Mieszaniny


Paradoksy Gombrowicza

Jan Błoński




Jeśli mu wierzyć, istotą działalności artystycznej jest dla Gombrowicza odmowa systemu.
Gombrowicz opierał się o kilkanaście prostych przeświadczeń, które parokrotnie spisywał: 
„Oto pokrótce cechy mojego człowieka:
1. Człowiek stwarzany przez formę, w najgłębszym, najogólniejszym znaczeniu.
2. Człowiek jako wytwórca formy, jej niezmordowany producent.
3. Człowiek zdegradowany formą (będący zawsze »niedo« – niedokształcony, niedojrzały).
4. Człowiek zakochany w niedojrzałości.
5. Człowiek stwarzany przez Niższość i Młodszość.
6. Człowiek poddany »międzyludzkiemu«, jako sile nadrzędnej, twórczej, jedynej dostępnej mu boskości.
7. Człowiek dla człowieka, nie znający żadnej wyższej instancji.
8. Człowiek dynamizowany ludźmi, nimi wywyższony, spotęgowany. („Dziennik”, II 12)

A oto słynne cztery tezy o młodości i piękności:

Pierwsza: Młodość to Niższość.
Druga: Młodość to Piękność.
Trzecia (jakże ekscytująca!): A więc Piękność to Niższość.
Czwarta (dialektyczna): Człowiek jest rozpięty między Bogiem a Młodym” (RG 111).
Z tych przeświadczeń nie złoży się żadna filozofia, o czym Gombrowicz doskonale wiedział. „Nic nadzwyczajnego, taka sobie myśl... – powiedział – a dla mnie jakaż lampa rozświetlająca”. Dla mnie! Dla mnie, artysty. Jeśli bowiem uściślić, uporządkować gombrowiczowskie przeświadczenia, zaraz stają one dęba albo nawet unieważniają się wzajemnie! Piękno jest niższością, zgoda. Czy należy zatem ukorzyć się przed niższym, słabszym, niedojrzałym... czy też, przeciwnie, poniżyć go bardziej jeszcze, aby rozkwitnął bujniejszą pięknością? Oba dobre, odpowiada Gombrowicz, jakby zachwycony niezgrabnością egzegety, który chciałby przyszpilić igraszki pisarza. Czy z twierdzenia, że człowiek rozpięty jest między Bogiem a Młodym wolno wyciągnąć wniosek, że Bóg (= porządek?) jest brzydki? Tak wynika z sylogizmu, ale Gombrowicz powiada, że nigdy Boga nie opuści – chociaż nie wierzy! – ponieważ jest on znakiem „niezniszczalnej potrzeby sensu, sprawiedliwości, miłości”. I co teraz z takim zrobić?
Chyba tylko – poddać się przyjemności, płynącej z wieloznaczenia słów, migotliwości pouczeń, płynności doświadczeń. Zapewne, uściślanie terminów, badanie filozoficznej genealogii gombrowiczowskich przeświadczeń nie jest bez pożytku, przeciwnie. Bawmy się zatem, szanowni czytelnicy!






 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 45 (2783), 10 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl