Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

 

 






Złożenie kwiatów
na Grobie Nieznanego
Żołnierza






 Z czego jesteśmy dumni?





Po 13 latach od ponownego odzyskania przez Polskę niepodległości niełatwo znaleźć odpowiedź. „Nasuwa się myśl, że pomysł ankiety ma na celu pokrzepienie serc – pisze Aleksander Smolar. – A dlaczego trzeba serca pokrzepiać? No bo marnie jest”. W ankiecie„TP” biorą udział politycy, publicyści i działacze społeczni. Są dumni z polskiej„wyobraźni miłosierdzia”. Z przedsiębiorczości i pędu do wiedzy młodego pokolenia. Z konstytucji. Z integracji z Zachodem. Z prezydenta. Z tego, że próbujemy po męsku zmierzyć się z przeszłością. Okazuje się, że nie jest tego mało – a to tylko wybrane wypowiedzi...  

Chociaż czuję jakiś rodzaj dumy, przypominając sobie niedawne czasy, gdy pogrzeby ofiar przemocy nie wywoływały jej kolejnej fali – można było pochować ks. Jerzego Popiełuszkę i przy tej okazji nie zabić kilku milicjantów. Ten aspekt naszej przeszłości jest w nas trwały; najbardziej podoba mi się w naszej sięgającej we współczesność historii zdecydowane odrzucenie przemocy jako metody realizacji wielkich celów narodowych. Mam nadzieję, że tak zostanie.

Halina Bortnowska

Poza Haliną Bortnowską o udział w ankiecie „Z czego jesteśmy dumni?” poprosiliśmy: Krzysztofa Czyżewskiego, Aleksandra Halla, Dariusza Karłowicza, Krzysztofa Kozłowskiego, Aleksandra Smolara, Lecha Wałęsę, Henryka Wujca.







 


 IPN przedstawia wyniki badań wokół

 zbrodni w Białostockiem

  Nie tylko Jedwabne
  Krzysztof Persak



Latem 1941 roku, po ataku Trzeciej Rzeszy na ZSRR, wzdłuż linii frontu – od Litwy po Besarabię – przetoczyła się fala pogromów Żydów. Brali w nich udział mieszkańcy terytoriów, które po roku 1939 okupowane były przez Sowietów: Litwini, Ukraińcy, Rumuni. W Łomżyńskiem i na Białostoczyźnie aktów przemocy wobec Żydów dopuszczali się także Polacy. Głośne zbrodnie na Żydach w Jedwabnem i pobliskim Radziłowie, choć największe pod względem liczby ofiar, nie były niestety jedyne.  WIĘCEJ


Krzysztof Persak (ur. 1968) – historyk, pracownik Biura Edukacji Publicznej Instytutu Pamięci Narodowej oraz Instytutu Studiów Politycznych PAN w Warszawie. Redaktor (wraz z Pawłem Machcewiczem) dwutomowej pracy „Wokół Jedwabnego”. 


IPN o Jedwabnem
Wchodząca w tym tygodniu na rynek i wydana przez IPN księga „Wokół Jedwabnego” składa się z dwóch tomów (w sumie prawie 1600 stron). W pierwszym („Studia”) znalazły się artykuły dziewięciu historyków z IPN i innych ośrodków naukowych, przedstawiające problem zbrodni w Jedwabnem i innych miejscowościach na tle historycznym, poczynając od stosunków polsko-żydowskich w tym regionie w okresie przedwojennym, przez opis niemieckiej polityki zagłady Żydów i antyżydowskich wystąpień miejscowej ludności, aż po analizę powojennych postępowań karnych. Tom drugi („Dokumenty”) zawiera 440 dokumentów z archiwów polskich, niemieckich, białoruskich i izraelskich; są wśród nich raporty NKWD o sytuacji w rejonie jedwabieńskim, relacje Polaków deportowanych do ZSRR, raporty wywiadowcze AK i opracowania Delegatury Rządu, sprawozdania niemieckich formacji wojskowych i policyjnych, relacje ocalałych Żydów (większość przełożona z jidysz) oraz akta śledztw i procesów dotyczących zbrodni w Jedwabnem i Radziłowie. 


Jedwabne – pamięć nieodzyskana
– dyskusja o znaczeniu wydarzeń w Jedwabnem dla polskiej tożsamości







Obrady „Okrągłego Stołu”: Jerzy Turowicz,
Stanisław Stomma Witold Trzeciakowski
 
  


 Pierwsze pół wieku „Tygodnika Powszechnego”

  „Głos wolny, o wolność się upominający”
  Ze Stanisławem Stommą
  rozmawiają Andrzej Romanowski
  i Marek Zając



W 1950 roku Pan i Jerzy Turowicz napisaliście w „Tygodniku”: „ideał socjalistyczny nie jest naszym ideałem”. W kraju podległym Stalinowi była to rewelacja. 
– I na tym właśnie polegał fenomen „Tygodnika”. To była jedyna duchowa strawa, którą dostało po wojnie społeczeństwo: jedyne pismo niezależne. Owszem, istniały też katolickie pisma diecezjalne, ale miały zasięg niewielki i były w zasadzie dla ludu. A przy „Tygodniku” skupiła się od razu elita. Bo my, grupa „Tygodnika”, a później „Znaku”, postanowiliśmy nigdy nie dawać fałszywego świadectwa, i ludzie nam zaufali. (...)
Gdzie leżała granica kompromisu?
– To trzeba było stale wyczuwać. Zawsze mówiłem o mądrości etapu. Sytuacja przecież ewoluowała, na różnych etapach politycznych trzeba było zachowywać się różnie. W dwadzieścia lat po Październiku, w roku 1976, uznałem, że władza musi pójść naprzód. A rządzący zupełnie tego wtedy nie rozumieli, przeciwnie: proponowali reakcyjne operacje w rodzaju wprowadzenia do Konstytucji zapisu o kierowniczej roli partii i przyjaźni ze Związkiem Radzieckim. Ja wtedy musiałem być przeciw. (...)
Widzimy w tym czasie ciekawe zjawisko: Pan w Sejmie wstrzymuje się od głosu, a z drugiej strony tworzy się opozycja „pozasystemowa”, powstaje Komitet Obrony Robotników. To był znak, że czasy się zmieniają.
– Tak. I dlatego mówiłem wtedy, że dorasta inna opozycja, nie uznająca takich jak my kompromisów. I że oddaję pałeczkę.
Czyli wyczerpał się sens polityki ugody?
– Tak. Uważałem, że nadszedł czas dla prawdziwej zmiany. I że trzeba oddać pałeczkę Kuroniowi, Michnikowi i innym z nowej opozycji. WIĘCEJ

Kalendarium „Tygodnika”.







Rosyjscy żołnierze w ruinach
czeczeńskiej stolicy Groznego




 
Mimo zabiegów Kremla kwestia Czeczenii

  wraca na arenę międzynarodową

  Między Kopenhagą a Nowym Jorkiem
  Andrzej Łukowski


Po tragicznych wydarzeniach w teatrze na Dubrowce w zachowaniach rosyjskich władz uwidacznia się polityczna schizofrenia: z jednej strony Kreml stara się wykazać, że napad bandy czeczeńskich szahidów to integralna część międzynarodowego spisku terrorystów, z drugiej zaś – zabiega o to, by uregulowanie konfliktu w Czeczenii pozostało wyłącznie wewnętrzną sprawą Rosji, bez zagranicznych mediatorów albo międzynarodowych sił pokojowych. WIĘCEJ

W numerze również wywiad Jana Strzałki z organizatorką pomocy dla Czeczenii i wieloletnią wolontariuszką PAH – Aleksandrą Rezunow. WIĘCEJ









 WIARA


 
Polsko-ukraińska modlitwa o pojednanie na cmentarzu Łyczakowskim 

 Tyle bliskości, tyle nienawiści
  Marta Szostkiewicz ze Lwowa

  1 XI 2002. Cmentarz Łyczakowski.
  Modlitwa intelektualistów, polityków i studentów

  za polskich i ukraińskich żołnierzy, którzy zginęli
  w latach 1918–19. Na zdjęciu: Kardynał

  Lubomyr Huzar (w środku),
  kardynał Marian Jaworski (z prawej)
  i Jacek Kuroń (z lewej).  


Greckokatolicki metropolita Lwowa kard. Lubomyr Huzar – wsparty o rzeźbioną laskę – i łaciński metropolita miasta kard. Marian Jaworski z zapalonymi zniczami podchodzą do pomnika z napisem „Żołnierzom Ukraińskiej Armii Galicyjskiej poległym w obronie Lwowa”. „Hospody pomiłuj” – roznosi się nad cmentarzem Łyczakowskim. Kilkanaście minut później dwaj hierarchowie zapalają znicze na Cmentarzu Orlat gdzie też pochowano obrońców Lwowa – Polaków. „Wieczne odpoczywanie...” 
1 listopada 1918, nad ranem wybuchły polsko-ukraińskie walki o Lwów. 84 lata później na cmentarzach, gdzie pochowano poległych w tym konflikcie, wspólnie modlili się Polacy i Ukraińcy. Odległość miedzy kwaterami polska i ukraińska nie jest większa niż 100 metrów. To, że na cmentarzu Łyczakowskim jest cmentarz obrońców zwany Cmentarzem Orląt wie prawie każdy. Po odzyskaniu przez Ukrainę niepodległości tuż obok wybudowano nekropolię poległych w walkach o Lwów żołnierzy i ochotników Ukraińskiej Armii Galicyjskiej. Centralnym punktem cmentarza jest wysoka kolumna z Michałem Archaniołem na szczycie.  WIĘCEJ



Co robić z własną historią?
Prof. Mirosław Marynowicz

Jestem przekonany, że zarówno na Ukrainie, jak i w Polsce, jest wielu dobrych ludzi, których serca już dziś są nastawione na dobro. Nasze wspólne zadanie to uczynić ich przyjazne uczucia normą naszych dobrosąsiedzkich stosunków, oparciem w przełamywaniu stereotypów. Był czas, kiedy Ukraińcy modlili się do Boga, by uratował ich przed Polakami, a Polacy modlili się do tego samego Boga, by uratował ich przed Ukraińcami. Dziś nadszedł czas, by wspólnie pomodlić się do Ducha Świętego, by „oczyścił serca i umysły nasze” – i jednych, i drugich. WIĘCEJ




Sporu o Oświadczenie amerykańskich teologów o stosunku
chrześcijaństwa do judaizmu ciąg dalszy

Co się zmieniło w Kościele?
Piotr Sikora

Wierzę, że Żydzi mogą zostać zbawieni przez Chrystusa, nie stając się chrześcijanami. Nie oskarżam również Żydów o bogobójstwo. Protestuję jedynie przeciwko teologicznemu uzasadnieniu rezygnacji z misji do Izraela. WIĘCEJ


Oświadczenia „Święty obowiązek. Przemyśleć na nowo relację wiary chrześcijańskiej do Żydów i judaizmu” dotyczył również tekst Violetty Reder „Wspólne korzenie” („TP” nr 40/2002) oraz spór Piotra Sikory z ks. Michałem Czajkowskim i Johnem T. Pawlikowskim OSM („TP” nr 43/2002).






Czy potrzebny jest Sobór Watykański III?

Świat nie będzie czekał 
Jarosław Makowski


Gdyby na konferencji w Belgii lub USA dyskutowano, czy Kościół potrzebuje Soboru Watykańskiego III, nikogo by to specjalnie nie dziwiło. W tamtych Kościołach już od dłuższego czasu toczą się dyskusje o możliwości wprowadzenia kapłaństwa kobiet, zniesienia celibatu czy akceptacji stosowania środków antykoncepcyjnych. Intrygujący jest fakt, że debata o nowym soborze odbyła się w Polsce. Nie na świeckim uniwersytecie, ale w kolegium warszawskich jezuitów, a organizatorami sesji były katolickie miesięczniki: „Przegląd Powszechny” i „Więź”. Dyskusji przysłuchiwali się nie tylko młodzi adepci teologii i „liberalni” katolicy, ale także księża i biskup diecezji włocławskiej, Bronisław Dembowski. WIĘCEJ





Turystyka pielgrzymkowa: zjawisko społeczne i gospodarcze

„Dotknąć Papieża”
Iwona Hałgas

Polakiem jest co piąty pielgrzym wędrujący dziś po Europie. Do sanktuariów krajowych i zagranicznych pielgrzymuje rocznie około siedmiu milionów Polaków. Trasy pielgrzymek zagranicznych to tradycyjnie Medziugorje, Lourdes, Fatima – i oczywiście, zwłaszcza jesienią, Watykan, który w ciągu minionych 24 lat odwiedziło aż 3,5 miliona pielgrzymów z Polski. WIĘCEJ





  Duchowość kraju nad Wisłą
  Łukasz Mazurkiewicz

 
„Leksykon duchowości katolickiej”,
  red. ks. Marek Chmielewski,
  Wydawnictwo „M”, Lublin-Kraków 2002.


Pomysł, aby dokonać syntezy katolickiej teologii duchowości, narodził się już w r. 1983 w środowisku Sekcji Duchowości Teologów Polskich, działającej przy Komisji Episkopatu Polski ds. Nauki Katolickiej. Owocem prac członków sekcji była książka pt. „Teologia duchowości katolickiej” (Kraków, 1993), która stała się podręcznikiem dla seminarzystów. Rok później rozpoczęto dyskusję nad kształtem obszerniejszego opracowania. Jak łatwo obliczyć, kolejne osiem lat dzieliło powstanie pomysłu od jego realizacji. Czas to, wydawałoby się, odpowiednio długi, by zadośćuczynić oczekiwaniom tych, którzy liczyli, że dostaną dzieło spójne, rzeczowe i pomocne w życiu duchowym. Czy oczekiwania te spełniono? WIĘCEJ










KRAJ I ŚWIAT




Komputery padły, młodzi przepadli, mężowie zaufania nie budzili zaufania...

Znowu wybory w małej gminie
Jan Młynarczyk

Minęły 4 lata od momentu, gdy jako przewodniczący gminnej komisji wyborczej wręczyłem ówczesnym zwycięzcom zaświadczenia o wyborze do rady gminy (co opisałem w „TP”, nr 43/1998). Przez te 4 lata z nadzieją oczekiwałem kolejnego głosowania. Czas minął szybko, nie zostawiając wyraźnych śladów w otaczającym krajobrazie. Wreszcie nadszedł 27 września, dzień rejestracji kandydatów do nowej rady. O kandydatach na stanowisko wójta mówiło się już od dawna... WIĘCEJ



„Wyborcze zagadki”
Wyniki wyborów komentuje socjolog Jan Jerschina

Ordynacja, według której odbywają się wybory na wójtów i prezydentów, budzi nieco wątpliwości. Czy nie jest tak, że ospała atmosfera tych wyborów wynika z faktu, iż w pierwszej turze kandydaci unikali starć i debat, bo za chwilę mogą siebie potrzebować, aby stworzyć koalicje wyborcze do drugiej tury? WIĘCEJ

Autor jest socjologiem, dyrektorem Instytutu Badań Rynku i Opinii Publicznej w Krakowie.

O wyborach samorządowych pisali u nas również: Andrzej Kaczmarczyk
„Polska morska choroba wyborcza” i Andrzej Brzeziecki „Mali kandydaci w wielkim mieście” („TP” nr 43/2002) oraz Krzysztof Burnetko „Samorząd różne ma imię” („TP” nr 44/2002).






 
Wkrótce „próbne obrady” powiększonego
 Parlamentu Europejskiego z udziałem Polaków


 Nim „Samoobrona” zablokuje Strasburg
  Jürgen Wahl ze Strasburga

 
Parlament w Strasburgu:
 „Jakie europejskie »rodziny« zasilą polscy politycy?”.


W cieniu relacji o negocjacjach między Unią a 12 kandydatami, Parlament Europejski przygotowuje pewien test: podczas jego listopadowego posiedzenia w Strasburgu odbędą się „próbne obrady” z udziałem posłów z krajów kandydujących, wyłonionych przez tamtejsze parlamenty. I choć niewinnie mówi się o „spotkaniu informacyjnym”, to w istocie politycy z Polski, Estonii czy Cypru będą musieli podjąć decyzje, które określą ich przyszłą pozycję w Parlamencie Europejskim, a których skutki mogą wpłynąć także na politykę wewnętrzną tych krajów. WIĘCEJ

Jürgen Wahl (ur. 1929) jest niemieckim publicystą, specjalizuje się w problematyce integracji europejskiej; jest doradcą Fundacji im. Roberta Schumana. Do 1995 r. był redaktorem tygodnika „Rhenischer Merkur”. W 1999 r. ukazał się polski przekład jego książki, poświęconej Europejskiej Partii Obywatelskiej.







„Żeby o nich nie zapomniano”
Z Aleksandrą Rezunow,
organizatorką pomocy dla Czeczenii, rozmawia Jan Strzałka

Czego oprócz pokoju potrzeba Czeczenii?
– By o niej nie zapominano. By świat nie ulegał stereotypowi, że są w tej wojnie dwie strony: dobra i zła. Są wśród Czeczenów dobrzy, przyzwoici ludzie i są zdemoralizowani przez wojnę bandyci. Podobnie Rosjanie: jedni pomagają i współczują ofiarom wojny, inni sieją tu spustoszenie. Widziałam w internecie dyskusje młodych Polaków na temat terroru i wojny na Kaukazie: ich oceny są przerażająco uproszczone... WIĘCEJ

Aleksandra Rezunow jest wieloletnim wolontariuszem Polskiej Akcji Humanitarnej, kieruje Programami Wschodnimi fundacji, a obecnie także Stałą Misją PAH w Inguszetii i Czeczenii.





 

 

 Na ile pojedynczy ludzie mogą wpłynąć na relacje między

 narodami? Pokazujemy portrety Jerzego Pomianowskiego

 i środowiska „Nowej Polszy” oraz Jana Malickiego i Studium

 Europy Wschodniej UW – pracujących na  polsko-rosyjskim

 „polu do (trudnej) rozmowy”.



 Inwestycja na eksport
  Tomasz Potkaj

 
Jerzy Pomianowski
Pomianowski wykładał na włoskich uniwersytetach, przekładał Sołżenicyna i Babla. Mitzner współzakładał „Kartę”, prowadził podziemne wydawnictwo „Krąg” i nawiązywał kontakty z rosyjskim „Memoriałem”. Redlich przez wiele lat był korespondentem TVP w Moskwie. Kulerski – prawą ręką Bujaka w podziemnej „Solidarności”. Gorbaniewska – rosyjską dysydentką, legendą samizdatu. Różni ludzie, biografie, pokolenia; mieszkają w Warszawie, Krakowie, Paryżu. Od trzech lat wspólnie wydają „Nową Polszę”: jedyne pismo robione w Polsce po rosyjsku i dla Rosjan. Od Smoleńska po Władywostok to dziś może najsolidniejsze źródło informacji o Polsce. WIĘCEJ

   
Człowiek z „Obozu”
Krzysztof Burnetko

Mógł zostać historykiem, specjalistą od średniowiecza. Został najpierw redaktorem supertajnego pisma podziemnego, a po 1989 r. współtwórcą instytucji, realizującej jego młodzieńcze idee. Jan Malicki: współzałożyciel jedynego nielegalnego periodyku z czasów PRL, który trwa do dziś, i współzałożyciel Studium Wschodniego na Uniwersytecie Warszawskim. WIĘCEJ





Okrutny teatr świata
Stanisław Lem

Przyszli historycy zauważą pewnie ciekawy fenomen: naród niemiecki, który w XX wieku objawił wielką wojowniczość, podbijając Europę i pół Azji, stał się potem narodem najbardziej z wszystkich pokojowym. Teraz naruszył spójność atlantyckiego przymierza, wstawiając pałkę w szprychy koła prezydentowi Bushowi, który chciał zaatakować Irak. Patrz: www.lem.onet.pl









KULTURA



 Nie tylko o „Koncercie” Krzysztofa Pendereckiego

 Gra z fortepianem w tle
  Tomasz Cyz
 
 
Krzysztof Penderecki
„Kto teraz pójdzie na wódkę z Pendereckim?” – pytała (retorycznie?) Dorota Szwarcman na łamach „Polityki”; „socrealistycznym” nazwał dzieło Chłopecki („»Koncertem fortepianowym« Penderecki ogłasza niewczesny triumf socrealistycznej ideologii”, nurtu, który „w łatwy i przystępny dla prostego ludu sposób miał ambicję go ideowo uwznioślać i unosić ku światu właściwych i słusznych idei”).
Można oczywiście udawać, że nic się nie dzieje. Ale przecież stało się i to bardzo dużo. Padło ważne pytanie (choć sformułowane w duchu niemal cenzorskim...) o „granice krytyki”. Daje się ono rozciągnąć na „granice twórczości”; twórcom największym stawiamy wszak najwyższe wymagania. Powstały spór wpisuje się też w prowadzoną na łamach „TP” dyskusję o „kulturze w szponach polityki” (polityki rozumianej także jako siła niepisanych układów). WIĘCEJ







  „Polaquita”
  Z meksykańską pisarką Eleną Poniatowską rozmawia Marcin Żurek

Octavio Paz mówił, że nie istnieje tu krytyka literacka – że Ameryka Łacińska ocenia swych pisarzy poprzez ich recepcję we Francji czy Anglii. Ja mam wrażenie, że literatura latynoamerykańska bardziej jest popularna w Polsce niż w Meksyku.
– Paz mówił o tym przed wielu laty; od tego czasu sytuacja się nieco poprawiła. Wówczas też nie było dokładnie tak, jak twierdził, bo przecież nie dzięki krytykom europejskim zdobył sławę. Ale prawdą jest, że poważna dyskusja o literaturze to tradycja europejska, która się w Meksyku raczej nie przyjęła.
Jakie znaczenie miała dla Meksyku kanonizacja Juana Diego?
– Uderza mnie, jak łatwo można w sprzyjających okolicznościach zostać świętym; że niektórzy są wytworem fantazji. Ale dla meksykańskich autochtonów szczególne znaczenie ma fakt, że dokonała się kanonizacja jednego z nich. Deklaracja opata Schulenburga, według którego Juan Diego nie istniał, jest dowodem uczciwości, ale i nieznajomości psychiki Meksykanów, którzy będą wierzyć wbrew wszystkiemu. Sądzę, że Schulenburg ma rację, ale Meksyk nigdy mu jej nie przyzna. WIĘCEJ

Elena Poniatowska – rys biograficzny. 





Profesor Nabokov
Leszek Engelking

Autor „Maszeńki” już od lat studenckich pisywał o literaturze, drukował w prasie emigracyjnej recenzje i szkice. Wprawdzie w autobiografii zbył swoją działalność na tym polu w latach 1920–1930 określeniem „mierne krytyczne uwagi”, ale jak trafnie powiadają rosyjscy nabokoviści A. A. Dolinin i R. D. Timienczik, są one niewątpliwie interesujące jako źródło pozwalające poznać zasady estetyczne wczesnego Nabokova. Zarówno jako recenzent, jak i jako autor prozy beletrystycznej „wyznaje” on precyzję widzenia, świeżość nazywania i swobodę zmyślenia. Autor znakomitej biografii pisarza Brian Boyd mówi o pochodzącym z 1922 r. szkicu o Rupercie Brooke’u, że tekst ten „ukazuje już bujną metaforykę dojrzałego krytycznego stylu Nabokova”. (...)
Jest w wykładach Nabokova precyzyjna analiza chwytów artystycznych, stylu, kompozycji, organizacji czasu, charakterystyki postaci, umiejętności opisu i ewokowania detalu. Jest w nich też coś z manifestów literackich, gorące propagowanie takiego modelu literatury, który uważa się za właściwy, i gwałtowne występowanie przeciw innym modelom. I jest wreszcie kawał pełnej entuzjazmu pedagogiki, próba nauczenia studentów tego, co szczególnie cenne: artystycznej lektury i artystycznego zachwytu. WIĘCEJ

Vladimir Nabokov, „Wykłady o literaturze rosyjskiej”. Przeł. z angielskiego Zbigniew Batko. Warszawa 2002, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A.









FELIETONY



JÓZEFA HENNELOWA – Jubilatka się wykręca

EWA SZUMAŃSKA – Może się mylę; Słowa; Bez tytułu


MICHAŁ KOMAR – Badanie opinii publicznej 

MARCIN KRÓL – Słabe rządy


JACEK PODSIADŁO – „Nie ma to jak szkoły w Argentynie”


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

Szczegółowe omówienie


Obraz tygodnia



Kronika religijna

 

Medytacja Biblijna

 

Ks. Mieczysław Maliński

 

Liturgiczne czytania tygodnia


Kobiety w Biblii


Komentarze

 

Przegląd prasy krajowej

 

Przegląd prasy zagranicznej

 

 

Notatki

 

Wśród książek


Mieszaniny

 



Listy 


Listy - apel o pomoc

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl