Przegląd prasy

 Polska na Wschodzie


Polska obecność na dawnych kresach wschodnich jest dziś przedstawiana w różowych barwach. Więcej: koncepcja federalistyczna, jaka miała być realizowana w II Rzplitej, przywoływana jest jako pierwowzór jednoczenia się Europy. Tymczasem rzeczywistość była inna – dowodzi w PRZEGLĄDZIE POLITYCZNYM (nr 56) prof. Roman Wapiński. 
Uważany za symbol federalizmu Józef Piłsudski był człowiekiem czynu i nie znosił jakichkolwiek doktryn, a po 1918 r. wpływ na jego politykę zaczęły wywierać względy sentymentalne. W efekcie jego postawa „była połączeniem uwiązania dziedzictwem historycznym oraz idei odepchnięcia Rosji jak najdalej na wschód”. Polska etnograficzna była tymczasem krajem niewielkim: sięgałaby ledwie za Bug. Stąd poparcie dla samodzielnej Ukrainy, zresztą niekonsekwentne, bo podczas wyprawy kijowskiej – jak pisał gen. Kutrzeba – oddziały polskie „stanęły nad Dnieprem i czekały”. Piłsudski liczył, że Ukraina przetrwa, więc w instrukcjach na konferencję pokojową w Paryżu zaznaczał granice na ok. 20 km na wschód od Lwowa. Był zatem skłonny oddać znaczną część spornego terytorium. Na przeszkodzie stanęła wojna 1919 r. i konflikt polsko-ukraiński, który stanowił centrum zainteresowań wszystkich środowisk politycznych. Piłsudski wycofał się więc z pierwotnych planów na rzecz pomysłu pomocy Petlurze – tyle że wówczas cała Galicja miała się już znaleźć w ramach państwa polskiego. Nie była to więc koncepcja federacyjna – ta dotyczyła północy: Litwy i terenów dzisiejszej Białorusi, a nie Ukrainy. 
Pogrzebem idei przyciągania do Polski narodów Wschodu stał się zamach majowy. W polityce polskiej zaczął dominować nacjonalizm – i było to zjawisko ponadpartyjne. Nie polegało jednak na przejmowaniu przez ludzi Piłsudskiego wzorców od zwolenników Dmowskiego. Ci, którzy realizowali politykę restrykcji w terenie: urzędnicy, oficerowie, nie czytali endeckich gazet. Zdecydowało poczucie zagrożenia zewnętrznego oraz, częściowo, demokratyzacja społeczeństwa, bo to w jej efekcie miejsce środowisk elitarnych, zwykle tolerancyjnych, zajęły grupy z awansu społecznego, skłonne do myślenia w kategoriach „swój” – „obcy”. Swoje robiły też przemieszczenia ludności: zetknięcie z nową rzeczywistością – m.in. układem narodowościowym, skutkowało czasem ekscesami: żołnierze jednej z poznańskich dywizji idących na odsiecz Lwowa obcinali brody napotkanym Żydom. Obóz rządzący głosił wprawdzie otwartą politykę wobec mniejszości, ale jednocześnie ograniczał demokratyczne uprawnienia społeczeństwa – a to w przypadku mniejszości było szczególnie tragiczne.
Obraz polskiej polityki wschodniej jest wypaczony także dlatego, że wiedza historyków na ten temat uległa częściowo tylko powiększeniu. Nastąpiło raczej odwrócenie uwagi: przedtem widziano tylko Zachód, od lat 80. nastąpiła fascynacja Wschodem. Więcej wiemy o wywózkach, walkach polsko-
-ukraińskich i polsko-litewskich; ale niewiele choćby o kondycji ludności polskiej na ziemiach wschodnich (a, przykładowo, w Wilnie tuż przed wybuchem wojny było ponad 70 proc. budynków drewnianych).
Jest wreszcie problem, z którym latami borykała się paryska „Kultura”: doprowadzenie do świadomości społecznej, że jeśli chce się żyć z sąsiadami ze Wschodu, trzeba pozbyć się sentymentów. Jeżeli chcemy się porozumieć z Ukraińcami, nie można ciągle walczyć o pomniki. „My chcemy, żeby były nie tylko odnowione groby, ale by był napis »Obrońcom Lwowa« – to prawda, że z polskiego punktu widzenia byli to obrońcy Lwowa. Ale nie z ukraińskiego. My nie chcemy zobaczyć, że u podłoża mordów na Wołyniu stała nie najmądrzejsza, delikatnie ujmując, polityka polska; bo nawet przyjęcie nazwy Ukrainiec spotykało się w II RP z oporem. Z kolei część Ukraińców nie chce przyjąć, że mordy miały miejsce. Po drugie chodzi o tzw. wprowadzanie stabilizacji po II wojnie światowej”. Takich operacji nie da się przeprowadzić bez kosztów społecznych, ale czy musiały być tak duże? Doświadczenie Bałkanów pokazuje, że etnonacjonalizm jest rzeczą straszną. „To, iż staliśmy się państwem jednolitym narodowo, za bardzo nie wyszło nam na zdrowie”.

KB
 




 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 43 (2781), 27 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl