EWA SZUMAŃSKA

 

Zazdrość

Przeczytałam niedawno przemówienie Vacláva Havla, wygłoszone w Uniwer-
sytecie Nowojorskim. Piękne i zdsumiewające. Wśród współczesnych polityków, rodzimych i zagranicznych, czeski prezydent jawi się jak zabłąkany przypadkiem przybysz z zupełnie innej rzeczywistości. Rzeczywistości, w której zamiast buty jest skromność, zamiast prymitywnych sloganów – pogłębiona refleksja, a zamiast upojenia władzą – świadomość ciężaru odpowiedzialności.
„I im więcej mam nieprzyjaciół, tym bardziej gotów jestem przyznać im rację”... „W miarę jak się starzeję (...) zaczynam powoli, ale coraz mocniej, uświadamiać sobie ciążącą na mnie odpowiedzialność i przebogatą paletę zobowiązań, wynikających z podjętego zadania...” To przecież zdania w innym politycznym języku, dziś już prawie nieznanym!
Myślę, że zazdrość nie zawsze jest uczuciem brzydkim i nagannym; czasem składa się głównie z podziwu i z tęsknoty do czegoś, co nieosiągalne. Taką właśnie zazdrością zazdroszczę Czechom Havla.




Podział

Zadziwiająca jest różnica między kibicami siatkówki i kibicami piłki nożnej. 
Tam – radosna, zdyscyplinowana grupa, uczestnicząca twórczo w widowisku, wyrażająca swoje emocje w sposób sympatyczny, przyjazny, kulturalny. Tu – prymitywna, ponura zgraja. Emocje wyrażane poprzez ryk i demolkę. Wciąż obecna groźba agresji, przemocy, irracjonalnej rozróby. Jakby dwa całkowicie różne i obce sobie światy.
To dotyczy nie tylko sportu. Również wielu innych dziedzin: polityki, działalności społecznej, rozrywki... Uczestniczą w nich dwie odrębne, coraz bardziej różniące się od siebie grupy. Cały świat zaczyna się dzielić na kibiców siatkówki i futbolu.
Niestety, tych ostatnich wciąż przybywa.




Kasztany

Wielki smutek umierających kasztanów. Pogłębiony jeszcze przez to, że doty-
czy tylko jednego gatunku drzew. To tak, jakby nam nagle powiedziano: teraz będą umierać rudowłosi. I każdego człowieka z rudymi włosami obserwowałoby się z okropnym uczuciem, że patrzy się na skazańca; nawet u młodych i silnych szukałoby się mimo woli pierwszych symptomów śmiertelnej choroby.
Tak właśnie patrzymy teraz na zbrązowiałe, poskręcane liście, na zaskakujące o tej porze roku kwiaty, będące podobno obroną drzewa przed atakującym je wrogiem. Zdumiewamy się, że te rozłożyste, zielone kandelabry ze sztywnymi świecami kwiatowych kiści, które wydawały nam się zawsze takie odporne, bezpieczne, utrwalone w naszym pejzażu – mogą zniknąć.
Nawet jesień ze swoimi barwami jest w tym roku bardziej rozdzierająca, z powodu odchodzących kasztanów...

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 43 (2781), 27 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl