
Leszek A.
Moczulski
Krzyk, pola, noc
Październik, 1983, młody poeta Mirosław Tarasewicz
wraca pociągiem z Paryża, jest noc pod Warszawą
Ktoś bierze lichtarz jego ciała za rękę
rwie, ciągnie, dusi
Nieznane ręce przebrane za ludzkie ręce
drzwi wagonu gwałtownie otwarte
Nic i wszystko, ciemność i światłość,
niezakapturzony wiatr, śmierć.
Lichtarz gwiazd, ołtarz pól.
Cisza tam dzisiaj i nasza wolność.
Podobno napisano w raporcie:
„wyskoczył przez małe pulmanowskie okno
w biegu pociągu”
Z Jego Poezji pamiętam:
ludzki byt
jak kruche ciasteczko
wrzesień 1993
|