Słabe rządy

Marcin Król



W wielu krajach europejskich i demokratycznych ostatnio upadły koalicyjne rządy i rozpisano nowe wybory (Austria), rządy są bliskie upadku (Izrael) lub bardzo słabe, bo mają niewielką przewagę w parlamencie (Czechy, Niemcy). Przykłady można mnożyć. Dlaczego tak się dzieje i dlaczego należy oczekiwać pogorszenia tej sytuacji?
Powód jest w zasadzie jeden, chociaż można odróżnić dwa scenariusze słabości i upadania rządów. Powodem jest brak istotnych różnic programowych między największymi partiami politycznymi we współczesnej Europie, co sprawia, że wyborcy nie bardzo mają motywacje do wybierania którejkolwiek z nich. W zasadzie należałoby się z tego cieszyć, bowiem jest to w znacznej mierze rezulatat realizacji liberalno-demokratycznego marzenia. Wszystkie większe partie są za pododobnym typem gospodarki: wolnorynkowej, ograniczonej tylko przez kontrolę banku centralnego, który ma nie dopuścić do inflacji. Wszystkie są za państwem opiekuńczym, chociaż w różnym stopniu (wyjątkiem w tym zakresie i wyjątkiem pod wieloma innymi względami, są Stany Zjednoczone). Wszystkie stoją przed tymi samymi dylematami: więcej pieniędzy na edukację, na walkę z bezrobociem czy na cele militarne. Wszystkie akceptuja prawa człowieka, wolność jednostki i rządy prawa. Oto dobra strona medalu. Jest jednak druga, zła jego strona, a mianowicie fakt, że wszystkie poważne partie polityczne we współczesnej Europie nie mają żadnej wizji przyszłości, żadnej wizji swojego państwa, czy też przyszłej zjednoczonej Europy.
Wynika to z ucieczki od ideologii, która to ideologia rzeczywiście spowodowała wiele ubocznych skutków negatywnych, ale dzięki której istniały wizje szklanych domów, jedności patriotycznej państwa czy też konserwatywnego przywiązania do ciągłości i tradycji. Dzisiaj takie ideologie stały się nie do przyjęcia, jednak ich brak powoduje, że polityka jest albo beznadziejnie nudna, albo partie polityczne wyszukują sztuczne tematy, które pomagają im wygrać wybory parlamentarne. Tak było przecież w Niemczech w sprawie wojny z Irakiem. Nie ma najmniejszej wątpliwości, że Schroe-
der jest kanclerzem tylko dlatego, że rozpętał antywojenną histerię. Jednak nie zawsze udaje sie znaleźć tak dogodny dla politycznej demagogii wątek i kampania przedwyborcza, jaka toczy się obecnie w Austrii, jest beznadziejnie nudna.
Zatem pierwszy scenariusz słabości i ewentualnego upadku rządów, to podobieństwo opozycji do partii rządzącej i niewielka przewaga parlamentarna, ale także polityczna, skoro wyborcom jest niemal obojętne, kto rządzi. 
Drugi scenariusz wynika z podobnych przyczyn, lecz polega na tym, że do utworzenia rządu niezbędne jest zawarcie koalicji z niewielką partią, jaka weszła do parlamentu, a jaka – najczęściej – ma charakter radykalny. Tak było w Austrii, tak zapewne będzie w Izraelu, tak jest w Holandii. Są to małe partie, ale silnie – w przeciwieństwie do dużych – ideologiczne. Mają one najczęściej powodzenie wśród wyborców z racji negatywnego, ksenofobiczbego lub fundamentalistycznego programu. Partie czy partyjki te nie sa nudne, nie są silne (i raczej nie są niebezpieczne), ale często gwarantują stabilność rządu. A ponieważ ich celem w istocie wcale nie jest stabilność lecz mniej lub bardziej rewolucyjne zmiany, więc przy lada okazji lub nawet bez okazji wycofują się z koalicji, co powoduje, że rząd upada.
W Polsce owe małe partie koalicyjne na razie reprezentuja dość oportunistyczne stanowisko, ale widać pierwsze oznaki buntu lub co najmniej szantażu. W innych krajach bywa rozmaicie, ale wszędzie władza wykonawcza jest słaba, a ponieważ opisana sytuacja nie ulegnie zmianie, jej słabość będzie coraz bardziej widoczna. Jednak nie czeka nas powrót do ideologii, tylko bardzo poważne zmiany w systemach politycznych. O tym jednak napiszę więcej w przyszłości.

 









 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl