Człowiek z „Obozu”

Krzysztof Burnetko



Mógł zostać historykiem, specjalistą od średniowiecza. Został najpierw redaktorem supertajnego pisma podziemnego, a po 1989 r. współtwórcą instytucji, realizującej jego młodzieńcze idee. Jan Malicki: współzałożyciel jedynego nielegalnego periodyku z czasów PRL, który trwa do dziś, i współzałożyciel Studium Wschodniego na Uniwersytecie Warszawskim.


Jest rok 1981: „Solidarność” jeszcze istnieje, ale władze już przygotowują się do jej zdławienia. Niewiadomą jest reakcja Moskwy i Polacy zadają pytanie: „Wejdą? Nie wejdą?”. Sklepowe półki są puste. Wydaje się, że uwaga może skupiać się tylko na wydarzeniach krajowych. 
Tymczasem we wrześniu 1981 pojawia się pierwszy numer „Obozu”; jak wyjaśnia podtytuł: „Niezależnego pisma poświęconego problemom krajów ościennych”. Redakcja tłumaczy: „Powodowani przekonaniem, że obecne i przyszłe losy Polski związane są ściśle z przemianami zachodzącymi w całym świecie komunistycznym, postanowiliśmy założyć pismo poświęcone problemom nurtującym społeczeństwa żyjące w tym systemie. Celem naszym jest zaznajomienie czytelnika polskiego z poglądami uczestników opozycji demokratycznej w państwach komunistycznych, a także z historią, tradycjami i kulturą ich narodów”.
Pismo miało być dwumiesięcznikiem. Autorem pomysłu był Jerzy Targalski, w latach 70. wyrzucony z UW młody historyk, specjalizujący się w językach starożytnych (następnie na emigracji jako „Józef Darski” zajmował się tematyką wschodnią w Wolnej Europie). Pismo tworzyli inni pracownicy UW: Andrzej Ananicz (w 1992 r. negocjator traktatu polsko-rosyjskiego, następnie wiceszef MSZ), Marek Pernal (w latach 90. ambasador w Pradze) i Kazimierz Stembrowicz (po 1989 r. w Wydawnictwie Sejmowym). Dołączyli studenci: Robert Bogdański (później prezes PAP), Wojciech Maziarski (publicysta „Wyborczej”). Oraz Jan Malicki. 
Malicki wydaje „Obóz” do dziś. To jedyne pismo, które powstało w podziemiu i „przetrwało” przełom 1989 r. oraz, a może przede wszystkim, wolny rynek – już jako normalny periodyk. 

Tajność, KGB i idee
Współpracę z opozycją Malicki zaczął w 1979 r. od kolportażu pism podziemnych. Potem Jerzy Targalski wciągnął go do prac nad „Obozem”, którego pomysł zrodził się zimą 1980. Latem następnego roku zaczęli układać pierwszy numer. 
Malicki wspomina, pół żartem: „Jurek był tyranem. Każdy z nas miał specjalizować się w jednym z regionów »bloku«. On analizował myśl polityczną i sowietologiczną, Ananicz kwestie narodowościowe w ZSRR, Pernal sytuację w Czechosłowacji, Stembrowicz sprawy rosyjskie, a hungarysta Maziarski Węgry. Mnie Targalski dał prawo wyboru dziedziny, a gdy zdecydowałem się na kraje bałtyckie, kazał mi w pół roku nauczyć się litewskiego, a w ciągu następnych sześciu miesięcy łotewskiego. Na spotkaniach redakcyjnych odpytywał mnie z postępów”.
Nauka nie była łatwa, bo zachowywali ostre reguły konspiracji: słowniki Malicki zdobywał, korzystając z życzliwości zaprzyjaźnionej bibliotekarki, która ich wypożyczenia nie rejestrowała w kartotece. Powód ostrożności: byli przekonani, że Służba Bezpieczeństwa, wyczulona na wszystko, co dotyczy wschodnich sąsiadów, będzie chciała rozbić „Obóz” wszelkimi sposobami. Malicki: „Sądziliśmy, że bezpieka może nas namierzać przez sprawdzanie, kto korzysta z takiego księgozbioru. Niedługo potem musiałem oddać podręczniki, bo władze zarządziły kontrolę trefnych książek w bibliotekach. Nawet oficjalne pisma radzieckie jak »Zwiezda« czy »Krasnaja Armia« prenumerowaliśmy na znajomych. Wtedy [1980-81] opozycja działała niemal jawnie i wiele pism niezależnych podawało adresy redaktorów. Ale sądziliśmy, że pisma o bloku sowieckim komuna nie zniesie i tu jawność byłaby głupotą”.
Obawiali się – nie bez racji, znając dziś praktyki SB i ówczesne realia „od kuchni” – że zadziałać mogą nawet ambasada ZSRR i KGB. Od początku przyjęli więc formułę tajną. Do tego stopnia, że niektórzy działacze „Solidarności” podejrzewali, iż „Obóz” to prowokacja bezpieki.
Za pierwszej „Solidarności” zdążyły ukazać się dwa numery „Obozu”. Poświęcone były ZSRR: systemowi łagrów, wpływom Moskwy w Ameryce Łacińskiej i Afryce, muzułmanom w ZSRR, opozycji na Ukrainie. Zajęto się też oporem społecznym w Chinach, relacjami państwo–Kościół w Czechosłowacji i na Węgrzech, zapaścią gospodarczą w Rumunii, Afganistanem. 
Ponieważ nie ma oficjalnego dostępu do informacji, redaktorzy korzystają z bibliotek uniwersyteckich, analizują oficjalną prasę, ściągają nielegalnie źródła zachodnie. Każdy numer, poza analizami, przynosi kalendaria wydarzeń i przedruki bądź omówienia dokumentów, ogłaszanych przez ruchy opozycyjne. Żałują, że nie mają kontaktów z obywatelami państw „bloku”. Ale boją się ich szukać z obawy przed dekonspiracją. Jednym z niewielu jest dezerter ze stacjonującej w Polsce jednostki radzieckiej, któremu przez pewien czas pomagają się ukrywać. 
Wprowadzenie stanu wojennego nie przerywa pracy: zimą 1982 „Obóz” znowu się pojawia. Równocześnie, co redakcja odnotowuje z satysfakcją, po tematykę wschodnią zaczynają sięgać inne pisma podziemne.

Tamten „Obóz”
Malicki przejął już wtedy (lato 1983) wydawanie „Obozu”. Wspomina: „Jurek kazał mi przygotować następny numer. Dziś łatwo mówić, ale wtedy oznaczało to odpowiedzialność nie tylko za pismo, ale i los współpracowników, drukarzy, kolporterów. A tu jeszcze doszedł Instytut Europy Wschodniej: wymyśliłem, by w podziemiu prowadzić badania naukowe nad historią XIX i XX w. każdego z krajów tego obszaru, gospodarką, ruchami politycznymi. I kwestiami etnicznymi, bo uważaliśmy, że imperium rozpadnie się w wyniku eksplozji bomby narodowościowej. Chcieliśmy analizować dynamikę demograficzną wśród muzułmanów i Rosjan albo rolę religii”.
Instytut Europy Wschodniej miał odwoływać się do tradycji europejskiej „rusologii” i sowietologii. Do jego Rady weszli znawcy Rosji – Jerzy Kumaniecki i Bałkanów – Jerzy Chmielewski (potem wydawca podziemnego pisma „Europa”, po 1989 r. ambasador w Zagrzebiu). Instytut miał mieć bibliotekę, sprowadzać książki z Zachodu, gromadzić prasę oficjalną i nieoficjalną oraz dokumenty ze Wschodu. Oraz prowadzić seminaria i przyznawać magisteria i doktoraty: rozpoczęły się starania o notyfikację ich przez uczelnie zachodnie... „Taki plan mógł powstać tylko w umyśle dwudziestoparolatka. – mówi Malicki. – I przez tę przesadę wpadłem”.
W 1985 r. SB aresztuje Malickiego. „W śledztwie pytali mnie o »Obóz«, bo próbowali skojarzyć te dwie inicjatywy, pismo i Instytut, ale nie mieli dowodów. Pismo było tak zakonspirowane, że w całej jego historii nie zdarzyła się ani jedna wpadka”.
Po ośmiu miesiącach śledztwa dostaje wyrok w zawieszeniu za Instytut. Malicki: „Chcieli oskarżyć mnie o próbę obalenia ustroju siłą, bo podczas rewizji znaleźli karabin mauzer, rodzinną pamiątkę z XIX w. Ale był przerdzewiały i badania balistyczne wykazały, że nie można z niego strzelać. Byłem wtedy na ostatnim roku filologii klasycznej, skończyłem już też historię, gdzie zajmowałem się średniowieczem. Ale gdy wyszedłem, już do tego nie wróciłem. Uznałem, że są rzeczy jeszcze ważniejsze w życiu od studiowania etosu rycerskiego. Zresztą na etat na UW nie miałem szans”.
Tamten „Obóz” – to także kilkanaście książek, wydawanych w ramach „Biblioteki” pisma. Dziś to klasyczne prace: „Trzecia rewolucja. Piotrogród-Kronsztad 1921” Stera, „Przesłuchanie. Obozy pracy w ZSRR” Szifrina, „Białe noce” Begina czy „Utopia u władzy. Historia ZSRR od roku 1917 do naszych czasów” Hellera i Niekricza.

W wolnej Polsce
Dziś Malicki jest także kierownikiem Studium Europy Wschodniej UW.
Zaczęło się tak: po 1989 r. środowisko „Obozu” proponuje władzom Uniwersytetu Warszawskiego powołanie Studium Problemów Narodowościowych ZSRR i Europy Środkowo-Wschodniej. Studium powstaje (i działa do dziś) w ramach Instytutu... Orientalistycznego, przy Katedrze Turkologii. Kieruje nim Malicki, teraz wydawca legalnego już „Obozu”. 
Ruszają konwersatoria i wykłady; z czasem Studium przekształca się w Studium Europy Wschodniej i Azji Środkowej, prowadząc od 1998 r. dzienne studia magisterskie, studia podyplomowe i seminaria (we współpracy z Ośrodkiem Studiów Wschodnich). Od 1999 r. w ramach Studium działa też Szkoła Języków Wschodnich: wśród 16 lektoratów są kirgiski i kazachski. 
Pierwsi absolwenci opuścili Studium w 2000 r.; niektórzy pełnią dziś ważne funkcje w instytucjach państwowych i publicznych. Od ub. roku akademickiego Studium realizuje też program stypendialny dla 25 osób z krajów postsowieckich, a podczas wakacji organizuje Szkołę Letnią; w ciągu 12 lat ukończyło ją 261 słuchaczy ze Wschodu. Malicki: „Kiedy ją zakładałem w 1991 r., chodziło o umożliwienie młodym ludziom z b. ZSRR kontaktu ze światem nauki krajów demokratycznych. Zapraszaliśmy więc wykładowców z Zachodu. Wielu naszych absolwentów zrobiło kariery w swych krajach: w polityce, dyplomacji, mediach”. Teraz jego marzeniem jest ściąganie do Warszawy zainteresowanych tematyką wschodnią młodych ludzi z Zachodu. Znajomość problematyki byłego ZSRR mogłaby stać się polską specjalnością i atutem w UE.
Prócz „Obozu” Malicki od 1991 r. wydaje też „Przegląd Wschodni” – periodyk naukowy, skoncentrowany na historii krajów na wschód od Bugu. „Oczywiście, oba tytuły trafiają do niewielkiego środowiska i utrzymują się dzięki dotacjom i niskim kosztom własnym – zaznacza. – Gdyby autorzy żądali honorariów, pisma musiałyby paść. Ale istnieją. Wydaliśmy 28 numerów »Przeglądu« i 40 »Obozu«”.
Co by się stało z Janem Malickim, gdyby wtedy, 22 lata temu, Jerzy Targalski nie zapytał go, czy nie chce popracować w redakcji nowego pisma podziemnego? Malicki: „Zostałbym pewnie profesorem historii średniowiecza. Spędzałbym czas w archiwach i na przepytywaniu studentów”. „A dzięki temu – dodaje – mam ciekawe życie. Nawet może za bardzo...”.

Tekst ukazuje się równocześnie w „Nowej Polszy”. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl