Nr 44 (2782), 3 listopada 2002
Po tragedii w
moskiewskim teatrze
Nieznane oblicze znanej wojny
Anna Łabuszewska

Rodziny zakładników
przed szpitalem
Atak czeczeńskich terrorystów na teatr w Moskwie przebudził
władze Rosji z błogiego snu o stabilnym państwie i wyrwał z
letargu zajęte codziennością społeczeństwo. Wszystkim
postawił szereg pytań: o sens wojny w zbuntowanej Czeczenii, o
metody jej prowadzenia, o stosunek do współobywateli innych
narodowości czy wyznań, wreszcie o ocenę poczynań władz,
nie tylko w kontekście umiarkowanego powodzenia
„gazowego” szturmu sił specjalnych na teatr, ale w
szerszej perspektywie politycznej. WIĘCEJ
Wydarzeń w Moskwie dotyczy również rozmowa z Siergiejem
Kowaliowem – byłym rosyjskim dysydentem, obrońcą
praw człowieka, obecnie członkiem Dumy.
„O pamięć dla nich walczyliśmy”
Niepublikowana opowieść
Aliny Pieńkowskiej, w latach 70. działaczki Wolnych Związków
Zawodowych, jednej z organizatorów strajków na Wybrzeżu w
1980 r.

Obrady MKS.
Od lewej: Zbigniew Kobyliński,
Bogdan Borusewicz,
Andrzej Gwiazda,
Joanna Duda-Gwiazda
i Alina Pieńkowska
Jakiś czas temu chciałem porozmawiać z Aliną Pieńkowską
o ludziach, dzięki którym w sierpniu 1980 r. udało się
doprowadzić do wybuchu strajków na Wybrzeżu, a którzy potem
zostali zapomniani. O bohaterach z, pozornie, drugiego szeregu.
Pokazałem jej swoją listę nazwisk. Wtedy wyjęła album
fotografii ze strajku, dopiero co wydany: Zbigniew Trybek
„Oni tworzyli Solidarność”... Zaczęła komentować
poszczególne zdjęcia, rozpoznawać sytuacje i osoby. Lista
bohaterów tego pierwszego w istocie szeregu się wydłużała.
Potem rozmawiałem z niektórymi z nich. Ciągle zdawało mi się,
że czyjejś relacji brakuje, aby można było ukończyć
tekst... Alina Pieńkowska zmarła 17 października 2002 roku.
KRZYSZTOF BURNETKO
(...) Trzeciego dnia Ewa stała obok Wałęsy, z tubą, jak on
ogłosił o zakończeniu strajku. Lechu mówi: Sukces, tysiąc
pięćset złotych. To dotyczyło tylko stoczniowców.
Stoczniowcy słuchali na wydziałach, przez radiowęzeł, każdy
chciał dobrze słyszeć i każdy wydział miał głośnik i wśród
kolegów zawsze lepiej jest komentować, słuchać, więc oni
sobie jedli, siedzieli, strajkowali i słuchali. Ale były
przecież też inne małe zakłady. Wtedy Henryka Krzywonos z
MPK krzyknęła: „Wyduszą nas jak pluskwy”, a Ewa
stojąc koło Lecha, krzyknęła: „Zdrada”. Lechu próbował
coś mówić, ale chyba go wyklaskali, i powiedział tylko:
„Chcecie strajkować, to strajkujemy”.
WIĘCEJ

Nowe wiersze
LESZKA A.
MOCZULSKIEGO
„Krzyk, pola, noc”
„by
śmierć mieć swoją własną”
„Kiedyś,
teraz”

Ojciec Joachim Badeni,
dominikanin, skończył 90 lat
Bóg działa urokiem
Artur Sporniak
i Jan Strzałka
Był wstrząśnięty dotknięciem Maryi, ogarnął go głód
Eucharystii, nieustannie przystępował do Komunii. Ślubował,
że ofiaruje swój cenny zegarek jako votum dla Matki Boskiej Częstochowskiej,
lecz trudno było mu się z nim rozstać. Gryzło go sumienie,
ale dowiedział się, że dominikanie mają przywilej
zamieniania ślubów. Podczas spowiedzi wyznał, co go niepokoi.
„Głupcze – pociesza go spowiednik – po cóż
Maryi zegarek, w niebie czas nie istnieje, kup dla kościoła
ornat”. Tak uczynił, lecz kiedy podczas wojennej
zawieruchy uciekał kutrem z Maroka, fala porwała zegarek.
Poszedł na dno Atlantyku. „Jeśli kobiecie coś się
obieca – kwituje o. Joachim – ona zawsze znajdzie
sposób, by odebrać to, co się jej należy”.
WIĘCEJ
WIARA

„Gdy więc Jezus ujrzał jak płakała ona i Żydzi, którzy razem z nią przyszli, wzruszył się w duchu, rozrzewnił i zapytał: »Gdzieście go położyli?«.
Odpowiedzieli Mu: »Panie, chodź i zobacz!«. Jezus zapłakał. A Żydzi rzekli: »Oto
jak go miłował!«. Niektórzy z nich powiedzieli: »Czy Ten, który otworzył oczy
niewidomemu, nie mógł sprawić, by on nie umarł?«”.
Perykopa św. Jana o wskrzeszeniu Łazarza wskazuje, że uczucia, które nas
ogarniają podczas listopadowych nawiedzeń grobów naszych bliskich, były
także nie obce Jezusowi. Ale nie to jest prawdziwym pocieszeniem,
kiedy myślimy o śmierci. Prawdziwym pocieszeniem jest wiara w Zmartwychwstanie.
Perspektywę tej wiary kreślą publikowane teksty: ks. Jana Kracika o chrześcijańskiej symbolice światła, reportaż Iwony Hałgas o ludziach
nawiedzających grób ks. Józefa Tischnera w Łopusznej oraz artykuł Marcina
Żurka, ukazujący w jak niezwykły – dla nas, Polaków – sposób śmierć
„oswajają” Meksykanie.
Przy grobie ks. Józefa Tischnera w Łopusznej
„Spotkać Księdza”
Iwona Hałgas
Na odwrocie wizytówki z logo „Amnesty International” ktoś
dopisał: „Wielkiemu człowiekowi, humaniście kapłanowi, obrońcy praw człowieka w Polsce oraz obrońcy autorytetu Kościoła katolickiego Bożego opartego wyłącznie na prawdzie, sprawiedliwości, wolności”. I podpis: „wolontariusz Stowarzyszenia z rodziną”.
Wizytówkę Stanisława Szewczykowa, szefowa zespołu ludowego z Łopusznej, znalazła na płycie grobu ks. Józefa Tischnera.
WIĘCEJ
O Święcie Zmarłych i innych „fiestach” w Meksyku
„Niech mnie zabiją od razu”
Marcin Żurek z Miasta Meksyk

Rysunek
José Guadalupe Posady:
„Śmierć wprawdzie,
ale śmierć radosna”.
Marcel Proust powiada, że „tyle jest światów, ile postrzegających umysłów”. Uwagę tę można odnieść do Meksyku: mnogość „Meksyków” jest bowiem tak wielka, że trudno go obiektywnie opisać. Nie znaczy to jednak, że brak Meksykanom rysów wspólnych. Są narodem melodramatycznym, wierzącym, że całe uniwersum uczuć i norm moralnych wyrazić można w telenoweli. Są otwarci i serdeczni. Tak silnie wierzą w oczyszczającą moc kurtuazyjnych formuł, że wypowiadają je nawet bandyci, sięgając po pistolet. Meksyk jest również tak głęboko religijny, że „wierzący są tu nawet ateiści”, jak czytamy w „Ańos con Laura Díaz” Carlosa Fuentesa. Nade wszystko jednak są Meksykanie narodem, który jednoczy się w upodobaniu do świętowania. „Nasz kalendarz roi się od świąt – pisze Octavio Paz w „Labiryncie samotności”. – W dni świąteczne w zapadłych dziurach i w miastach ludzie modlą się, krzyczą, objadają i upijają, a nawet zabijają w imię Matki Boskiej z Guadalupe czy generała Zaragozy”.
WIĘCEJ
Ognie na grobach
KS. JAN KRACIK
Pod koniec XV wieku kaznodzieja Michał z Janowca nawoływał wiernych, by w Wielką Środę zaprzestali zapalania ogni ku czci zmarłych, jako że czynią to wierząc zabobonnie, iż zmarli przybywają, by ogrzać się przy ognisku. Powstałe w XI wieku i z czasem zaprowadzone w całym Kościele Zachodnim wspomnienie Wszystkich Wiernych Zmarłych w dniu 2 listopada miało wykorzeniać pozostałości przedchrześcijańskich praktyk zadusznych.
(...) Gdyby te niechrześcijańskie wierzenia miały być prawdą, to ów rój szukających ciepła dusz mógłby je dziś znaleźć na samych cmentarzach. We Wszystkich Świętych nad płytami grobów robi się wręcz gorąco od płonących zniczy. Każdy z nich wyraża czyjąś pamięć, jest ich więc mnóstwo. W bezwietrzne popołudnie nad cmentarzem unosi się spalinowa chmura, wieczorem bije nad nim łuna. Liczebnością świateł rządzi logika odwiedzin i przynoszonych upominków. Gdyby to była logika symbolu związanego ze zmarłym, płomyk na grobie byłby jeden, jak jeden stawia się nad nim krzyż, jak jedna jest chrzcielna czy pierwszokomunijna świeca.
WIĘCEJ
Europa osób i narodów
Ks. Jan Słomka

Ks. Marek Stępniak,
„Europa osób i narodów.
Problemy integracji europejskiej
w nauczaniu społecznym Kościoła
(od Leona XIII do Jana Pawła II)”,
Archidiecezjalne Wydawnictwo
Łódzkie, Łódź 2002.
Jedność Europy była dla papieży czymś oczywistym. Trudno tutaj wspominać o dawniejszych czasach, ale przegląd dokumentów papieskich od końca XIX w. nie pozostawia żadnych wątpliwości: Europa to wspólny dom. Taki jest pierwszy wniosek po lekturze książki ks. Marka Stępniaka, „Europa osób i narodów”, która prezentuje wypowiedzi papieskie i inne ważne dokumenty Kościoła na ten temat. Jednak, gdyby pozostać tylko przy powyższym, bardzo ogólnym stwierdzeniu, właściwie nic nowego by się nie powiedziało. Faktu, że Kościół dostrzega jedność Europy nikt w zasadzie nie neguje.
WIĘCEJ
Ważne słowa nietypowo opowiedziane
Ks. Stanisław Obirek SJ

„Dziesięć ważnych słów.
Rozmowy o Dekalogu”.
Zygmunt Bauman,
Wojciech Eichelberger,
Tadeusz Gadacz,
Michał Paweł Markowski,
Tadeusz Sławek,
Jadwiga Staniszkis,
Paweł Śpiewak,
Janusz Tazbir,
Joanna Tokarska-Bakir,
Cezary Wodziński w rozmowie
z Jarosławem Makowskim,
Wydawnictwo Literackie,
Kraków 2002, ss. 182.
Jarosław Makowski chciał zapytać o rzeczy ważne ludzi,
którzy na co dzień nie zajmują się religią, w każdym razie nie wprost. I udało mu się pokazać, że właśnie „nie-specjaliści” mogą uświadomić nam, jak głęboko we współczesnej kulturze zakorzenione są sprawy religijne. Być może głębiej i szerzej niż to sobie uświadamiamy. Otrzymaliśmy książkę, która kwestionuje tezę (nie wiem, na ile rozpowszechnioną, ale jednak powtarzaną), że religia traci stopniowo przestrzeń, że „Bóg jest na wygnaniu” – by użyć sugestywnego obrazu Chantal Millon-Delsol, francuskiej myślicielki.
WIĘCEJ
Autor jest jezuitą, redaktorem książki „Co nas łączy. Dialog z niewierzącymi”, WAM, 2002.
KRAJ I ŚWIAT

Rząd, opozycja, gospodarka
i Unia Europejska
– oraz kryzys
w polskim parlamencie
Granice demokracji
Jan Kofman
To, że marszałek Borowski zdecydował o wyniesieniu z Sejmu posła
Janowskiego, okaże się w przyszłości korzystne dla parlamentu. Zakreślono
granicę – i groźby Leppera, że wszystkim „pokaże”, mogą skończyć się tak, że
zamiast jednego straż marszałkowska wyniesie kilkudziesięciu posłów
Samoobrony. (...) n Już po ostatnich wyborach można było postawić tezę, że polski parlament pozbawiony jest na najbliższe lata silnej opozycji, która w oczach wyborców stanowiłaby realną alternatywę dla rządu. Po niedawnych ekscesach w Sejmie widać, że opozycja jest nie tylko słaba – i w razie przyspieszonych wyborów nie ma szans na stworzenie większości alternatywnej wobec SLD-PSL – ale może być destrukcyjna wobec samego systemu demokratycznego. Tymczasem demokracja bez takiej opozycji, która jest alternatywą dla rządu, staje się demokracją kaleką.
WIĘCEJ
Autor jest politologiem – profesorem w Uniwersytecie w Białymstoku i w Instytucie Studiów Politycznych PAN. Był współzałożycielem, a w l. 1982-94 redaktorem naczelnym niezależnego kwartalnika politycznego „Krytyka”. Wydał m.in.: „Lewiatan a podstawowe zagadnienia ekonomiczno-polityczne II RP. Z dziejów ideologii kół wielkokapitalistycznych w Polsce” (1986) , „Nacjonalizm gospodarczy – szansa czy bariera rozwoju” (1992) oraz (z Wojciechem Roszkowskim) „Transformacja i postkomunizm” (2000).
„Dziś zbieramy owoce”
Z Siergiejem Kowaliowem,
członkiem Dumy i obrońcą praw człowieka, rozmawia Jan Strzałka
– Trudno uwierzyć, że grupa Czeczenów zakpiła z potężnych rosyjskich służb bezpieczeństwa. Putin obiecywał kiedyś, że »utopi wszystkich terrorystów w kiblu«.
– Krążą plotki, że terroryści od dawna przygotowywali się do akcji: podobno byli robotnikami zatrudnionymi przy budowie restauracji w teatrze i tak przeszmuglowali broń. Niewiele wiem o Mowsarze Barajewie, ich przywódcy. Wiem sporo o jego krewnym, po którym przejął dowództwo grupy: Arbi Barajew był skończonym łajdakiem, jednym z najokrutniejszych czeczeńskich komendantów. Wsławił się porwaniami i handlem ludźmi. W swoim czasie Arbi, nieżyjący już, związany był też z rosyjskimi specsłużbami.
WIĘCEJ
„W sprawie Czeczenii zabrakło odwagi”
O ograniczeniach i paradoksach ponadpaństwowej sprawiedliwości z
Markiem A. Nowickim, międzynarodowym rzecznikiem praw obywatelskich w Kosowie, rozmawia Damian Buniak

Uchodźcy czeczeńscy
w obozie przejściowym
w Inguszetii, rok 2001:
„Na Zachodzie kalkulacja
polityczna zwyciężyła
nad prawami człowieka”.
– Jak urzędnicy administracji ONZ w Kosowie reagują na Pana działania?
– Czasami wysypką. Nasze biuro nie obchodzi się jednak z nimi delikatnie, szczególnie gdy naruszają prawa człowieka. Urzędnicy działają zgodnie z dyrektywami z Nowego Jorku albo zasadami wynikającymi z natury funkcjonowania organizacji międzynarodowej. Nasze „niedelikatne” wobec nich zachowania frustrują ich. Wykonują przecież sumiennie pracę, tymczasem jakiś rzecznik twierdzi, że nie jest to zgodne ze standardami międzynarodowymi. Kosowo to niestabilny kocioł i ombudsman balansuje tam czasami na granicy jurysdykcji, chodzi po linie.
WIĘCEJ
MAREK ANTONI NOWICKI (ur. 1953) – w stanie wojennym publicysta prasy podziemnej, doradca struktur „Solidarności” i współzałożyciel Komitetu Helsińskiego w Polsce; w 1988 r. doradca strajku w kopalni „Manifest Lipcowy” w Jastrzębiu; współzałożyciel Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka w Warszawie. 1991-92 pełnił funkcję prezydenta Międzynarodowej Helsińskiej Federacji Praw Człowieka z siedzibą w Wiedniu; 1993-99 orzekał w Europejskiej Komisji Praw Człowieka w Strasburgu, latem 2000 został międzynarodowym rzecznikiem praw obywatelskich w Kosowie. Autor wielu książek o europejskim systemie ochrony praw człowieka.
Ameryka po rajdzie snajpera-psychopaty
Inna lekcja terroru
Mateusz Flak z Nowego Jorku
23 dni. Tyle trwała eskapada 41-letniego Johna Allena Muhammada, który razem ze nastoletnim pasierbem terroryzował 5 mln mieszkańców przedmieść Waszyngtonu, dowodząc – podobnie jak zamachy z 11 września – jak bezbronni są Amerykanie we własnym kraju. Czy przywódcy światowego mocarstwa wyciągną wnioski z tej lekcji?
WIĘCEJ

Amerykański politolog
atakuje Kościół
i stawia absurdalne żądania
Anioł zemsty
z manią wielkości
Joachim Trenkner
z Berlina
Jak to możliwe, że emocjonalny pamflet, któremu specjaliści-historycy postawili najcięższe zarzuty, w tym ignorowanie faktów i manipulowanie nimi tak, by wszystko pasowało pod założoną tezę, sprzedaje się jak świeże bułeczki? Politolog Daniel Goldhagen po raz drugi dowiódł, że to możliwe – najważniejsze, by teza była dość prowokacyjna, a marketing sprawny. I choć tym razem Goldhagen nie wywoła wielkiej debaty, to w Niemczech na jego spotkania z czytelnikami ściągają tłumy, a sama książka sprzedaje się świetnie.
Inny bilans
Historia postawy Watykanu i Kościoła katolickiego podczas II wojny światowej to nie tylko cierpienie (w krajach okupowanych), milczenie czy zaniechanie. Komentując książkę Goldhagena kard. Karl Lehmann, przewodniczący niemieckiego Episkopatu, przypomniał, że historycy szacują, iż spośród ok. 900 tys. Żydów, którym udało się przeżyć wojnę na terenach okupowanych przez Niemcy, 70–80 proc. swój ratunek zawdzięcza instytucjom kościelnym lub ludziom Kościoła, w tym działaniom Watykanu.
Historyk Karl-Joseph Hummel, kierujący badaniami prowadzonymi na zlecenie komisji historycznej Episkopatu Niemiec pisał: „Manuskrypt Goldhagena sprawia wrażenie, jakby nie był czytany w wydawnictwie przez redaktorów, ale od razu trafił do produkcji i działu marketingu. Gdyby za każdy błąd merytoryczny wydawnictwo musiało płacić ćwierć miliona euro [taka kara groziła, gdyby wbrew wyrokowi sądowemu wydawnictwo Siedler rozprowadzało książkę z błędnym podpisem pod opublikowaną fotografią; patrz tekst obok], to przy trzycyfrowej liczbie takich błędów w tej książce, wyszłaby kara wielomilionowa. Czy nie byłoby bardziej ekonomiczne – pomijając wystawiony na szwank wizerunek wydawnictwa – wycofać nakład, a manuskrypt solidnie zweryfikować?”.
Najwyraźniej nie było: wkrótce potem Siedler Verlag dodrukował drugie wydanie.
WP
WIĘCEJ
Sympatyczny koszmar
Stanisław Lem
Był w „Rzeczpospolitej” inteligentny artykuł Ryszarda Legutki, zatytułowany „Brzydota demokracji”. To oczywiście prawda, że w demokracji można wszystko robić, na przykład skakać jak orangutan na mównicy sejmowej, ale Legutko nie uwyraźnił dostatecznie, że jedyną właściwą formą ograniczenia nadmiernej i rozszalałej swobody jest prawo. Dlatego i legislatywa, i egzekutywa, i jurysdykcja muszą być mocne; jeśli ta trójca nie funkcjonuje równomiernie, demokracja jest zagrożona.
Ktoś, kto się na tym lepiej zna ode mnie, powinien uspokoić profesora Legutkę artykułem, w którym wytłumaczy, że demokracja nie jest tak do końca brzydka i ma jednak jakieś plusy. Na pobudzenie apetytu najlepiej działa pobyt w naszych szpitalach, gdzie spotkać można wspaniałych lekarzy, ale wikt jest taki, że po powrocie do domu pacjent rzuca się żarłocznie na wszystkie potrawy. Przez podobny kontrast można odczuć prawdziwy smak demokracji, przykre tylko, że trzeba w tym celu czterdzieści lat siedzieć w młynie komunistycznym.
Patrz: www.lem.onet.pl
KULTURA
Kultura
w szponach polityki
Polityka,
twórczy kłopot
Piotr Śliwiński
„Nikt dziś nie uwierzy w bezinteresowność twojego krytycznego sądu. Każde zdanie będzie dowodem, że uczestniczysz w spisku politycznym Żydów i masonów, albo uknutego przeciw Żydom i masonom” – napisał w 37. numerze „TP”
Andrzej Werner. Jego artykułem „Pióra i maczugi” rozpoczęliśmy debatę o „kulturze w szponach polityki”. Głos zabrali:
Stefan Chwin (nr 38), Jarosław Klejnocki (nr 39),
Przemysław Czapliński (nr 41) i
Anna Nasiłowska (nr 43). Wkrótce zamykająca dyskusję odpowiedź Andrzeja Wernera.
(...) Kiedy radykalne „nie” (Andrzeja Wernera) zostało już powiedziane,
kiedy „tak” (Stefana Chwina) zabrzmiało równie mocno, a na dobitek okazało się, że tertium istnieje (w szkicu Przemysława Czaplińskiego), trzeba zadowolić się przestawianiem akcentów.
Przesunięcie ich w stronę realnego życia literackiego daje być może szansę uniknięcia zakłopotania, które pojawia się, gdy widzimy, jak dorosły i niewątpliwie ambitny mężczyzna zarzeka się publicznie, niczym dziecko złapane na wyjadaniu ze słoika: „władza? polityka? to nie ja, to oni!”. Powinno też pomóc w uświadomieniu sobie charakteru więzi łączącej naszą małą, prywatną polityczność uczestników kultury z polityką w sensie ścisłym. Czynnik polityczny ujawnia się bowiem na trzech poziomach: wewnątrz życia literackiego, w relacjach z mediami oraz w odniesieniu do języka publicznych debat.
WIĘCEJ
PIOTR ŚLIWIŃSKI – historyk i krytyk literatury, ostatnio wydał „Przygody z wolnością” (Znak 2002).
Spory–polemiki
Wojna polsko-polska
Piotr Gruszczyński
Jeden z arcypolskich kompleksów to kompleks arcydzieła. Wszyscyśmy w cieniu wieszczy i noblistów, niegodni tego, by się odezwać, bo grozi nam potworna kompromitacja, że z ust naszych nie wypłynie dzieło zdolne świat zadziwić. Tak przynajmniej uważa Jarosław Klejnocki, który w „TP” nr 42 dał wyraz swej niechęci do „Wojny polsko-ruskiej” Doroty Masłowskiej.
(...) Myślenie Klejnockiego biegnie następującym torem: debiutancka powieść Masłowskiej nie jest arcydziełem, a skoro nim nie jest, to nie jest w ogóle nic warta. Może autorka ma i talent, więc w twarzowej hipokryzji trzymajmy za nią kciuki, ale „»Wojną polsko-ruską« nie zawracajmy sobie po prostu głowy”. Takie właśnie opinie i oceny sprzyjają jedynie nadętym bąblom pretensjonalności, które wypuczają się na powierzchni polskiego stawu kulturalnego i wypuszczają z siebie pełne nieprzyjemnego zapachu arcydzieła grafomanii.
WIĘCEJ
JAROSŁAW KLEJNOCKI „Oda
do dresu” („TP” nr 42/2002)
Adama Zagajewskiego „Obrona żarliwości”
Poszukiwanie blasku
Anna Czabanowska-Wróbel

Adam Zagajewski
„Poezja jest poszukiwaniem blasku” – czytamy w jednym z nowych wierszy Adama Zagajewskiego. Proza eseistyczna poety także może być wędrówką w poszukiwaniu światła,
które nadaje sens istnieniu. Żarliwość, empatia, zdolność do zachwytu, radości, zdziwienia – to postawy rzadko dziś spotykane i w poezji, i w „prozie świata”, dlatego autor „Pragnienia” postanowił wziąć je w obronę.
(...) „Obrona żarliwości” to nie przełom, ale konsekwentna ewolucja i pogłębienie metafizycznego nurtu twórczości Zagajewskiego. Można tu znaleźć dalszy ciąg wątków znanych z wierszy i wcześniejszych esejów, zwłaszcza z tomu „W cudzym pięknie”. To właśnie on był w całości manifestem „życia wewnętrznego”, które, choć niewidzialne, jest nieskończenie bogatsze niż to zaznaczające się hałaśliwie w codzienności. Warto wrócić do poprzedniej książki eseistycznej Zagajewskiego, żeby się przekonać, że wspomnienia z lat studenckiej, krakowskiej młodości stanowiły tu jedynie materię, z której mogła wyrosnąć pochwała tego, co niematerialne. Ta najbardziej „krakowska” książka poety stanowi ukryty traktat o życiu duchowym, zakończony słowami o płonącym gdzieś blisko nas wiecznym Boskim ogniu.
WIĘCEJ
ADAM ZAGAJEWSKI, „OBRONA ŻARLIWOŚCI”. Kraków 2002, Wydawnictwo a5.
O zbiorze poezji „Obrona żarliwości” pisała też Joanna
Olczak-Ronikier w dodatku książkowym („TP” nr
43/2002).
„Kołakowski idzie!”
Z Marcinem Królem i Krzysztofem Michalskim
rozmawia Jarosław Makowski
W poprzednim numerze „Tygodnika Powszechnego” opublikowaliśmy
„Apokryf” z okazji 75. urodzin Leszka Kołakowskiego. Dziś swego rodzaju uzupełnienie prezentowanych tam artykułów: rozmowa dwóch byłych studentów Profesora, o tym, jak Kołakowski wpłynął na ich życie naukowe i prywatne, jaka była jego rola w Warszawie lat 60. i jaką odgrywa współcześnie – w międzynarodowej społeczności intelektualistów.
(...)
JAROSŁAW MAKOWSKI: – Lata świetności tego wydziału bezpowrotnie chyba minęły.
KRZYSZTOF MICHALSKI: – Wydział Filozoficzny Uniwersytetu Warszawskiego przed marcem 1968 r. był naprawdę znakomity. Wtedy nie zdawałem sobie z tego sprawy; dopiero gdy zacząłem studiować, a później uczyć na uniwersytetach amerykańskich i zachodnioeuropejskich, zrozumiałem, co naprawdę straciliśmy w tamtym marcu. Leszek Kołakowski był słońcem, wokół którego obracał się w ten czy inny sposób cały świat ówczesnej uniwersyteckiej filozofii. Przyciągał zewsząd ludzi inteligentnych i ciekawych (nie tylko te panie z pięknymi nogami i milicjantów), z innych wydziałów Uniwersytetu, z ulicy. Dzięki niemu (naturalnie nie tylko, ale – przynajmniej jeśli chodzi o Wydział Filozofii – przede wszystkim) Uniwersytet był zarówno centrum uczoności, jak i życia publicznego. Już wcześniej, w Październiku, 29-letni wtedy Kołakowski – przemawiając na wiecu przed Politechniką Warszawską – lepiej niż inni potrafił ująć w słowa istotę tamtego protestu; jeszcze dziś, prawie pół wieku później, czuje się przekonującą siłę jego słów o tym, „czym jest, a czym nie jest socjalizm” (choć może państwowa własność środków produkcji to nie był taki dobry pomysł). W tym samym czasie Kołakowski tłumaczył i wydawał Spinozę oraz pracował nad – znakomitą – książką o Spinozie, swoją habilitacją.
WIĘCEJ
Wiedeń, 13 października 2002 r.
Marcin Król
– historyk idei, filozof, historyk, redaktor naczelny „Res Publiki Nowej”, profesor Uniwersytetu Warszawskiego. Ostatnio opublikował m.in. książkę „Romantyzm. Piekło i niebo Polaków” (1998).
Krzysztof Michalski – filozof, wykładowca w Wiedniu i Bostonie, dyrektor naukowy wiedeńskiego Instytutu Nauk o Człowieku, współorganizator dyskusji filozoficznych w Castel
Gandolfo. Opublikował m.in. pracę „Heidegger i filozofia współczesna”, przygotowuje książkę poświęconą filozofii Fryderyka
Nietzschego.
23 października
– w dniu 75. urodzin
Leszka Kołakowskiego
– redakcja „Tygodnika Powszechnego”
zaprosiła na Jego „krakowskie” urodziny najznamienitszych gości. WIĘCEJ

Zakończyły się
6. Targi Książki
w Krakowie
Hipermarket
czy święto kultury?
Michał Kuźmiński,
współpraca:
Bartłomiej Dobroch
Festiwal literatury czy raczej książkowy hipermarket? Targi książki to już nie tylko stoiska polskich i zagranicznych wydawnictw, setki promocji, długie kolejki po upragniony autograf i rosnące z roku na rok tłumy czytelników. Targi podejmują coraz śmielszą ekspansję poza swoje pierwotne centrum i zaglądają do rozmaitych miejsc w całym Krakowie – kawiarni, pubów, księgarni, kin, kościołów i na uniwersytet.
WIĘCEJ
Do portretu Karoliny hr. Lanckorońskiej
Duch krzyżacki
Józef Lewandowski
„Współpracuje pan z niemieckimi historykami,
z Lindenfelser Kreis? Jak panu się współpraca układa? Kto wchodzi w skład kręgu? A na wszelki wypadek opowiem
panu o mojej przygodzie w Niemczech. Jest zabawna, ale i pouczająca” –
powiedziała Karolina Lanckorońska. Rozmowa toczyła się w sierpniu 1974.
WIĘCEJ
Po śmierci Karoliny Lanckorońskiej pisali o niej również:
Lech Kalinowski („Virgo
militans”, „TP” nr 36/2002) i Małgorzata
Dzieduszycka („Długi krwi”, „TP” nr
37/2002).
FELIETONY
JÓZEFA
HENNELOWA – Kwestia słownika
MAŁGORZATA
MUSIEROWICZ – To ja, kos
MARCIN
KRÓL – Autorytet parlamentu
JACEK PODSIADŁO
– 7 x 7 = 102. Zabawne,
co?
|