Turystyka pielgrzymkowa: zjawisko społeczne i gospodarcze


„Dotknąć Papieża”

Iwona Hałgas



Polakiem jest co piąty pielgrzym wędrujący dziś po Europie. Do sanktuariów krajowych i zagranicznych pielgrzymuje rocznie około siedmiu milionów Polaków. Trasy pielgrzymek zagranicznych to tradycyjnie Medziugorje, Lourdes, Fatima – i oczywiście, zwłaszcza jesienią, Watykan, który w ciągu minionych 24 lat odwiedziło aż 3,5 miliona pielgrzymów z Polski.


Jesień to czas najintensywniejszych wyjazdów do Rzymu. „Ludzie chcą nie tylko zobaczyć i usłyszeć Ojca Świętego, chcieliby również go dotknąć – mówi prof. Antoni Jackowski z Zakładu Geografii Religii UJ. – Panuje przekonanie, że jego dotknięcie powoduje cofnięcie się choroby. Skąd to wiem? Rozmawiam ze starszymi osobami, przekonanymi, że Papież ma moc przywracania zdrowia. Tak ludzie wierzą, trudno odmówić im prawa do tej wiary”.
Dla większości pielgrzymów jedyna szansa, aby zobaczyć z bliska Jana Pawła II, to środowe audiencje. Dlatego biura turystyczne i turystyczno-pielgrzymkowe, wykorzystując pragnienie spotkania z Papieżem, umieszczają w programie „audiencję prywatną”, choć czy do takiej dojdzie, do ostatniej chwili nie wiadomo. „Na papieskie audiencje większość przychodzi ze swoimi ciężarami, które przekazuje jakby na barki Papieża. Wielki płacz w czasie tych spotkań świadczy, jak ludzie to przeżywają” – Jackowski, który uczestniczył w spotkaniach z Janem Pawłem II, wspomina historię chorej na raka anglikanki, uzdrowionej ponoć przez papieski dotyk i błogosławieństwo, która funkcjonuje wśród pielgrzymów. „Choć są i tacy, dla których najważniejsze jest zdjęcie z Papieżem” – dodaje. 
Ci, których nie stać na wyjazd do Rzymu, wyruszają popularnymi ostatnio pielgrzymkami „śladami Papieża” po kraju. Od sierpniowej wizyty papieskiej w Polsce rośnie liczba pielgrzymów odwiedzających Łagiewniki, Kalwarię, Tyniec czy Bielany. „To wynika z zaciekawienia ludzi: chcą być w miejscach związanych z Papieżem – uważa ks. prof. Maciej Ostrowski z Papieskiej Akademii Teologicznej. – Jest tu ciekawość turysty, bo jeśli ktoś odwiedza dom przy Tynieckiej 10 czy kamieniołom na Zakrzówku [gdzie mieszkał i pracował przyszły Papież – red.], to trudno mówić o przeżyciu religijnym. Ale jeżeli ktoś zjawia się w miejscu, gdzie Ojciec Święty się modlił, wchodzi w sferę sacrum, zapewne też zaczyna się modlić”.
Ks. prof. Ostrowski podkreśla: „Polacy widzą w Papieżu nie tylko głowę Kościoła, ale i wzór turysty zaangażowanego, uprawiającego »turystykę wychowawczą«. Chodzą jego szlakami, chcą zobaczyć miejsca, gdzie był. Przykładem nawet Babia Góra, odwiedzana przez pielgrzymów: niedawno postawiono tam kapliczkę w miejscu, gdzie Papież się modlił”.

Nocleg za ryż i cukier
„Nam, ludziom, często się w życiu nudzi, stąd oczekujemy czegoś nadzwyczajnego” – ks. prof. Ostrowski uważa, że takie oczekiwanie jest częste u osób pielgrzymujących przykładowo do Medziugorje, miejsca objawień maryjnych nie uznanych dotąd przez Watykan. „Faktem jest, że przybywa tam wiele osób rozchwianych emocjonalnie i tzw. dewotów, choć trzeba też powiedzieć, że toczy się tam normalne, spokojne życie religijne, prowadzone sensownie przez tamtejszych franciszkanów” – mówi ks. Ostrowski.
Właśnie Medziugorje jest drugim po Rzymie miejscem, dokąd najczęściej pielgrzymują Polacy: księża organizują tam wyjazdy na własną rękę, tam też pielgrzymują najbiedniejsi, którzy nieraz podróż „odrabiają” u księdza. „Pielgrzymki te organizowane są nieraz z biednych obszarów, o dużym bezrobociu. Zetknąłem się z tym, że proboszcz sam opłacał w większości koszty pielgrzymki do Medziugorje” – mówi prof. Jackowski. 
Gdyby taki proboszcz powierzył organizację pielgrzymki któremuś z biur podróży, większość parafian pewnie by nie pojechała. „Nasze pielgrzymki do Medziugorie kosztują sporo powyżej 1000 zł, za to nie ma nocnych przejazdów i jest ładny program turystyczny. I jako jedyna chyba grupa z Polski mamy nocleg w hotelu w centrum miasta” – mówi Małgorzata Rudowska-Bulka, właścicielka biura podróży. Ale większość Polaków nocuje na peryferiach Medziugorie, często w zamian za kilogram cukru lub ryżu dla rodzin, z których gościnności korzystają; kierowcy śpią w autokarach. Takie pielgrzymki kosztują ok. 500 zł. Zorganizowana przez zakonników ze Stoczka i zakończona wypadkiem nad Balatonem, kosztowała tylko 400 zł – dla 20 osób był to pierwszy i ostatni wyjazd za granicę. 
To, że tanie pielgrzymki – z nocnymi przejazdami i czasem z noclegami w autokarze – organizować mogą sami księża, wynika z braku odpowiedniej ustawy. Zgodnie z obowiązującymi przepisami księża ci mają podobny status jak nauczyciele organizujący szkolne wycieczki: są zwolnieni z obowiązku posiadania licencji przewoźnika i organizatora. „To nieporozumienie: dlaczego ksiądz ma być zwolniony z wszystkiego, co pielgrzymowi gwarantuje ustawa? A gwarantuje przynajmniej minimalne bezpieczeństwo” – twierdzi Rudowska-Bulka. Najważniejsze byłoby, jej zdaniem, przynajmniej wprowadzenie zakazu przejazdów nocą, bo na istniejący dziś zakaz podróżowania powyżej 9 godzin kierowca zawsze znajdzie sposób. 
Z twierdzeniem, że zagraniczne pielgrzymki powinni organizować koncesjonowani przewoźnicy, zgadza się ks. prof. Ostrowski: „Do Kalwarii wystarczy wynajęcie autokaru, ale przygotowaniem dłuższej pielgrzymki powinni się zająć profesjonaliści. Ksiądz powinien się zajmować tylko programem religijnym”.
Ale choć takich „biednych” pielgrzymek jest sporo – proporcjonalnie do zamożności społeczeństwa – to stereotyp pielgrzyma z definicji ubogiego, najczęściej starszej kobiety-dewotki ze wsi, jest nieprawdziwy. „Dziś pielgrzym odłoży, zaoszczędzi, będzie składał kilka lat, aby pojechać na pielgrzymkę droższą i dobrze zorganizowaną” – mówi Małgorzata Rudowska. 
Trudno też wskazać grupę społeczną, która najczęściej pielgrzymuje. „Pielgrzymki są dla wszystkich. Podróż, a szczególnie ta, której celem jest przemiana duchowa, jest wpisana w naturę człowieka” – zaznacza prof. Jackowski. Szczególnie w naturę Polaka, który pielgrzymował od stuleci. W czasach PRL pielgrzymowanie było także wyrazem protestu politycznego, dziś coraz częściej jest sposobem na zagraniczne wakacje i poznawanie świata. „Pielgrzymka” stopniowo wypierana jest przez „turystykę religijną”: motywy turystyczno-poznawcze stają się równie istotne, co religijne. „Nie sprawdza się już program tylko religijny. Ludzie oczekują, że w Rzymie obok Bazyliki św. Piotra zobaczą też fontannę di Trevi” – mówi Andrzej Świątko, do niedawna właściciel pielgrzymkowego biura podróży (dziś dyrektor hotelu, organizującego przyjazdy turystów do Polski). 
Polski pielgrzym, ten z zasobniejszym portfelem, chce też podróżować wygodniej: nie chce nocować w wieloosobowych pokojach, z łazienką na korytarzu, ani jechać autokarem niskiej klasy. „W organizacji pielgrzymek zauważa się większy postęp niż w turystyce. W tej ostatniej ludzie szukają najtańszej imprezy, nie bacząc nawet, czy jest bezpieczna. Natomiast coraz więcej księży organizujących dla parafian pielgrzymki chce, by były bezpieczne warunki: dobre autokary i przejazdy w dzień” – przekonuje Małgorzata Rudowska, podkreślając, że do Grecji, do której pielgrzymka „Śladami św. Pawła Apostoła” kosztuje u nich 2200 zł, z biurem turystycznym po sezonie można wyjechać już za 400 zł.
Ale z małopolskiej parafii Więcławice, której proboszcz społecznie współpracuje z biurem Małgorzaty Rudowskiej, na pielgrzymki z tym biurem nie wyjeżdża prawie nikt: 2000 zł na kieszeń wiejskiego pielgrzyma to za wiele. Pozostaje mu Licheń, Łagiewniki i Częstochowa. 

Szansa dla Kościoła 
Wśród tych, którzy dysponują większą gotówką, popularne są też pielgrzymki na Ukrainę i Litwę, również śladami Papieża. Po ostatniej papieskiej podróży do Polski dużo osób chce jechać do Wilna, gdzie znajduje się obraz Jezusa Miłosiernego, malowany zgodnie ze wskazówkami św. Faustyny. 
„W Polsce postępuje sekularyzacja i jednym ze sposobów przyciągnięcia ludzi do Kościoła jest organizowanie przedsięwzięć, które wcześniej nie mieściły się w jego działalności. Takim przedsięwzięciem stała się turystyka religijna” – diagnozuje prof. Jackowski. Od tradycyjnej niedzielnej Mszy we własnej parafii atrakcyjniejsza jest wycieczka do sanktuarium: łączy chęć zobaczenia czegoś nowego z potrzebą modlitwy. 
„Nie można ściśle oddzielać turysty od pielgrzyma – zaznacza ks. prof. Ostrowski. – Dla Kościoła jest ważne to, iż on się w sanktuarium pojawił, bo to szansa na jego ponowną ewangelizację. To, że pielgrzym idzie wieczorem do restauracji, nie powoduje, że przestaje być pielgrzymem. Pielgrzymki, na których człowiek tylko by się modlił, są przecież niemożliwe.” 
Co więc odróżnia pielgrzyma od turysty? Chęć duchowej przemiany, potrzeba przeżyć wewnętrznych. Jak ta różnica wygląda w praktyce, mówi właścicielka biura pielgrzymkowego: „Zarówno turysta, jak i pielgrzym zabierają w podróż swoje problemy. Turysta zrzuca je po drodze na sąsiada, pilota, kierowcę, hotel. Pielgrzym swoich problemów nie zrzuca na innych, ale szuka na nie lekarstwa”.
Małgorzata Rudowska cytuje kustosza z sanktuarium z Lourdes: „Nikt z nas nie ma prawa decydować, kto jest turystą, a kto pielgrzymem, bo nikt z nas nie wie, co dzieje się w duszy człowieka nawiedzającego i opuszczającego sanktuarium”. Sama nie stosuje takich klasyfikacji. Na pielgrzymki organizowane przez jej biuro wyjeżdża wielu ateistów. Bywa, że to dla nich pielgrzymka jest największym przeżyciem.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl