Profesor Nabokov

Leszek Engelking



Vladimir Nabokov należał do najbardziej świadomych swego rzemiosła twórców w historii literatury. Nic dziwnego więc, że sporo miał do powiedzenia o pisarstwie innych, zarówno tych, których cenił i wielbił, jak i tych, do których miał zastrzeżenia, których uważał za autorów przecenionych i którymi niekiedy wręcz gardził.


Autor „Maszeńki” już od lat studenckich pisywał o literaturze, drukował w prasie emigracyjnej recenzje i szkice. Wprawdzie w autobiografii zbył swoją działalność na tym polu w latach 1920–1930 określeniem „mierne krytyczne uwagi”, ale jak trafnie powiadają rosyjscy nabokoviści A. A. Dolinin i R. D. Timienczik, są one niewątpliwie interesujące jako źródło pozwalające poznać zasady estetyczne wczesnego Nabokova. Zarówno jako recenzent, jak i jako autor prozy beletrystycznej „wyznaje” on precyzję widzenia, świeżość nazywania i swobodę zmyślenia. Autor znakomitej biografii pisarza Brian Boyd mówi o pochodzącym z 1922 r. szkicu o Rupercie Brooke’u, że tekst ten „ukazuje już bujną metaforykę dojrzałego krytycznego stylu Nabokova”. 

Akademicka kariera
Głównym powodem do chwały twórcy „Lolity” jako autora tekstów o literaturze są jednak rzeczy dużo późniejsze, napisane po angielsku: książka o Gogolu, monumentalny komentarz do własnego przekładu Puszkinowskiego „Eugeniusza Oniegina” oraz wydane pośmiertnie trzy tomy wykładów. Polski czytelnik otrzymał najpierw właśnie owe tomy: „Wykłady o literaturze”, zawierające studia o dziełach pisarzy angielsko-, francusko- i niemieckojęzycznych, „Wykłady o Don Kichocie” i wreszcie wydane teraz „Wykłady o literaturze rosyjskiej”.
Jeszcze we Francji, ale już mając nadzieję na wyjazd do USA i na pracę w tamtejszych uczelniach wyższych, Nabokov zaczął wypełniać liczne zeszyty notatkami do wykładów. W liście do poznanego kiedyś w Pradze Michaiła Karpowicza, który na Uniwersytecie Harvarda uczył historii Rosji, napisał, że ma gotowy roczny kurs wykładów o literaturze rosyjskiej i że wygłasza je na razie w czterech ścianach swego pokoju. Później wspomniał, że zapisał wtedy chyba dwa tysiące stron notatek. 
Do Stanów Zjednoczonych przybył 28 maja 1940 r. Na początku lutego 1941 wygłosił swój pierwszy gościnny wykład – w Wells College. Potem pracował jako wykładowca dla Instytutu Edukacji Międzynarodowej, uczył na kursach letnich organizowanych przez Uniwersytet Stanforda. Na uniwersytecie tym prowadził między innymi zajęcia z twórczego pisania, czytał na nich i komentował swoją powieść „Prawdziwe życie Sebastiana Knighta”. Autor monografii i biografii Nabokova Andrew Field przytacza opinię jednego ze studentów: „Nie pamiętam, żebym robił jakieś notatki na tym kursie. Byłoby to jak gryzmolenie w zeszycie czegoś, kiedy Michał Anioł mówi o tym, jak zaprojektował i namalował sklepienie Kaplicy Sykstyńskiej. W każdym razie nie przypominam sobie, by Nabokov wykładał zgodnie z jakimkolwiek konwencjonalnym rozumieniem tego słowa. Dzielił z nami swoją twórczą działalność i doświadczenie. Na żadnym z kursów w college’u nigdy nie otrzymaliśmy nic równie pożywnego, ale zredukowanie tego do notatek byłoby równie niemożliwe, jak robienie za pomocą młoteczka blaszanek z rolls-royce’a”. 
Później pisarz otrzymał posadę w Wellesley College, a w 1948 r. został profesorem na Uniwersytecie Cornella w Ithace w stanie Nowy Jork i był zatrudniony na tej uczelni do końca swojej kariery uniwersyteckiej. Wygłaszał tam cykle wykładów „Literatura powszechna”, „Mistrzowie literatury europejskiej” i „Literatura rosyjska w przekładach”. W wiosennym semestrze roku akademickiego 1951–1952 otrzymał urlop naukowy i poprowadził gościnne wykłady na Uniwersytecie Harvarda. Były to dwa cykle traktujące o literaturze rosyjskiej, ale najważniejszy był cykl poświęcony powieści. Nowość stanowiło w nim sześć wykładów o „Don Kichocie”, poza tym Nabokov mówił o dziełach, którymi zajmował się na swojej macierzystej uczelni, „Samotni” Dickensa, „Martwych duszach”, „Pani Bovary” i „Annie Kareninie”. 
W lutym 1959 pożegnał się z salami wykładowymi. Sukces „Lolity” zapewnił mu niezależność finansową. 29 września 1959 r. wypłynął z Nowego Jorku z powrotem do Europy. W 1961 osiadł w Montreux w Szwajcarii, gdzie mieszkał do śmierci; zmarł 2 lipca 1977 w szpitalu w Lozannie.
Po rezygnacji z pracy na uniwersytecie Nabokov nosił się z projektem wydania książki opartej na wykładach o literaturze rosyjskiej i zachodnioeuropejskiej, ale nigdy nie znalazł na to czasu. Porzucił też plan opracowania komentowanej edycji „Anny Kareniny”. Nie zachowały się niestety wszystkie wykłady uniwersyteckie Nabokova, ale to, co pozostało, zebrano starannie i opublikowano po śmierci pisarza w trzech tomach w latach 1980–1983.

Nauczyciel i artysta
W Nabokovie-nauczycielu akademickim nie zanikał wcale Nabokov-artysta. Profesor wykorzystywał wykłady do propagowania takiej wizji literatury, jaka mu była najbliższa, typu literatury zbliżonego do tego, jaki sam uprawiał. Jeśli ideałem głoszonej z katedry uniwersyteckiej wiedzy jest obiektywizm, w co osobiście wątpię, to wykłady Nabokova są bardzo dalekie od ideału. „Jestem za mało »akademickim« profesorem, żeby zmuszać się do mówienia o tym, co mi się nie podoba” – powiada. W imię „akademickości” mówił wprawdzie czasem o tekstach, do których miał stosunek negatywny, jednakże wyraźnie podkreślał swój stosunek do nielubianego dzieła i ostro krytykował je z punktu widzenia własnych kryteriów i własnej wizji wielkiej literatury. Chciał ją zawsze rozpatrywać z jedynego interesującego go punktu widzenia, to znaczy „poszukując w niej ponadczasowych wartości artystycznych i indywidualnego geniuszu”. 
Niekiedy uznaje za konieczne nakreślenie w paru zdaniach ogólnego obrazu epoki albo biografii pisarza, ale zaraz od tego odchodzi i koncentruje się na samym dziele. Nie bawi studentów pikantnymi szczegółami z życia twórcy. „Nie cierpię gmerania w drogocennych biografiach wielkich pisarzy i podglądania ich przez płot – powiada – nienawidzę całej wulgarności tego, co nazywamy »zainteresowaniem człowiekiem«. Nie znoszę szelestu spódnic, chichotów na korytarzach czasu – i, jeśli chodzi o mnie, żaden biograf nawet przelotnie nie zerknie w głąb mojego prywatnego życia” (to ostatnie stwierdzenie okazało się pobożnym życzeniem, jako że biografów, nawet najbardziej taktownych, nic nie powstrzyma przed „gmeraniem”). Ważna jest dla niego sztuka, sztuka jako „boska gra”.
Najwspanialszy jest Nabokov w wykładach wtedy, kiedy mówi o dziełach, które ceni i wielbi. W piśmiennictwie rosyjskim są to utwory Gogola, Lwa Tołstoja i Czechowa (oczywiście także Puszkina, ale wykłady o nim do nas nie dotarły). U każdego z nich odkrywa, często wbrew dotychczasowej tradycji historycznoliterackiej, indywidualne cechy artyzmu, które jego zdaniem decydują o wielkości tych autorów. U Gogola ma to być irracjonalizm. Obecny także u innych wybitnych twórców, u niego, zdaniem Nabokova, jest wręcz fundamentem artyzmu. Jak czytamy w wykładzie o „Szynelu”, „ilekroć pisarz próbował zgodnej z literacką tradycją kaligrafii i zaczynał analizować racjonalne idee, posługując się logiką, jego talent ulatniał się bez śladu. Kiedy zaś tak jak w swym nieśmiertelnym »Szynelu«, szedł na całego i zaczynał beztrosko balansować na krawędzi swej prywatnej przepaści, wtedy objawiał się w nim największy artysta, jakiego kiedykolwiek wydała Rosja”. 
Jak widać, Nabokov stawia ulubionym pisarzom również zarzuty, kiedy jest przekonany, że schodzą na artystyczne bezdroża. Tołstoj na przykład, jego zdaniem, popełnił błąd, poświęcając wiele stron „Anny Kareniny” takim sprawom, jak problemy rolnicze związane z gospodarowaniem Lewina, czy też swoim ideom dotyczącym wojny lub małżeństwa. Bo literatura, Nabokov jest o tym głęboko przekonany, nie jest, nie powinna być zestawem idei, tylko systemem obrazów. „Idee nie znaczą wiele w zestawieniu z artystyczną wizją autora i z magią książki”. 
Pisarzom, których nie lubi, Nabokov stawia zarzutów więcej i są one poważniejsze. O Dostojewskim powiada na przykład, że „nie jest wielkim pisarzem, ale raczej miernym – z przebłyskami wysokiej próby humoru, ale także niestety z całymi jałowymi połaciami literackich banałów”. Interesujące wydaje się to zwrócenie uwagi na humor autora „Biesów”, równie interesująco brzmi stwierdzenie, że pisarz ten rozminął się z właściwym dla niego rodzajem literackim: „Jego przeznaczeniem było najwyraźniej zostać największym dramatopisarzem rosyjskim, ale on wybrał niewłaściwą drogę i pisał powieści”. Nabokow wytyka też Dostojewskiemu sentymentalizm i jest to, przyznajmy, zarzut nie pozbawiony podstaw. 
„Należy odróżniać »sentymentalizm« od »wrażliwości« – pisze Nabokov. – Człowiek sentymentalny może być w czasie wolnym niezłym bydlakiem”. Trzeba zauważyć, że z tej cechy sentymentalizmu Dostojewski zdawał sobie sprawę. Przypomnijmy zdania kończące jeden z pierwszych rozdziałów „Braci Karamazow”, a odnoszące się do Fiodora Pawłowicza: „Był sentymentalny. Był zły i sentymentalny”. Notabene, genialne zakończenie rozdziału. Niemniej trzeba przyznać, że świadomość niebezpiecznych koneksji sentymentalizmu nie uchroniła Dostojewskiego przed popadaniem weń w wielu utworach. Innemu uznanemu klasykowi, Maksymowi Gorkiemu, dostaje się od Nabokova za brak wyobraźni i przenikliwości spojrzenia, niski poziom kultury, sztampowość, schematyzm, fałsz i melodramatyczność.

Cenzor, filister, tłumacz
Wykłady na ogół koncentrują się na poszczególnych pisarzach, a ściślej mówiąc, na poszczególnych dziełach. Kilka ma jednak za temat kwestie ogólniejsze. Jeden to odczyt „Rosyjscy pisarze, cenzorzy i czytelnicy”, w którym Nabokov między innymi podsumowuje literaturę radziecką. Powiada o niej, że jest „konwencjonalnie drobnomieszczańska pod względem stylu i beznadziejnie monotonna w swojej potulnej realizacji tej czy innej rządowej dyrektywy”. Jest w takim podsumowaniu trochę uproszczenia, z czego Nabokov częściowo mógł sobie zdawać sprawę, jako że nie wspomina tu o utworach, które cenił wysoko, na przykład o „Zawiści” Jurija Oleszy. Niektórych wartych uwagi dzieł mógł też po prostu nie znać. Stwierdzenie, że „nie ma właściwie różnicy pomiędzy wymaganiami stawianymi literaturze przez faszystów, a tymi, jakie formułowali bolszewicy”, dla nas jest banałem, ale dla niektórych amerykańskich intelektualistów pod koniec lat 50. mogło być szokujące.
Interesujący jest wykład „Filistrzy i filisterstwo”, zwłaszcza, że dla Nabokova kategoria filisterstwa była bardzo ważna. „Filisterstwo – tłumaczy – to nie tylko operowanie zestawem obiegowych poglądów, ale także zestawem frazesów, klisz i banałów wyrażanych za pomocą doszczętnie wyblakłych słów. Prawdziwy filister nie dysponuje niczym oprócz tych trywialnych pojęć, z których w całości jest ulepiony”. Filister jest dla Nabokova antyestetyczny i antyartystyczny, nie interesuje go sztuka, nie zna się na niej, nie jest na nią wrażliwy. To ważne, bo Nabokovowska etyka (a także metafizyka) ufundowana jest na estetyce.
Ciekawy wreszcie jest tekst o sztuce przekładu, ciekawy, bo napisany przez pisarza, któremu zależało na możliwie najlepszych przekładach własnych dzieł, i zarazem przez znakomitego praktyka tłumaczenia. Z Nabokovowskim wyliczeniem warunków, jakie translator musi spełniać, by stworzyć idealny przekład arcydzieła, nie sposób się nie zgodzić: „Przede wszystkim musi mieć taki sam talent, a przynajmniej podobny typ talentu, jak autor, którego wybiera sobie do tłumaczenia. (…) Po drugie, tłumacz musi znać doskonale dwie nacje i dwa języki, z jakimi będzie miał do czynienia, i wiedzieć absolutnie wszystko, w najdrobniejszych szczegółach, o stylu, metodzie pisarskiej tłumaczonego autora, a także o »społecznym kontekście« słów, ich etymologii, ewolucji i historycznych odniesieniach. Tu dochodzimy do punktu trzeciego: będąc człowiekiem wielkiego talentu i wiedzy, tłumacz musi mieć także umiejętność mimikry, to znaczy zdolność utożsamienia się z osobą autora, przyswojenia sobie jego wszystkich trików, jego maniery i języka, nawyków i sposobu myślenia, i to w takim stopniu, aby osiągnąć jak największą wiarygodność”. Niewątpliwie współczesny tłumacz zamierzający przekładać Gogola, Czechowa czy Lwa Tołstoja powinien przeczytać to, co ma o nich do powiedzenia autor „Lolity”.

Jest w wykładach Nabokova precyzyjna analiza chwytów artystycznych, stylu, kompozycji, organizacji czasu, charakterystyki postaci, umiejętności opisu i ewokowania detalu. Jest w nich też coś z manifestów literackich, gorące propagowanie takiego modelu literatury, który uważa się za właściwy, i gwałtowne występowanie przeciw innym modelom. I jest wreszcie kawał pełnej entuzjazmu pedagogiki, próba nauczenia studentów tego, co szczególnie cenne: artystycznej lektury i artystycznego zachwytu. 
Dysponujemy już w tej chwili kompletem uniwersyteckich wykładów Nabokova w dobrym polskim przekładzie („Wykłady o literaturze” i „Wykłady o literaturze rosyjskiej” tłumaczył Zbigniew Batko, przekład „Wykładów o Don Kichocie” jest dziełem Jolanty Kozak). Czas, byśmy poznali jego książkę o Gogolu, w której zresztą znajdziemy rozwinięcie wielu tez z wykładów poświęconych temu pisarzowi, oraz komentarz do przekładu „Eugeniusza Oniegina”, przez wielu uważany za jedno z największych dokonań pisarza.

Vladimir Nabokov, „Wykłady o literaturze rosyjskiej”. Przeł. z angielskiego Zbigniew Batko. Warszawa 2002, Warszawskie Wydawnictwo Literackie MUZA S.A.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl