Do portretu Karoliny hr. Lanckorońskiej


Duch krzyżacki

Józef Lewandowski



„Współpracuje pan z niemieckimi historykami, z Lindenfelser Kreis? Jak panu się współpraca układa? Kto wchodzi w skład kręgu? A na wszelki wypadek opowiem panu o mojej przygodzie w Niemczech. Jest zabawna, ale i pouczająca” – powiedziała Karolina Lanckorońska. Rozmowa toczyła się w sierpniu 1974.


Lanckorońska i ja? Nie przypuszczałem, że możemy się zaprzyjaźnić i gwarzyć. Dzielił nas wiek – Lanckorońska była rówieśniczką moich rodziców, dzieliły bariery społeczne, a również podziały, nazwijmy to, sytuacyjne. Owymi laty systematycznie publikowałem u Jerzego Giedroycia, w ,,Kulturze” i ,,Zeszytach Historycznych”, a Karolina Lanckorońska była filarem polskiego Londynu, na garnuszku jej fundacji znajdowały się zarówno tamtejsze ,,Wiadomości”, jak i Polska Fundacja Kulturalna. Animozje były wzajemne i wyraźne. Okazało się jednak, że mamy sobie dużo do powiedzenia, a pewne wartości wyznajemy wspólnie. Inicjatorem była Pani Karolina, podeszła do mnie 3 sierpnia 1974 w Ognisku Polskim, ja trudniej wynurzałem się z skorupy.
W sierpniu owego roku spotykaliśmy się niemal codziennie. Rozmawialiśmy o wszystkim, najwięcej o historii i historykach. Lanckorońska, hrabianka, dziedziczka nadal pokaźnego majątku, głównie po matce von Lichnowsky, była rzetelnym historykiem, zbierającym polonica we wszelkich możliwych i niemożliwych europejskich archiwach, nadrabiającym opuszczenia polskiego dziejopisarstwa. Właśnie z tymi poszukiwaniami związana jest opowieść.
Krótko przed rozmową Lanckorońska prowadziła kwerendę w RFN, w archiwach Zakonu Krzyżackiego. Nie była w tych archiwach mile widziana, dawano jej odczuć, że duch krzyżacki żyje – jej słowa, zanotowane na gorąco – i że wcielił się w archiwistów. Szczególnie dokuczliwy był dyrektor archiwum, jakiś profesor, nadal przeżywający wielkość i upadek Zakonu. ,,Jaka z pani Polka, pani matka, von Lichnowsky, była Niemką, pani bliscy krewni zajmowali najwyższe stanowiska w Rzeszy i cesarstwie Austro-Węgier! Nazwisko Lanckoroński też niemieckiego pochodzenia, od Landskrony, niemieckiego przecież miasta!”
„Broniłam się niezręcznie – opowiadała Lanckorońska. – Nie mając w zanadrzu lepszych argumentów odparłam, że nazwisko pochodzi nie od miasta, lecz od lancy. Oczywiście, wersja ta nie miała powodzenia, sama też w nią nie wierzyłam. Ale w pewnym momencie przypomniałam sobie: »A w ogóle nazwisko Lanckoroński jest świeżego pochodzenia, wiekami nazywaliśmy się z Brzezia«.
Ledwo to powiedziałam, dostrzegłam, że coś się stało, trafiłam w słaby punkt, uderzenie, choć niezamierzone, jednak trafiło. Dyrektor z miejsca zamilkł, przestał mi dokuczać. Wróciłam do akt, do pracowni, ale po chwili, nim jeszcze zdążyłam zająć się materiałami, podszedł do mnie dyżurny archiwista i zaproponował mi oddzielny pokój do pracy. Wstawiono do pokoju maszynę do pisania, a gdy kończyłam dzień, pan profesor podbiegł i podał mi futro. Nic nie rozumiałam, domyśliłem się tylko, że ta zmiana postaw wiąże się z nazwiskiem z Brzezia.
Tu muszę panu wyjaśnić, że w młodości uważałam się za socjalistkę, pan wie, kto za młodu nie był socjalistą, na starość na pewno będzie świnią. Pan mówi, że to nie Piłsudski, lecz Briand? Tym lepiej. Na starość też nie wyrzekłam się niektórych idei mojej młodości. Mój socjalizm objawiał się głównie w buncie wobec środowiska arystokratycznego i w pogardzie dla fasonów, dlatego przecież zrobiłam studia i pracowałam. Łączyła się z tym również niechęć do genealogii. To mi też zresztą zostało do dziś.
Teraz pobiegłam do biblioteki, na szczęście opodal była taka, uniwersytecka, dobrze wyposażona. Zaczęłam szperać. Znalazłam, i to szybko, że mój przodek w najprostszej linii, Zbigniew z Brzezia, był dowódcą wojsk polskich w bitwie pod Grunwaldem w 1410 roku. Dyrektor krzyżackiego archiwum był lepiej poinformowany o dziejach rodu niż ja”.

*

Polskie podręczniki, od Bobrzyńskiego po najnowsze, dowodzenie wojskami polskimi pod Grunwaldem przypisują to Jagielle, to Spytkowi z Melsztyna, o Zbigniewie z Brzezia nie wspominają. ,,Nowa Encyklopedia Powszechna” podaje natomiast, że Zbigniew z Brzezia, w nawiasie Lanckoroński, data urodzenia nieznana, zmarł 1425, był marszałkiem koronnym, starosta krakowskim, jednym z głównych doradców politycznych Jagiełły, był też ,,jednym z dowódców pod Grunwaldem”. Historycy dyplomacji polskiej więcej udzielają mu uwagi, z uznaniem piszą o jego ambitnej działalności i wielokrotnym posłowaniu. Zasłużył się szczególnie broniąc interesów polskich na dworze papieskim i cesarskim, przeciwdziałając silnym, jak wiadomo, wpływom krzyżackim. 
Od tamtej rozmowy minęło ponad ćwierć wieku. Cóż, takiej opowieści się nie zapomina. Gdy rozmawialiśmy w 1974 roku, Pani Karolina była mniej więcej w tym wieku co ja teraz. Nie przypuszczała zapewne, że przeżyje jeszcze niemal 30 lat. Sądzę, że nie przypadkowo opowiedziała mi tę historyjkę, że chciała, by ją ktoś odnotował w nekrologu. Godzi się więc wstawić ją do portretu zmarłej niedawno Pani. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 44 (2782), 3 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl