Zakończyły się 
6. Targi Książki 
w Krakowie


Hipermarket 
czy święto kultury?


Michał Kuźmiński,  
współpraca: 
Bartłomiej Dobroch





Festiwal literatury czy raczej książkowy hipermarket? Targi książki to już nie tylko stoiska polskich i zagranicznych wydawnictw, setki promocji, długie kolejki po upragniony autograf i rosnące z roku na rok tłumy czytelników. Targi podejmują coraz śmielszą ekspansję poza swoje pierwotne centrum i zaglądają do rozmaitych miejsc w całym Krakowie – kawiarni, pubów, księgarni, kin, kościołów i na uniwersytet. 




Czasem nawet poza Kraków – wręczenie Nagrody Długosza, którą otrzymał w tym roku prof. Jan Błoński za swoją świetną monografię Witkacego, odbyło się tym razem... w kopalni w Wieliczce. Coraz ważniejsze stają się imprezy towarzyszące; ich program pękał w szwach. Organizatorzy krakowskich targów, podobnie zresztą jak i warszawskich, ukuli już nawet odpowiednią maksymę: „Naszym marzeniem jest stworzenie w Krakowie święta książki i święta kultury – powtarza komisarz krakowskiej imprezy Joanna Sułek. – Książka jest najważniejsza, ale chcemy też pokazywać inne sztuki inspirowane przez książkę”. 
To fakt, podczas ostatniego weekendu Kraków żył Targami. Może dlatego, że – jak powiedziała w wywiadzie dla Wirtualnego Wydawcy Grażyna Grabowska, prezes organizującej imprezę firmy Targi w Krakowie S.A. – „statystyczny Polak czyta na rok pół książki, statystyczny krakowianin czyta cztery książki”.
Na Targi przyjechało równo trzystu wydawców. Joanna Sułek podkreśla, że hala przy ul. Zapolskiej może pomieścić trzystu pięćdziesięciu i tylu chciałaby zebrać w przyszłym roku. Tegoroczne targi odbywały się pod hasłem „Węgry”, ale węgierskie tematy nie były szczególnie wyakcentowane wśród innych imprez. W kinie Reduta pokazano przegląd węgierskich filmów, Konsulat Węgier przygotował promocję kilku książek. Nie zabrakło oczywiście „Losu utraconego” Imre Kertésza, tegorocznego noblisty (wydawnictwo WAB); spotkanie poświęcone Kertészowi prowadził konsul i zarazem pisarz Istvan Kovács, którego „Lustro dzieciństwa” (Czytelnik) także znalazło się wśród wystawionych w hali książek.
„Do tej pory chcieliśmy stworzyć dobrą imprezę krajową – mówi komisarz Joanna Sułek. – Teraz, gdy jest już trzystu wystawców z Polski, możemy zacząć bez wstydu zapraszać gości zza granicy” – odpowiada, pytana o plany na przyszłość.

*

Eksponatem numer jeden Targów mogłoby być faksymilowe wydanie „Biblii Gutenberga” – dokładna kopia egzemplarza przechowywanego w Pelplinie, jednego z 49 na świecie. Do tej pory odwzorowano wiernie oprawę i dwadzieścia arkuszy bezcennego, drukowanego na papierze inkunabułu. Papieru do kopii, opatrzonego znakami wodnymi (filigranami), dostarczyła Państwowa Wytwórnia Papierów Wartościowych. Inicjał z pierwszej strony będzie ozdobiony złotem płatkowym. „Bernardinum” i wydawnictwo Geisler i Geisler przygotuje pięćset kopii, z których każda będzie kosztować, bagatela, 11 800 euro. Na tym samym stoisku czekały jeszcze na amatorów starodruków kopie „Kroniki Świata” Hartmana Schedla z 1483 roku – kolorowej wersji niemieckiej, pół roku młodszej od czarno-białej łacińskiej, oraz Kodeksu Baltazara Behema.
Smakowite edytorsko były jak zwykle pozycje małego gdańskiego wydawnictwa „słowo/obraz terytoria”, choćby takie jak „Poetyka komiksu – warstwa ikoniczna i językowa”, trzecia książka Jerzego Szyłaka na ten temat. Wydarzeniem są na pewno dwa tomy korespondencji Zbigniewa Herberta – z Jerzym Zawieyskim (Biblioteka „Więzi”) i z Henrykiem Elzenbergiem (Zeszyty Literackie). Obchodzące właśnie dwudziestolecie „Zeszyty”, wystawiające razem z niegdyś poznańskim, a dziś krakowskim wydawnictwem a5, przywiozły na Targi jeszcze trzy inne książki: pierwsze krajowe wydanie „Solidarności i samotności” oraz „Płótna” Adama Zagajewskiego i eseje Tomasa Venclovy przygotowane razem z Pograniczem.
Padł w tym roku rekord liczby wystawców katolickich. Było ich około czterdziestu, wszyscy zebrani w jednej alejce targowej, gdzie ulokowało się Stowarzyszenie Wydawnictw Katolickich. „Jednym z celów naszej działalności było pokazanie oferty wydawców katolickich na innych imprezach w Polsce, a nie tylko robić i promować swoją, warszawską” – mówi prezes stowarzyszenia, ks. Marek Otolski. Przeprowadzona kiedyś na warszawskich targach próba pokazania tej oferty na jednym stoisku wypadła, jak mówi ks. Otolski, „z różnym skutkiem”. W Krakowie prezentowały się oficyny ciekawe i wartościowe. Nie było ani takich fenomenów jak radykalno-prawicowa „Ad astra”, ani nawet „Nasz Dziennik”.
Na stoisku wydawnictwa „WAM” podpisywał swoją setną już książeczkę ks. Mieczysław Maliński – „Przewodnik po samotności”. Wydawnictwo pokazało też „Apokryfy Nowego Testamentu” pod redakcją ks. Marka Starowieyskiego, w kształcie edytorskim zbliżonym do wydanej wcześniej „Księgi Inkwizycji” Bernarda Gui. „Apostolicum” księży palotynów przygotowało wznowienie „Drogi” kanonizowanego niedawno Josemarii Escrivy, a także trzy pozycje serii „Victores”, adresowane głównie do studentów: o Morusie, Escrivie i Gaudim.
Wielu targowych gości z niepokojem patrzyło na zawartość swoich portfeli. Książki nie są tanie, ale zdaniem Krzysztofa Vargi, taka impreza to nie supermarket: „Ktoś tutaj przyjdzie, obejrzy sobie, kupi jedną książkę i też będzie ok. – mówi pisarz. – Kupi sobie jedną książkę i cały weekend będzie mógł czytać właśnie ją. To piękne i to wystarczy!”

*

Po obejrzeniu w przewodniku targowym planu hali zaglądało się do programu imprez towarzyszących. Jedną z najważniejszych był wieczór autorski Wisławy Szymborskiej, unikającej jak ognia rozgłosu i spotkań masowych. W Sali Szkoły Teatralnej w absolutnej ciszy przeczytała kilka wierszy z tomu „Chwila” (Znak), między innymi, na specjalną prośbę wydawcy, Jerzego Illga – fenomenalną „Wczesną godzinę”. Potem dostojne grono oddało się „wypominkom”, opowiadając przezabawne anegdoty o nieżyjących już pisarzach. Na koniec Illg zapowiedział, że autografów nie będzie; „mimo usilnych próśb poetki” – dodał, wzbudzając powszechną wesołość.
Zupełnie inaczej było na autorskim spotkaniu Doroty Masłowskiej, dziewiętnastoletniej autorki „Wojny polsko-ruskiej...”. W pubie przy ul. św. Jana był tłok i kiepska akustyka, a młoda pisarka nie odpowiadała zbyt wylewnie. Jak przyznała później, „skończyły się jej pomysły na odpowiedzi na te same pytania”. Dostało się Jarosławowi Klejnockiemu, autorowi publikowanej w „TP” krytycznej recenzji „Wojny...”. Wydawca, Paweł Dunin-Wąsowicz aż nazbyt dobitnie przekonywał, że „skoro Klejnockiemu nie podoba się to, że jako inteligent musi czytać o dresiarzach, to nie powinien też sięgać po »Chłopów«, bo to wszak książka o prymitywach”. Andrzej Stasiuk z wydawnictwa Czarne współpracującego z „Lampą i Iskrą Bożą” Dunina mówi nieoficjalnie, że wysłał książkę Masłowskiej swoim znajomym tłumaczom w Niemczech. Boi się jednak, że to rzecz nieprzetłumaczalna. Bo jak na niemieckie realia przełożyć choćby polskiego „dresiarza”?
Kuluarowe informacje mówią też o dwóch udanych transakcjach prawami autorskimi, które zawarły podobno Znak i WAM. To pierwsze takie wydarzenie w historii imprezy, która służy raczej wydawcom do kontaktu z czytelnikiem, niż z sobą nawzajem. 


*

Jest się więc z czego cieszyć: Krakowskie Targi Książki pokazały, że z roku na rok są coraz bogatsze. W krajobraz wydarzeń kulturalnych impreza ta zdążyła już wpisać się na dobre. Pozostaje z nadzieją czekać na przyszły rok. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 44 (2782), 3 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl