Adama Zagajewskiego „Obrona żarliwości”


Poszukiwanie blasku

Anna Czabanowska-Wróbel





„Poezja jest poszukiwaniem blasku” – czytamy w jednym z nowych wierszy Adama Zagajewskiego. Proza eseistyczna poety także może być wędrówką w poszukiwaniu światła, które nadaje sens istnieniu. Żarliwość, empatia, zdolność do zachwytu, radości, zdziwienia – to postawy rzadko dziś spotykane i w poezji, i w „prozie świata”, dlatego autor „Pragnienia” postanowił wziąć je w obronę.



Zagajewski występuje przeciw „letniości” tych, którym „nic nie doskwiera”, żyjących „senza flash”, bez błysku i bez blasku. Tradycja biblijna podpowiada wzór takiego manifestu: „Znam Twoje czyny, że ani zimny ani gorący nie jesteś. Obyś był zimny albo gorący! A tak, skoro jesteś letni i ni gorący, ni zimny, mam cię wyrzucić z mych ust: Bo mówisz »jestem bogaty« i »wzbogaciłem się« i »niczego mi nie potrzeba«, a nie wiesz, że to ty jesteś nieszczęsny i godzien litości, i biedny i ślepy i nagi. Radzę ci kupić u mnie złota w ogniu oczyszczonego (...)” (Ap 3,15-18). Natchnione słowa, które „syn gromu” święty Jan kieruje do jednego z siedmiu Kościołów, do opływającej w dostatki, bogatej Laodycei. Do głoszenia takiej apokaliptycznej prawdy zachęcał Zagajewskiego Herbert w na poły żartobliwym i całkowicie poważnym wierszu:

Tej garstce która nas słucha należy się piękno
ale także prawda
to znaczy – groza
aby byli odważni
gdy nadejdzie chwila. 


W „Obronie żarliwości” Zagajewski nie przyjmuje jednak tonu profety. Jako przeciwwaga dla tego, co wzniosłe i wymagające, pojawiają się osobiste wspomnienia, a w nich miasta i ludzie. „Tylko rzeczy duchowe są naprawdę zajmujące. Ale prawie nie można o nich mówić – bo są przezroczyste jak muślin. Można mówić tylko o ludziach i rzeczach – tak, żeby rzucały cień” – pisał w tomie „W cudzym pięknie”. Mówi spokojnie, bez patosu i z uśmiechem, który pojawia się już na pierwszej stronie w przekornie wybranym motcie z Basho. Element autoironii i ciepłego humoru, który rozświetla książkę, nadaje lekkości poważnym kwestiom. 

W liczbie pojedynczej

„Obrona żarliwości” to nie przełom, ale konsekwentna ewolucja i pogłębienie metafizycznego nurtu twórczości Zagajewskiego. Można tu znaleźć dalszy ciąg wątków znanych z wierszy i wcześniejszych esejów, zwłaszcza z tomu „W cudzym pięknie”. To właśnie on był w całości manifestem „życia wewnętrznego”, które, choć niewidzialne, jest nieskończenie bogatsze niż to zaznaczające się hałaśliwie w codzienności. Warto wrócić do poprzedniej książki eseistycznej Zagajewskiego, żeby się przekonać, że wspomnienia z lat studenckiej, krakowskiej młodości stanowiły tu jedynie materię, z której mogła wyrosnąć pochwała tego, co niematerialne. Ta najbardziej „krakowska” książka poety stanowi ukryty traktat o życiu duchowym, zakończony słowami o płonącym gdzieś blisko nas wiecznym Boskim ogniu.
Nowy tom stanowi programową wypowiedź Zagajewskiego. Współautor (z Julianem Kornhauserem) „Świata nie przedstawionego” zna dobrze poetykę manifestu literackiego – pisał go w latach 70. w imieniu swego pokolenia. Tak jak wtedy, i teraz nie chodzi wyłącznie o literaturę. Ale w przypadku „Obrony żarliwości” mamy do czynienia z manifestem bardzo osobistym. Przemawia się tu w liczbie pojedynczej, nigdy w imieniu „my”. Wtedy chodziło o społeczeństwo, teraz – o człowieka. Wyjątkowy charakter eseistycznych manifestów Zagajewskiego polega również na braku presji wywieranej na odbiorcę, niczego się tu nie narzuca, jedynie delikatnie zachęca, by pójść w kierunku proponowanym przez autora.
Retoryka najwyższej próby pozwala na swobodne przejścia od argumentów poprzez dygresje do narracji: wspomnienia, przypowieści, relacji. U przeciwnika współczesnej postawy ironicznej może się wydać zaskakujące sięganie po dobrze znaną starożytnym ironię retoryczną. Tak jak bywały pozorne pochwały (choćby Erazmiańska „Pochwała głupoty”), były też obrony w szacie krytyki. „Przeciw poezji” to wielka mowa w obronie poezji na początek nowego wieku. „Obronę żarliwości” cechuje ta sama kondensacja znaczeń, którą spotyka się w poezji. Przejrzysty język pozwala mówić jasno i precyzyjnie o skomplikowanych kwestiach, a metafory umożliwiają osiągnięcie bogactwa znaczeń. 
Nowy tom pojawia się w roku, w którym wydano dwie różne (i obie warte uwagi) książki o poezji Zagajewskiego: Tadeusza Nyczka („Kos”) i Jarosława Klejnockiego („Bez utopii?”). Jeszcze zanim ukazała się „Obrona żarliwości”, zawarte w niej wypowiedzi drukowane w „Zeszytach Literackich”, zwłaszcza „Uwagi o wysokim stylu”, wywołały liczne dyskusje. Zagajewski, traktowany często jako klasycysta, ujawnia w „Obronie żarliwości” romantyczny rys swojego pisarstwa, a raczej udowadnia, że opozycja klasycyzm-romantyzm jest w jego przypadku nieaktualna. Przydatny byłby raczej termin „ekspresywizm”, stosowany przez Charlesa Taylora w jego „Źródłach podmiotowości”. 
Jeden z esejów opowiada o lekturze dzieł Nietzschego w latach studenckich, dzieł, które wciąż inspirują tyle odmian mniej lub bardziej niepokojącej żarliwości. Pokusy niebezpiecznej wzniosłości znał Mircea Eliade, którego Zagajewski kiedyś tłumaczył, Cioran, o którym pisze, wreszcie Ernst Jünger, na temat którego wypowiadał się w (nie zamieszczonym jednak w nowej książce) szkicu drukowanym w „Tygodniku Powszechnym” w roku 1991. Dwie niebezpiecznie skrajne postawy reprezentowane były tam przez „esencjalistę” Jüngera i egzystencjalistę Sartre’a. Pierwszy z nich wydaje się Zagajewskiemu groźniejszy, ale ciekawszy. Twórcy, z którymi zmaga się autor „Obrony żarliwości”, mówią o nim samym równie dużo, jak ci, którzy mu patronują.
Zagajewski dobrze zna obu nauczycieli współczesnego Hansa Castorpa i wie, że bardzo zmienili się nie tylko od czasu wydania powieści, ale i od polskiej nowofalowej dyskusji o nich. Obaj – Naphta i Settembrini – występują dziś najczęściej w uproszczonych wariantach, ujawniając przede wszystkim słabe strony. Tymczasem z zalet każdego z nich, życzliwego liberała i demonicznego fundamentalisty, chciałoby się ulepić jedną niesprzeczną osobowość. Gdyby tylko żar i głębia jednego z nich mogła zostać połączona z tolerancją i demokratyzmem drugiego... 

Ludzie i miasta

W „Obronie żarliwości” znalazły się wycieniowane portrety ludzi i wizerunki miast, podobne do tych, jakie znamy z poezji. W twórczości Zagajewskiego da się odnaleźć symetrię wierszy i esejów, wzajemne przenikanie poezji i prozy. Bywają wiersze jak małe traktaty, maksymalnie skondensowane eseje. Z kolei szkice są jak elegie o zmarłych mistrzach (w tomie „Pragnienie” Czapskiemu poświęcony był wiersz „Król”, był także utwór napisany po śmierci Herberta). Mistrzowie poety „nie są nieomylni”, jak pisał w wierszu „Moi mistrzowie”, bywają starzy, schorowani i słabi. Uczą znosić po ludzku to, co ludzkie. Czapski jest dla autora „mistrzem niewiedzy”. Herbert udziela lekcji przezwyciężania za sprawą poezji własnych niedoskonałości. 
To, co może wydawać się skrajnym pięknoduchostwem, wiara w sztukę, która zbawia, przeszło próbę ognia w życiu Józefa Czapskiego. Wykłady o powieści Prousta, jakie miał w obozie w Griazowcu, czy przysłany mu z Polski tom Norwida, który ratował przed zwątpieniem i duchową śmiercią, wreszcie uparte malowanie w starości dowodzą, że moc sztuki nie jest złudzeniem. „Poezja i dobroć...”. Sylwetka Czapskiego przypomina także i o tym, że bez etyki żarliwość zamienia się albo w fanatyzm, albo w niebezpieczne poszukiwanie wzniosłych przeżyć dla nich samych w nieludzkiej pustce i wobec pustej transcendencji. 
Miasta z esejów to wakacyjna Lukka, „szary Paryż” z fotografii Bogdana Konopki, „inteligencki”, ale mocno poszarzały Kraków i Lwów – bohater krótkiej impresji. Zagajewski należy do pierwszego rocznika tych, którym odebrane zostało prawo do własnych wspomnień i nostalgii. Czy za miastem, którego nie da się pamiętać, można naprawdę tęsknić? Zagajewski rozważał te kwestie w eseju „Dwa miasta”. Można jednak tęsknić za samym uczuciem tęsknoty, co stanowi wręcz model współczesnej sytuacji duchowej, gdy w poczuciu dojmującego i trudnego do wyrażenia braku pragnie się pragnienia i poszukuje poszukiwania. 
Powrót do miejsca urodzenia jest zawsze sceną symboliczną, nawet wtedy, gdy nie można odwołać się do pamięci. Tonio Kröger zobaczył zamiast pokoi z dzieciństwa bibliotekę miejską, autor wiersza, który kończyły słowa „Lwów jest wszędzie”, po raz pierwszy zobaczył wnętrze rodzinnego domu.
„I Tonio Kröger pojechał do Danii...” Mieszkaniec północnego miasta wędrował symbolicznie na Południe (do Włoch) i na Północ. Tam właśnie bohater Manna zobaczył ponownie tych, których pamiętał z młodości i tam odkrył, kim jest. Co mogłoby być Danią dla Zagajewskiego, który często przypomina czytelnikom swojej prozy o trasie symbolicznej wędrówki, jaką odbywa niemal od urodzenia? Jej etapami były ważne dla niego miasta: „Ze Lwowa do Gliwic, z Gliwic do Krakowa, z Krakowa do Berlina (na dwa lata); potem do Paryża, na długo i stamtąd, co roku na cztery miesiące, do Houston; powrót do Krakowa” – od tego zdania zaczyna się cała książka. Właśnie Kraków jest miejscem, w którym krzyżują się drogi młodości i dojrzałości poety.

Życie niepowtarzalne

W esejach Zagajewskiego, tak obficie, ale i dyskretnie czerpiących z biografii, znajduje potwierdzenie rola jednostkowego, osobistego doświadczenia. „Obronę żarliwości” można czytać jako program dotyczący poezji, ale i jako przypomnienie wagi każdego ludzkiego życia. Pojawia się tu więc nie tylko poznany w latach szkolnych wielki poeta, ale i pochodząca ze Lwowa pani K., która piekła doskonałe torty. Nie lekceważmy „pań ze Lwowa” z ich przedwojennymi kapeluszami i rękawiczkami, z ich uprzedzeniami czy egzaltacją. Ich powojenne losy w Gliwicach czy Wrocławiu dawno powinny stać się tematem wielkich powieści. A jeśli dotychczas nie są, to także dlatego, że daliśmy się przekonać, iż odbudowanie świata po potopie z małych kawałków arki nie jest niczym ważnym.
Człowiek ma prawo do nadawania wagi przeżyciom intensywnego szczęścia i intensywnego cierpienia. Z poradników i kolorowych gazet dowiaduje się, że to, co czuje, nie jest wyjątkowe, ale powtarzalne i banalne, bo przydarza się wszystkim. Ale radość czy ból, którego doznaje, są wyjątkowe i jedyne, bo zdarzają się właśnie jemu w jego niepowtarzalnym życiu – i o tym pamięta poezja, solidarna z jego samotnością. Ta, która, jak pisze Zagajewski w szkicu zatytułowanym „Poezja i wątpliwość”, „śmieje się i płacze”. Wzniosłość nie jest zarezerwowaną dla badaczy kategorią estetyczną – jest (nienazwanym) doznaniem każdego, o ile nie znieczulił się na jej przeżywanie.
Żarliwość nie wyklucza dystansu. Jakby przewidując, że wieloznaczna wypowiedź z esejów może zostać sprowadzona do kilku uproszczonych haseł, w nowym wierszu zatytułowanym przekornie „Obrona poezji etc.” Adam Zagajewski upomina się o przeciwwagę dla wzniosłości, o to, co zwyczajne (a zarazem na wskroś mistyczne):

Tak, obrona poezji i wysoki styl etc.,
ale także letni wieczór w małym miasteczku,
gdy pachną ogrody a koty spokojnie siedzą
przed domami jak chińscy filozofowie.


W jednym z esejów Heidegger powtarza słowa Georga Trakla „Czymś obcym jest dusza na ziemi”. Sytuacja duchowa człowieka, to według Zagajewskiego nie radykalna obcość, ale też nigdy pełne zadomowienie. Bycie „pomiędzy” – metaxu – „pomiędzy naszą ziemią, naszym (jak sądzimy) dobrze znanym, konkretnym materialnym otoczeniem – a transcendencją, tajemnicą.” 
„Pomiędzy” Zagajewskiego to także poznanie skrajności i unikanie ich. Podmiot poetyckich esejów jest jak Odys przepływający między zwątpieniem i poszukiwaniem, ironią i ekstazą, abstrakcją i konkretem. Godzenie sprzeczności było od wieków pragnieniem europejskich mistrzów duchowej wędrówki. „Kontemplacja w działaniu” – hasło jednego z nich, rycerza z Loyoli, spalanego przez wewnętrzny ogień żarliwości, a równocześnie dobrze zorientowanego w otaczającym go świecie, wydaje mi się nieoczekiwanie bliskie programowi z esejów. Poeta to właśnie ktoś, do kogo pasuje określenie contemplativus in actione – oddany kontemplacji nie rezygnuje z twórczości, tworząc nie zapomina o kontemplacji.


ADAM ZAGAJEWSKI, „OBRONA ŻARLIWOŚCI”. Kraków 2002, Wydawnictwo a5.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 44 (2782), 3 listopada 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl