LISTY





Myślę o Chavie

Chava ma niecałe pięć lat. Nie ma rodziców ani domu, mieszka w Groznym: w dzień w sierocińcu założonym przez czeską dziennikarkę Petrę Prochazkovą, w nocy u dalekich krewnych. Kiedy o niej usłyszałam pierwszy raz, miała trzy lata, właśnie nauczyła się chodzić. Dalej nie mówiła. Może nikt jej nie nauczył, może nie potrafi po strasznym poparzeniu, jakiego doznała jako niemowlę. A może nie chce, bo już wie, że i tak nikt jej nie słucha. 
Świat patrzy na Moskwę. Przed rosyjskimi ambasadami płomienie zniczy walczą z silnym jesiennym wiatrem. Świat myśli o tych, co zginęli w teatrze. Na pierwsze strony gazet wróciła Czeczenia. Mówi się potrzebie politycznego rozwiązania konfliktu, dyskutuje o cenie ludzkiego życia. Nie ma ani słowa o Chavie. Dla świata Chava nie istnieje, inne dzieci z sierocińca też. Chava nie potrafi mówić, nie będzie upominać się o swoje prawa. A nawet gdyby umiała, na pewno nie upomniałaby się o prawo do dzieciństwa, do śmiechu, do zabawy. Nie zna czegoś takiego. Wojna, strzały, zimno, ruiny, głód, ból – to jest jej jedyna rzeczywistość. Chava ma niecałe pięć lat. Za sobą – pięć lat cierpienia, które nikogo nie obchodzą. Przed sobą – pustkę.
Mój syn ma prawie trzy lata. Kiedy zanosi się śmiechem, gardziołek drga mu jak u ptaszka. Od dawna już nie chodzi, porusza się biegiem, a ostatnio coraz bardziej interesuje go wspinaczka, tak jakby przestrzeń poziomą uznał za już podbitą. Czasem mówi, a czasem się kłóci. Czasem nie ma czasu, żeby ze mną porozmawiać. „Jestem zajęty przecież” – odpowiada poważnie wpatrzony w błyszczące samochodziki, które prowadzi fikcyjną autostradą. Czasem odrywa się od zabawek i rzuca mi się na szyję. „Chciałem się tylko titulić, mamuś” – wyznaje i pędem wraca do swoich spraw, a ja zostaję ze śladem ciepłych pulchnych łapek na skórze. 
W Groznym pewnie już zimno, bardziej niż na warszawskich ulicach smaganych wiatrem. W zrujnowanych domach, pozbawionych dachów i fragmentów ścian, chłód wdziera się wszędzie. Zastanawiam się, czy w sierocińcu działa jeszcze piecyk, który już przed dwoma laty groził wybuchem. Czy dzieci mogą się ogrzać choć przez parę godzin dziennie zanim nocą wrócą w ruiny, gdzie mieszkają? Kiedy świat patrzy na Moskwę, myślę o Chavie. 

PATRYCJA BUKALSKA





Lew Północy

Pomysł mój jest następujący: J. I. Papkin jest Rosjaninem! Fredro pisząc, w dwa lata po upadku powstania listopadowego, swoją najlepszą komedię, postanowił moralnie odegrać się na Rosjanach za narodową klęskę. Zrobić to zarazem tak, żeby cenzury państw zaborczych nie mogły się przyczepić i żeby sztuka była grana i we Lwowie pod panowaniem austriackim, i w Warszawie pod panowaniem rosyjskim. I to się, o dziwo!, udało. Rosyjska cenzura zażądała tylko zmiany tytułu sztuki, żeby słowo „zemsta” nie kojarzyło się z polityką, i w Warszawie na afiszach stało jasno i wyraźnie: „Zemsta Za Mur Graniczny”. Ośmieszonego ruskiego człowieka cenzor jakoś nie dostrzegł. Nie ma w tym nic nadzwyczajnego, cenzorzy mają bowiem dusze dociekliwego tropiciela, ale horyzonty intelektualne raczej ograniczone. 
Tymczasem, tak mi się wydaje, sprawa jest oczywista. Nazwisko z końcówka „in” jest ewidentnie rosyjskie. Za czasów Fredry pamiętano jeszcze Repnina, ambasadora carycy w Warszawie, i aż trzech Paninów, też historyczne figury. Poza tym nie ma polskich nazwisk tak się kończących. Argument drugi: wygląd. Fredro we wskazówkach inscenizacyjnych nie pozostawia wątpliwości – Papkin jest jedyną postacią ubraną po cudzoziemsku. Jeśli sobie przypomnimy, że w XVIII w. w tej części Europy tylko Rosjanie ubierali się „po zachodniemu”, bo tak im nakazał pod srogimi karami car Piotr, sprawa staje się jasna. Polacy w sztuce, której akcja toczy się gdzieś w latach 1790-92 (Cześnik był w młodości konfederatem barskim!), ubierają się po polsku. Poza tym, Papkin przedstawia się Rejentowi jako „Lew Północy”. Północ w XVIII i XIX w. kojarzyła się z Rosją – nie z Polską. Carycę Katarzynę II nazywano „Semiramidą Północy”. 
Można zapytać: a skąd Rosjanin znalazł się na dworze polskiego powiatowego dygnitarza? To raczej Polacy szukali karier w Rosji w owych czasach (Telimena chce pana Tadeusza urządzić w „Peterburku”). Odwrotnie też się jednak zdarzało, zwłaszcza pośród uboższej szlachty-dorobkiewiczów, a nawet wojskowych (Rykow w „Panu Tadeuszu”!). Zresztą myślę, że sam Fredro nieźle się zabawił, każąc pieczeniarzowi-Rosjaninowi szukać szczęścia na polskiej prowincji. Może i na tym także polegała jego „zemsta”?

Prof. JERZY SERCZYK 
(Toruń)



 

Gratuluję…

„Apokryfu” o prof. Leszku Kołakowskim (nr 18 w „TP” nr 43/2002). Znakomite teksty, znakomite postaci i oczywiście znakomity Profesor.
Byłem umiarkowanym zwolennikiem zmiany szaty graficznej „Tygodnika”. Przyznam jednak, że gdyby była podobna do ostatniego „Apokryfu”, stałbym się jej gorącym zwolennikiem.

RAFAŁ BALAWEJDER
(Tarnów)

 



Młodzi w Wigrach

Kilkudziesięciu absolwentów (głównie doktorantów) z ośmiu krajów Europy Środkowo-Wschodniej (Białoruś, Czechy, Litwa, Łotwa, Polska, Słowacja, Ukraina i Węgry) obradowało w dniach 15–18 września w Wigrach na Suwalszczyźnie nad perspektywami wynikającymi z rozszerzenia się Unii Europejskiej. Spotkanie zorganizował Ogólnopolski Klub Miłośników Litwy przy współudziale Uniwersytetu Technicznego im. Gedymina w Wilnie. Celem najbliższym obrad było zebranie argumentów na rzecz głosowania w nadchodzących referendach krajowych za wejściem do UE. Perspektywicznie – refleksja nad pytaniem, co kraje naszego regionu mogą dać jednoczącej się Europie.
Co szczególnie godne uwagi w przebiegu spotkania, to próby godzenia w dyskusjach rozwiązań pozornie przeciwstawnych. Jak uwzględnić prawa wolnego rynku i koncepcje społecznej gospodarki rynkowej? Przedsiębiorczość i sprawiedliwość społeczną? Idee społeczeństwa obywatelskiego wobec postaw konsumpcyjnych? Powracało także ważne pytanie strategiczne: o nowy stosunek państw Europy Środkowo-Wschodniej do Rosji i Niemiec, niezmiennie najważniejszych sąsiadów. Wśród konkretnych propozycji wskazano w dyskusjach na wzór polskiego modelu współpracy Kościoła z państwem, a także na szczególne zadania gospodarcze regionu pogranicza polsko-litewskiego.

LEON BRODOWSKI
prezes Ogólnopolskiego Klubu 
Miłośników Litwy (Warszawa)

 

 

 

 

 

Nagroda im. Dedeciusa

Fundacja Roberta Boscha ogłasza konkurs na nagrodę im. Karla Dedeciusa dla polskich tłumaczy literatury niemieckojęzycznej oraz niemieckich tłumaczy literatury polskiej. Nagroda zostanie przyznana po raz pierwszy wiosną 2003 r. we współpracy z Deutsches Polen-Institut w Darmstadt. Laureaci – tłumacz polski i tłumacz niemiecki – zostaną wyróżnieni za wybitne osiągnięcia translatorskie, a tym samym za pracę na rzecz porozumienia między Polakami i Niemcami. Oba wyróżnienia, każde w wysokości 10 tys. euro, przyznaje niezależne polsko-niemieckie jury pod honorowym patronatem Karla Dedeciusa. Kandydatury można przesyłać pod adresem: Deutsches Polen-Institut, Karl-Dedecius-Preis, Mathildenhöhweg 2, D-64287 Darmstadt www.deutsches-polen-institut.de (tel. 0.049.61.51.49.85.13, fax: 0.049.61.51.49.85.10, e-mail: kaluza.dpi@t-online.de). Możliwe jest również zgłoszenie własnej kandydatury. Ostateczny termin składania zgłoszeń upływa 15 grudnia 2002 r. Wręczenie nagród odbędzie się w czerwcu 2003 r. w Darmstadt.

Dr ANDRZEJ KAŁUŻA
Deutsches Polen-Institut (Darmstadt)


 


WSPOMNIENIA




Lekarz od tyfusu

Niedawno minęła 55. rocznica śmierci twórcy szczepionki przeciwko tyfusowi – prof. Rudolfa Stefana Weigla (1883–1957): jednego z najwybitniejszych biologów i mikrobiologów polskich, kierownika zakładu biologii Uniwersytetu Jana Kazimierza we Lwowie. Profesor cieszył się uznaniem Instytutu Pasteura we Francji, był członkiem PAU w Krakowie, Belgijskiej Królewskiej Akademii Medycyny, Belgijskiego Towarzystwa Chorób Tropikalnych i Nowojorskiej Akademii Nauk. Za zwalczanie tyfusu plamistego, m.in. w Afryce i Chinach, papież Pius XI odznaczył go najwyższym odznaczeniem papieskim – Orderem Rycerskim św. Grzegorza Wielkiego.
Znaczenie szczepionki docenili podczas II wojny światowej obaj okupanci. Sowieci przy pomocy pracowników lwowskiego instytutu do walki z tyfusem zlikwidowali kilka groźnych ognisk choroby w Karpatach. Niemcy, dla celów wojskowych, rozszerzyli działalność instytutu oraz zwiększyli produkcję szczepionki. Prof. Weigl, wykorzystując tę sytuację, oddał nieocenione zasługi w ocaleniu lwowskiej elity naukowej i przedstawicieli świata kultury, zatrudniając w instytucie osoby zagrożone, np. wywiezieniem na roboty do Niemiec lub aresztowaniem, profesorów prowadzących tajne nauczanie i ich studentów, często żołnierzy AK. W instytucie zamieszkało małżeństwo Meislów, znanych bakteriologów pochodzenia żydowskiego, którzy Weiglowi zawdzięczają ocalenie.
Wśród osób pracujących w instytucie byli m.in.: prof. Stefan Banach (matematyk), Józef Chałasiński (socjolog), Zbigniew Herbert (poeta), Artur Hutnikiewicz (literaturoznawca), Jerzy Kuryłowicz (językoznawca), Henryk Mosing (bakteriolog), Eugeniusz Romer (geograf), Stanisław Skrowaczewski (kompozytor i dyrygent), Andrzej Szczepkowski (aktor). Oni i wielu innych, zatrudnieni jako karmiciele wszy, strzykacze, hodowcy, laboranci, pracownicy preparatorni zawdzięczają Profesorowi naprawdę wiele.
Choć szczepionka przeciwtyfusowa była podczas wojny produkowana dla wojska, znaczna jej część trafiła drogą konspiracyjną do więzień, obozów koncentracyjnych i gett. W 1942 r. Profesor wysłał do przebywającego w getcie warszawskim prof. Ludwika Hirszfelda, najbliższego współpracownika – dra Henryka Mosinga, który narażając życie zawiózł szczepionkę dla warszawskich Żydów. W czasie okupacji otrzymało ją ponad 8 milionów osób. 
Mimo austriackiego pochodzenia, nacisków i kuszących obietnic okupacyjnych władz niemieckich (np. utworzenia placówki naukowej w Berlinie i przyznania Nagrody Nobla), Profesor podkreślał, że czuje się Polakiem i nigdy nie podpisał Reichlisty. Taka postawa nie przyniosła mu satysfakcji po wojnie. Władze PRL utrąciły szansę otrzymania Nagrody Nobla w 1948 r ., nie obeszło się też bez pomówień o kolaborację z Niemcami. 


DANUTA SEEWALD-KOZIOŁOWA
pracownica preparatorni instytutu tyfusowego,

uratowana przed wywozem na roboty do Niemiec.






Biochemik i misjonarz


W wieku 75 lat, 25 sierpnia 2002 r., zmarł prof. Władysław Fenrych, biochemik, przyjaciel młodzieży, jeden z nielicznych polskich badaczy Całunu Turyńskiego. Większość życia zawodowego spędził w poznańskiej Akademii Medycznej: najpierw w Klinice Hematologii, a w latach 1984-97, kierując katedrą biochemii farmaceutycznej Wydziału Farmaceutycznego. Zajmował się m.in.: problematyką witaminy B12, etiopatogenezą choroby Addisona-Biermera (niedokrwistość złośliwa), funkcjami granulocytów (białych ciałek krwi). Pełnił wiele funkcji w macierzystej uczelni i PAN, należał do międzynarodowych i krajowych towarzystw naukowych.
W życiu prof. Fenrycha ważną rolę odegrały badania nad Całunem Turyńskim. Po raz pierwszy zetknął się z nim w 1974 r., kiedy Krystyna Karwowska, siostra Stanisława Karwowskiego – tłumacza pierwszej w języku polskim pracy o Całunie Turyńskim, poprosiła go o konsultację. Poruszony utrwalonym na płótnie wizerunkiem oblicza Chrystusa, którego autentyczność z punktu widzenia biochemii i hematologii była niepodważalna, nawiązał kontakt ze Stanisławem Waliszewskim, lekarzem i wybitnym znawcą Świętego Płótna, oraz przystąpił do Polskiego Towarzystwa Teologicznego – Studium Syndonologicznego w Krakowie, a później do pokrewnych organizacji we Włoszech i USA. Międzynarodowe kontakty pozwoliły mu poznawać wyniki prowadzonych badań Całunu. Popularyzował je w chętnie wygłaszanych wykładach, zwłaszcza w środowiskach akademickich i młodzieży szkolnej. Znając argumenty zwolenników i przeciwników autentyczności Całunu, w czasie wykładu najpierw przedstawiał oparty na analizie Płótna opis męki, śmierci i zmartwychwstania Jezusa, później naukowy komentarz do niego. Na końcu cierpliwie odpowiadał na pytania słuchaczy, pytających najczęściej o to, dlaczego stygmaty pojawiają się na dłoniach, a nie na przebitych nadgarstkach Chrystusa. 
Profesor wygłosił ostatni wykład 10 marca br. Później ciężka choroba uniemożliwiała mu kontynuowanie tej niezwykłej działalności misyjnej człowieka świeckiego, w której najnowsze osiągnięcia nauki poświadczały Prawdę Ewangelii.

ANITA MAGOWSKA 
adiunkt w zakładzie historii nauk
medycznych AM w Poznaniu
















LISTY – apele o pomoc

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl