Przy grobie ks. Józefa Tischnera w Łopusznej


„Spotkać Księdza”

Iwona Hałgas 



Na odwrocie wizytówki z logo „Amnesty International” ktoś dopisał: „Wielkiemu człowiekowi, humaniście kapłanowi, obrońcy praw człowieka w Polsce oraz obrońcy autorytetu Kościoła katolickiego Bożego opartego wyłącznie na prawdzie, sprawiedliwości, wolności”. I podpis: „wolontariusz Stowarzyszenia z rodziną”. 
Wizytówkę Stanisława Szewczykowa, szefowa zespołu ludowego z Łopusznej, znalazła na płycie grobu ks. Józefa Tischnera. 
Nie tę jedną zresztą: ludzie, którzy przyjeżdżają na ten grób – a jest ich wielu, właściwie coraz więcej – zostawiają też wiersze, modlitwy, podziękowania. „W lipcu ktoś zostawił na płycie grobu zdjęcie Księdza, wycięte z gazety i oprawione w ramki. Może brakowało mu w tym miejscu portretu?” – zastanawia się pani Stanisława, która przy grobie jest prawie codziennie. Nie tylko dlatego, że mieszka obok cmentarza, a jej rodzina przyjaźniła się z Księdzem. „Naszej społeczności powinno zależeć, by to miejsce zawsze było posprzątane, bo ono świadczy o nas. Jest naszą wizytówką” – podkreśla.


Góry zamiast książek

Grób znaleźć nietrudno: obok kaplicy cmentarnej, z dużym drewnianym krzyżem. Na małym parkingu przy łopuszańskim cmentarzu – prowadzą do niego ze wsi drogowskazy – autokary i samochody zatrzymują się niemal codziennie. „Ludzie chcą się pomodlić przy grobie Księdza Profesora – mówi Szewczykowa. – Nieraz bardzo długo stoją nad płytą. Nie pytam, dlaczego tu są, nie chcę przeszkadzać. Ale myślę sobie, że po prostu chcą poczuć jego obecność”.
Przyjeżdżają ci, którzy znali Tischnera osobiście, którzy kiedyś się z nim spotkali, np. na rekolekcjach, albo którzy znali go tylko przez lekturę „Tygodnika” czy książek. „Niedawno cmentarz odwiedziło młode małżeństwo. Stali obok nagrobka z książką w ręku. Powiedzieli mi, że przyjechali tu przeczytać myśli Księdza, żeby im to lepiej weszło do głowy” – opowiada Szewczykowa.
„Myślę, że przyjeżdżają po prostu spotkać się z Księdzem – mówi Marian Gromada, malarz z sąsiedniego Ostrowska. – Niektórzy nawet z drugiego końca Polski. Z szacunku dla tego człowieka, z duchowej potrzeby. Żeby jeszcze raz z nim pobyć.”
„Ta płyta przypomina mi Księdza: mocna, duża, surowa. Ale też trzeba ją zderzyć z czymś delikatnym, subtelnym, bo on taki był: w mocnej postaci górala wrażliwa osoba” – tak Gromada mówi o grobie autora „Filozofii po góralsku”, na który składa się wielka płyta z piaskowca i drewniany krzyż. Niedługo zastąpi go krzyż z mosiądzu, od podhalańskiego kowala; przez ażurowe wzory w kształcie serc-parzenic widać będzie niebo.
„Chciałem, żeby ten grób miał swoją urodę. Niektórzy krytykują tę płytę, że za ciężka. Ale ten kamień uformowała natura, jest niepowtarzalny, jak niepowtarzalny jest Tischner. A on bardzo lubił piaskowiec” – podkreśla Gromada, autor wielu portretów Księdza. 
W kształcie płyty niektórzy dostrzegają zarys grzbietu Gorców, inni – ciało przykryte całunem. Z pierwotnego planu wyrzeźbienia w piaskowcu książek, między którymi biec miała droga prowadząca do krzyża, została tylko ta ostatnia. „Chyba sam Ksiądz nie chciał książek. Kiedy gwałtownie dyskutowaliśmy o tym projekcie, ze ścian spadły dwa obrazy – śmieje się Gromada. – A potem piaskowiec pod uderzeniem dłuta rozpadł się na dwie części”. Ta z zarysem gór, symbolem wolności, spoczęła na grobie Księdza.
Gromada często bywa przy grobie. Lubi, kiedy piaskowiec pokryją opadające liście czy śnieg. Albo samotne róże, jak ta, którą ktoś zostawił wczoraj. Aspekt estetyczny, o tym Gromada jest przekonany, ma też znaczenie dla tego miejsca. Miejsca, gdzie następują Spotkania. 

Magnes Łopusznej

„Nie ma ludzi niezastąpionych, ale jeden był tylko x. Tischner i nikt go nam nie zastąpi” – tak w księdze pamiątkowej Łopusznej 4 maja 2001 r. wpisał się „Wolny człowiek”. W księdze (czerwony zeszyt formatu A4) są wpisy z Gdańska, Torunia, Słupska, Elbląga, Katowic, Warszawy... Większość z podziękowaniem: za „dar księdza Tischnera”, za możliwość „dotykania miejsc po których chodził wspaniały człowiek i pasterz Kościoła” (wpis dwóch księży z Podola na Ukrainie). 
„Łopuszna już jest miejscem pielgrzymkowym. Co do tego nie mam wątpliwości, kiedy patrzę na liczbę odwiedzających. Jest ona znacznie większa niż przed śmiercią ks. Tischnera” – mówi proboszcz ks. Jerzy Raźny. „Nawet ceny działek poszły tu w górę” – dodaje. 
Jeszcze dwa lata temu w Łopusznej turyści odwiedzali przede wszystkim 500-
-letni drewniany kościół i dwór Tetmajera. Teraz najważniejszym miejscem jest grób Księdza. „Dużo się tu dzieje, przez te dwa lata, w związku z księdzem Tischnerem, choć to raczej inicjatywy spontaniczne niż formalne. To chyba jednak byłoby bliższe Księdzu Profesorowi” – zastanawia się ks. Raźny. Dzień Tischnerowski, rajdy tischnerowskie, zawody im. ks. Tischnera, miejscowa kapela góralska, wystawa prac dzieci w domu kultury – to niektóre z lokalnych inicjatyw, którym Ksiądz patronuje. Gmina chce utworzyć izbę pamięci: „Ważne jest, żeby to miejsce było żywe, nie przypominało muzeum, bo to by się bratu nie spodobało – mówi Kazimierz Tischner, najmłodszy brat Księdza. – Ale o tym, jak będzie wyglądać, zadecydują mieszkańcy Łopusznej. On chciał zostać z nimi. Wybrał Łopuszną, nie Stary Sącz, gdzie leżą rodzice”. Kazimierz z żoną Janiną po raz drugi organizowali rajd szlakami ks. Tischnera: biorą w nim udział delegacje ze szkół, które wybrały go na patrona. 
„Wydaje mi się, że wokół grobu ciągle się coś dzieje, zwłaszcza latem, gdy przyjeżdżają ludzie z całej Polski, nie tylko z regionu – dodaje Janina Tischner. – Nasi ludzie odczuwają, że on już z nimi jest i wystarcza, że odwiedzają grób na Wszystkich Świętych i w rocznicę śmierci. Ale dla tych z drugiego końca kraju, którzy zetknęli się z Księdzem albo z jego książkami, słowo Łopuszna to magnes. Ile razy jestem na cmentarzu, zawsze kogoś spotykam: stoją w milczeniu, starsi, młodzi, studenci i emeryci”.
„To jest spuścizna regionu: Orkan, Tetmajer i ks. Tischner. On na nowo rozbudził zainteresowanie Podhalem. Nawet w kazaniach najchętniej cytował Tetmajera” – podkreśla Janina. 
„Mam wrażenie, że lokalne władze nie do końca zdają sobie sprawę, ile zawdzięczają ks. Tischnerowi. Gdyby nie on, nikt by nie słyszał o Łopusznej. W ogóle tyle, co górale zawdzięczają Tischnerowi, to chyba nikomu wcześniej” – podkreśla Marian Gromada, który zawdzięcza Księdzu wstępy do swoich dwóch katalogów i wsparcie w przekonaniu o wartości swej sztuki. „Każdy człowiek potrzebuje kogoś, kto potwierdzi sens jego pracy. Dla mnie tą osobą był Ksiądz” – mówi Gromada. 

Westchnąć do Tischnera

W czerwonym zeszycie, który przyjezdnym udostępnia proboszcz, pod datą 30 sierpnia 2001 r. ktoś napisał: „Ten cudowny Kościółek, piękni ludzie i ciągle..., ciągle jest w nim Ksiądz – Święty Józef Tischner”. 
„Gdy mam problem do rozwiązania, to nieraz zdarza mi się westchnąć do mądrości ks. Profesora” – wyznaje Wiktor Wąsowicz, pracownik biura podróży w Nowym Targu i inicjator łopuszańskich spotkań „Wokół myśli Księdza Profesora”. Wąsowicz mieszka w starej szkole, której kierownictwo w latach 70. jego rodzice przejęli po Tischnerach. 
„Ksiądz bardzo nam we wszystkim pomaga. Wiele razy zwracaliśmy się TAM do niego z prośbą. Żeby np. w tegorocznym rajdzie wszystko wyszło. No i stwierdzamy, że chyba wyszło, choć pogoda nie dopisała. Chodziło mu chyba o to, byśmy doświadczyli czegoś nowego” – zastanawia się Janina Tischner. Tym nowym była Kiczora, ulubione miejsce Księdza, w niesamowitej lodowej szadzi, którą uczestnicy rajdu zobaczyli schodząc z Turbacza. „To był niesamowity widok, dla dzieci i nas wszystkich” – dodaje. 
„Może dla wielu stwierdzenie, że Księdzu przysługuje tytuł Sługi Bożego, wyda się przesadą. Ale mówię to z głębokim przekonaniem, jako świadek jego życia i cierpienia, i jego kapłaństwa, świadomy, ilu ludzi przyprowadził i ciągle przyprowadza do Chrystusa” – mówi ks. Jerzy Raźny. O sobie ks. Raźny powie, że czuje się kustoszem grobu Tischnera. 
„Jeśli za cud uznać ukończenie przeze mnie studiów czy wybór przyszłej żony, bo to zawdzięczam pomocy Józka, to pewnie brat mógłby zostać świętym” – uśmiecha się Kazimierz Tischner. 
Takich „cudów”, jak pomoc studentom, inicjowanie różnych działań społecznych, pomoc w szkoleniu miejscowych rolników za granicą, albo po prostu pomoc chorym, Łopuszna doświadczyła za życia Księdza całkiem sporo. 
Także dlatego pamięta.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 44 (2782), 3 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl