„W sprawie Czeczenii zabrakło odwagi”

O ograniczeniach i paradoksach ponadpaństwowej sprawiedliwości z Markiem A. Nowickim, międzynarodowym rzecznikiem praw obywatelskich w Kosowie, rozmawia Damian Buniak



DAMIAN BUNIAK: – Obserwując pracę Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu można odnieść wrażenie, że stosuje on inne standardy wobec Europy Zachodniej rozliczanej nawet z małych przewinień, a inne wobec Wschodniej. Dlaczego nie rozpatruje się skarg złożonych przez Czeczenów przeciw Rosji?
MAREK A. NOWICKI: – Musimy ustalić, czego od Trybunału oczekujemy. Czy możemy spodziewać się, że z jego pomocą poradzimy sobie z masowymi naruszeniami praw człowieka? 
– Ale Trybunał może wykazać choć dobrą wolę.
– A jaki mógłby być przejaw takiej dobrej woli? 
Np. orzeczenie w kilku precedensowych sprawach, potępiające Rosję i zmuszające do wypłaty Czeczenom odszkodowań. To byłby sygnał, wysłany przez sędziów, niezależnych od układów politycznych. 
– W sprawie skarg Czeczenów istotnie można zarzucić Trybunałowi zaniechanie i brak odwagi. Wystarczyłoby wybrać 2-3 sprawy czeczeńskie i nadać im priorytetowy bieg. Już się to zdarzało, np. w sprawie Öcalana [skazanego w Turcji przywódcy Kurdów – red.], pani Preaty z Wielkiej Brytanii [chorej nieuleczalnie, która domagała się zgody na legalną eutanazję] albo w sprawie odszkodowań dla osób zarażonych HIV. W tych przypadkach na decyzje czekano tylko kilka miesięcy, co jak na Strasburg jest tempem oszałamiającym. 
Może do tej powściągliwości przyczyniła się Rada Europy, która zaledwie postraszyła Rosję wykluczeniem z jej grona? 
– Nie sądzę, by Trybunał był pod takim wpływem Rady Europy. 




Uchodźcy czeczeńscy 
w obozie przejściowym 
w Inguszetii, rok 2001: 
„Na Zachodzie 
kalkulacja polityczna 
zwyciężyła 
nad prawami człowieka”.




Do czasu konfliktu czeczeńskiego wielu uważało Trybunał za niezależny i odważny. Uchodźcy z Czeczenii, z którymi rozmawiałem w Polsce, pytali, dlaczego Trybunał karze Polskę za przewlekłość postępowania w sprawach sądowych (sprawę z ich punktu widzenia subtelną), a Rosja nie jest karana za zbrodnie w Czeczenii? 
– W Radzie Europy nie było politycznej atmosfery do ostrzejszej reakcji, a w Trybunale, przypuszczam, zabrakło odwagi, by wydać orzeczenie potępiające Rosję. Nikt jednak nie dyktuje Trybunałowi, jak ma rozstrzygać. Swego czasu napłynęło do niego wiele spraw przeciw Turcji, łamiącej podstawowe prawa człowieka. Trybunał znajdował się pod wściekłym ostrzałem ze strony jej władz i, przy innej niż obecnie atmosferze międzynarodowej, „przebijał” się z orzeczeniami potępiającymi Turcję. Nie bez znaczenia jest jednak skład tego organu. Za mało jest w nim ludzi ze szczególnym wyczuciem problemów praw człowieka. 
Sędzia, który zasiadał wiele lat np. w Trybunale Konstytucyjnym zachodniego kraju, może być doskonałym znawcą praw człowieka, natomiast będąc sędzią Trybunału w Strasburgu nie »czuje« ich ducha, bo być może nie potrafi wyobrazić sobie tragedii Czeczena, któremu zburzono dom i wymordowano rodzinę. Czy coraz mocniej jednocząca się Unia Europejska zamknie się w subtelnościach i stworzy, w elitarnym gronie, »Strasburg-bis«, odsuwając na bok Europę Wschodnią?
– Tak się nie stanie. Ratyfikowanie przez Unię Europejską Konwencji Praw Człowieka jest absolutnie konieczne.
– A Karta Praw Podstawowych Unii?
– Trudno powiedzieć, na ile sama Karta zapewni pokrzywdzonym dodatkową ochronę. Jeśli Unia nie ratyfikuje Konwencji Europejskiej, rozszerzanie pola unijnej dominacji może doprowadzić do osłabienia ochrony praw jednostki. Niby dlaczego Unia nie miałaby być kontrolowana przez zewnętrzny sąd, czyli Trybunał w Strasburgu? Bez tej kontroli instytucje unijne same oceniałyby, czy przestrzegają Europejskiej Konwencji Praw Człowieka, a to jest niebezpieczne. 
Już w połowie lat 90., gdy byłem członkiem Europejskiej Komisji Praw Człowieka w Strasburgu, napływało do Trybunału wiele spraw od zdesperowanych ludzi, którzy skarżyli np. 15 państw Unii, a nie samą Unię jako instytucję. Poddanie się Unii pod jurysdykcję Trybunału jest niezbędne z punktu widzenia siły i spójności systemu ochrony jednostki. Jeśli do tego nie dojdzie, będzie trochę jak z administracją ONZ w Kosowie: istnieje po to, by wzmacniać prawa człowieka, ale przez sam fakt, że tam jest, Kosowo nie może być objęte żadnym międzynarodowym systemem ochrony praw człowieka... 
Jugosławia wkrótce przystąpi do Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i będzie »po sprawie«. 
– Niezupełnie. Jakiś czas temu wywołałem ten problem w Strasburgu. Teraz Rada Europy rozmawia z ONZ, co z tym zrobić. Może dojść do tego, że Kosowo będzie jedynym miejscem w Europie (nie licząc Białorusi) nie objętym Konwencją. 
Jeśli Kosowo jest częścią Federacji Jugosławii, to dlaczego zobowiązania, które ona na siebie weźmie, nie obejmą Kosowa? 
– Jugosławia nie może ratyfikować Europejskiej Konwencji Praw Człowieka bez wykluczenia spod jej jurysdykcji terytorium Kosowa, przynajmniej na czas obowiązywania rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ. Moim zdaniem, jeśli Jugosławia nie zastrzegłaby tego, ratyfikacja, z punktu widzenia prawa międzynarodowego, nie powinna być przyjęta, ponieważ kraj ten nie może wziąć na siebie żadnych zobowiązań dotyczących terytoriów czasowo wyłączonych spod jego jurysdykcji [jak Kosowo – red.]. 
To ironia historii: ONZ, która pojawiła się tam w obronie praw człowieka, uniemożliwia mieszkańcom Kosowa np. skorzystanie z międzynarodowych mechanizmów ochrony, zawartych w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka i dostępu do Trybunału w Strasburgu.
Pełniąc w Kosowie funkcję rzecznika praw obywatelskich, spotyka się Pan z problemami, których rozwiązanie przekracza kompetencje ombudsmana, np. oddziały wojsk KFOR są poza jego jurysdykcją.
– Radzimy sobie z tą ułomnością na zasadach partnerskich. Biuro rzecznika pomaga też ludziom w uzyskaniu odszkodowań. Uruchamiamy także instytucje ochrony praw człowieka w krajach, z których pochodzi konkretny kontyngent KFOR. Tak było np. wówczas, gdy dostaliśmy sprawę zastrzelenia człowieka przez żołnierzy z Belgii. Sprawę bada obecnie belgijski ombudsman. Nie jesteśmy więc zupełnie bezbronni wobec KFOR-u. 
– Jak urzędnicy administracji ONZ w Kosowie reagują na Pana działania?
– Czasami wysypką. Nasze biuro nie obchodzi się jednak z nimi delikatnie, szczególnie gdy naruszają prawa człowieka. Urzędnicy działają zgodnie z dyrektywami z Nowego Jorku albo zasadami wynikającymi z natury funkcjonowania organizacji międzynarodowej. Nasze „niedelikatne” wobec nich zachowania frustrują ich. Wykonują przecież sumiennie pracę, tymczasem jakiś rzecznik twierdzi, że nie jest to zgodne ze standardami międzynarodowymi. Kosowo to niestabilny kocioł i ombudsman balansuje tam czasami na granicy jurysdykcji, chodzi po linie.
Misja ONZ, która ma pomóc w utworzeniu w Kosowie de facto demokratycznego państwa, skupiając w swoich rękach władzę wykonawczą i ustawodawczą, narusza trójpodział władzy, czyli jeden z filarów demokracji. Czy Pan próbuje to zmienić?
– W raporcie zaznaczyliśmy, że misja ONZ zbudowana jest na zaprzeczeniu państwa prawa. Tego nie da zmienić się od razu, jednak ONZ zdaje sobie sprawę, że sytuacja, w której się znalazła, nie jest w porządku i trzeba coś z tym zrobić. Przecież administracja ONZ nie jest tylko po to, by opanować żywioł, ale ma być lekcją prawidłowego rządzenia. Ta lekcja trwa już długo i ludzie w Kosowie, zwłaszcza Albańczycy, niecierpliwią się. Chcieliby wreszcie rządzić się sami.


MAREK ANTONI NOWICKI (ur. 1953) – w stanie wojennym publicysta prasy podziemnej, doradca struktur „Solidarności” i współzałożyciel Komitetu Helsińskiego w Polsce; w 1988 r. doradca strajku w kopalni „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu; współzałożyciel Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w Warszawie. 1991-92 pełnił funkcję prezydenta Międzynarodowej Helsińskiej Federacji Praw Człowieka z siedzibą w Wiedniu; 1993-99 orzekał w Europejskiej Komisji Praw Człowieka w Strasburgu, latem 2000 został międzynarodowym rzecznikiem praw obywatelskich w Kosowie. Autor wielu książek o europejskim systemie ochrony praw człowieka. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 44 (2782), 3 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl