego w cierpienie jest odnalezienie tego, co paradoksalnie możemy nazwać jego sensem. Ów logos odnaleźć możemy na dwóch poziomach: nadprzyrodzonym i ludzkim. O ile w pierwszej perspektywie sens cierpienia wynika z Boskiej tajemnicy Odkupienia i polega na dopełnieniu cierpień Chrystusa, to w horyzoncie ludzkim w konfrontacji z cierpieniem przed człowiekiem otwiera się możliwość odnalezienia „siebie, swojego człowieczeństwa, swojej godności, swojego posłannictwa” (SD 31). 
Może się wydawać, że Leksykon, mierząc się z tematem cierpienia, mówi o nim w podobnych kategoriach. Wielokrotnie powołując się na wspomniany list pasterski, przywołuje tezy o odkupieńczym charakterze cierpienia, wspomina, że cierpienie jest środkiem prowadzącym do udziału w królestwie Bożym, jest także sposobem na przybliżenie się do Chrystusa, zaś dla człowieka cierpienie może stać się sposobem, by wypracować w sobie szereg cnót (,,Cierpienie”). Jednak wsłuchując się w oba głosy, dostrzegamy, że nie współbrzmią one do końca. Co je różni? Nagromadzenie argumentów za sensem cierpienia sprawia wrażenie, że czytelnika chce się przekonać o swoistej konieczności jego istnienia. Zanika klimat charakterystyczny dla papieskiego dokumentu: klimat „współczucia, szacunku i onieśmielenia” (SD 4) w obliczu tajemnicy cierpienia. Nie możemy bowiem zapomnieć, że nie istnieje żadna, zadowalająca próba usprawiedliwienia zła i cierpienia.
Leksykon charakteryzuje również skupianie się na obiektywnej (przedmiotowej) stronie rzeczywistości. Co stwarza wrażenie ignorowania strony podmiotowej. A przecież rzeczywistość jest w każdym swym wymiarze także rzeczywistością ludzką, przeżywaną i współkształtowaną przez człowieka. W sferze duchowości, gdzie świat uwewnętrznionych przeżyć jest tak istotny, nie można zapominać, iż rozwój duchowy zależy w głównej mierze od tego, jacy jesteśmy „tu i teraz”, bez względu na nasze słabości i niedomagania. Ukazywanie istocie ludzkiej ideału oraz sposobów jego osiągnięcia bez odwoływania się do prawdy o niej samej, jest zapoznawaniem tego, co najistotniejsze w duchowości – samego człowieka.

Rola cielesności
Kim zatem jest człowiek w optyce „Leksykonu”? Jakie są jego cele, zadania, natura i powołanie? Rewolucyjną zmianę w myśleniu o człowieku, dokonaną przez Sobór Watykański II, streszcza zdanie z Konstytucji duszpasterskiej o Kościele w świecie współczesnym „Gaudium et spes”: „Człowiek, będąc jedynym na ziemi stworzeniem, którego Bóg chciał dla niego samego, nie może odnaleźć się w pełni inaczej, jak tylko poprzez bezinteresowny dar z siebie samego” (GS 24). Słowa te przypominają o korzeniach ludzkiej godności, tkwiącej w wolnym akcie stwórczym samego Boga. Sobór określił także ważny obszar, w którym osoba ludzka realizuje swoje człowieczeństwo. Tym obszarem jest drugi człowiek. Dlatego tak ważne stało się zwrócenie uwagi na relacje między mężczyzną i kobietą oraz określenie ich stosunku do Boga. 
Leksykon w kilku hasłach odnosi się do spraw płciowości (,,Kobiety duchowość”, „Mężczyzna”, „Feminizm”, „Geniusz kobiety). Już samo wyliczenie tytułów pokazuje intrygującą dysproporcję na niekorzyść duchowości mężczyzny. W haśle poświęconym mężczyźnie czytamy: „Cała duchowość chrześcijańska ma na ogół charakter andryczny (męski)”, a tymi „którzy dokonywali interpretacji doświadczenia duchowego, także zapisanego i przekazanego przez kobiety, byli niemal wyłącznie mężczyźni”. Czyżby autorzy Leksykonu chcieli zadośćuczynić historycznym zaniedbaniom? Nadzieję na to osłabia niestety sposób potraktowania powołania kobiety. Kobieta, zdaniem autorów Leksykonu, jest „dana” przez Boga mężczyźnie jako „pomoc”. Tymczasem kluczowy dla tego tematu papieski list „Mulieris dignitatem”, wskazuje, że na godność i powołanie kobiety trzeba patrzeć przez pryzmat powołania człowieka w ogóle, a powołaniem tym jest zjednoczenie z Bogiem. Temu też ma służyć ludzka płciowość. Kobieta staje się „pomocą” dla mężczyzny w „byciu człowiekiem”, ale i mężczyzna ma być „pomocą” dla kobiety (MD 7). Zarówno przed kobietą, jak i przed mężczyzną Bóg postawił to samo zadanie – dążenie ku Niemu. 

Rozpiętość tematów, które podejmuje Leksykon, jest imponująca. Od tajemniczo brzmiących haseł: „acedia” (leniwość, opieszałość duchowa), fuga mundi (w teologii życia zakonnego oderwanie od świata) czy „Proces progresywnej personalizacji” (czyli po prostu rozwój osobniczy człowieka), aż do swojsko brzmiących „Podwórkowych Kół Różańcowych Dzieci” i „Radia Maryja”. Znajdziemy także hasła odnoszące się do innych tradycji religijnych. Szczególnie dużo miejsca poświęcono religiom Dalekiego Wschodu, co wydawcy tłumaczą wciąż rosnącą fascynacją filozofiami Orientu. Hasła: „Buddyzm”, „Joga”, „Zen” czy „Hinduizm” odnoszone są bezpośrednio do chrześcijaństwa, a niekiedy wręcz z nim porównywane. Autor tych haseł dostrzega nawet możliwość porozumienia i dialogu pomiędzy poszczególnymi religiami oraz postawami światopoglądowymi. Odwaga w próbach afirmowania i przyswajania niektórych metod i dróg rozwoju duchowego („Mantra”, „Medytacja”) budzi szacunek. Nie pominięto także tematów z pogranicza psychologii i duchowości („Psychoterapia”, „Psychopatologia”, „Kryzys”). Szkoda natomiast, że zabrakło miejsca dla haseł osobowych.
Pewną niedogodnością Leksykonu jest niespójność sposobów opracowania hasał. Natrafić możemy bowiem zarówno na klasyczne hasła encyklopedyczne, jak i artykuły z elementami eseju. Lektura Leksykonu jest dzięki temu być może bardziej dynamiczna, ale zarazem sam Leksykon traci charakter źródła, któremu zawsze możemy zaufać.
Dziesiątki lat zastoju w wydawaniu publikacji teologicznych spowodowały, że nie doczekaliśmy się tłumaczeń i opracowań na wzór klasycznego „Dictionaire de spiritualité ascétique et mistique” (kolejne tomy wydawano w latach 1937-1992 w Paryżu). „Leksykon duchowości katolickiej” aspiruje do zapełnienia tej „czarnej dziury” na polskim rynku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl