„Dziś zbieramy owoce”

Z Siergiejem Kowaliowem, członkiem Dumy i obrońcą praw człowieka, rozmawia Jan Strzałka



JAN STRZAŁKA: – Siergieju Adamowiczu, broni Pan praw ludzkich w Czeczenii, od kiedy na Kaukazie wybuchła wojna. Chronił się Pan razem z nieżyjącym już czeczeńskim prezydentem Dudajewem w piwnicach Groznego, gdy Rosjanie bombardowali miasto. Był Pan wśród tych, którzy w Budionnowsku pertraktowali z ludźmi Basajewa o uwolnienie bezbronnych cywilów. Budionnowsk to był szok dla Rosji: rosyjskie miasto zostało zdobyte przez czeczeńskich terrorystów, wzięto zakładników. Dziś terroryści uderzyli w Moskwie.
SIERGIEJ KOWALIOW: – Z trwogą myślę o konsekwencjach tego, co stało się w moskiewskim teatrze. Boję się o bezpieczeństwo Czeczenów mieszkających w Moskwie i o życie tych, którzy pozostają na Kaukazie. W rosyjskich miastach może nasilić się agresja wobec ludzi pochodzących z Kaukazu, którzy od dawna są ofiarą rasistowskiej dyskryminacji i bezprawnych poczynań władz. A w Czeczenii można oczekiwać czystek, których ofiarami padną cywile. Najkrócej: spodziewam się barbarzyńskiej odpowiedzi Rosji. I w konsekwencji boję się o bezpieczeństwo samych Rosjan, bo kolejną reakcją prześladowanych może być eskalacja terroru. Dziś, kiedy pożar terroryzmu ogarnął Moskwę, otwiera się nowy rozdział wojny w Czeczenii. Przez lata w Rosji panowała niechęć, wręcz tchórzostwo, by spojrzeć prawdzie i podjąć rozumną politykę wobec Czeczenii. Teraz zbieramy owoce zakłamania i strachu przed prawdą.
Trudno uwierzyć, że grupa Czeczenów zakpiła z potężnych rosyjskich służb bezpieczeństwa. Putin obiecywał kiedyś, że »utopi wszystkich terrorystów w kiblu«. 
– Krążą plotki, że terroryści od dawna przygotowywali się do akcji: podobno byli robotnikami zatrudnionymi przy budowie restauracji w teatrze i tak przeszmuglowali broń. Niewiele wiem o Mowsarze Barajewie, ich przywódcy. Wiem sporo o jego krewnym, po którym przejął dowództwo grupy: Arbi Barajew był skończonym łajdakiem, jednym z najokrutniejszych czeczeńskich komendantów. Wsławił się porwaniami i handlem ludźmi. W swoim czasie Arbi, nieżyjący już, związany był też z rosyjskimi specsłużbami. 
Andriej Babicki, dziennikarz porwany na Kaukazie podczas drugiej wojny czeczeńskiej, twierdził niedawno, że oddział Barajewa to fundamentaliści islamscy, i że jeśli Barajew mówił, że kogoś zabije, uczyni to. A miał w ręku życie kilkuset ludzi. Czy władze mogły spełnić jego żądania? 
– Barajew powtarzał żądania bojowników, którzy kiedyś sterroryzowali szpital w Budionnowsku. Byli wówczas zabici, ale większość zakładników ocalała. Winę za tamtą śmierć zakładników ponoszą dowódcy rosyjscy, którzy podjęli niepotrzebną decyzję szturmu na szpital. Byłem jednym z polityków i działaczy Stowarzyszenia Memoriał, którzy dobrowolnie oddali się w ręce Basajewa [dowodzącego atakiem na Budionnowsk – red.], by przekonać go, że nie zostanie zaatakowany i powstrzymać przed przemocą wobec cywili. 
W oczach Czeczenów Basajew był bohaterem. Jeśli jakiś naród jest poniewierany, mordowany, to w końcu zaakceptuje każde środki, dzięki którym może przetrwać i upominać się o swe prawa. Terror ma potworną logikę, której początkiem jest niewinnie przelana krew. 
Ale żądanie, by Rosja w ciągu tygodnia wyprowadziła armię z Czeczenii było nierealne. Kreml nie powinien nawet tego obiecywać, bo niesie to ze sobą ryzyko znacznie większej destabilizacji na Kaukazie. Jednak gdyby władze były mądre, nie powinny szturmować teatru, lecz przyrzec terrorystom, że rozpoczną rozmowy pokojowe na temat Czeczenii. Przedtem strona czeczeńska musiałaby potępić praktyki porywania ludzi i krytycznie ocenić wyprawy komendantów polowych na sąsiednie republiki. Natomiast strona rosyjska winna dać sygnał, że ukarze wszytskich Rosjan odpowiedzialnych za zbrodnie wojenne. Takie rozmowy, zapewne długie, dałyby szansę na zakończenie tej haniebnej wojny. Ale Putin wciąż powtarza śpiewkę o międzynarodowym terroryzmie i nie wierzę, że władze Rosji gotowe są do rozmów pokojowych. 
To, co się wydarzy w najbliższych dniach, będzie testem, czy nasze elity rozumieją konieczność pokojowego uregulowaniu sytuacji na Kaukazie. I czy są świadome, że nigdy nie pokonają partyzantów. 
To zależy też od społeczeństwa. Czy Rosjanie będą się teraz domagać zakończenia wojny, czy rewanżu? 
– W pierwszym dniu dramatu w teatrze Radio Echo Moskwy przeprowadziło ankietę: rozpocząć rozmowy z prezydentem Maschadowem czy walczyć z gadziną, póki nie zostanie starta na proch? Okazało się, że ponad połowa pytanych chce pokoju, a reszta wojny do ostatniego tchu. A przecież słuchacze Echa to ludzie wykształceni, niezależni w swym myśleniu.
Przykłady Budionnowska, Kizlaru czy Pierwomajska, gdzie dochodziło do podobnych akcji, pokazały, że władze nie przejmują się losem zakładników. Za to piętnują „sprawców tragedii”. A są nimi, jak Putin powiedział w telewizyjnym wystąpieniu, nie tylko terroryści, także ci, którzy protestują przeciw wojnie.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 44 (2782), 3 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl