Dziwne dziecko


„Cały czas wiedziałam, że się nie utopiłeś”

JACEK PODSIADŁO


Tyle lat po Freudzie musi to zabrzmieć banalnie, ale trzeba to powiedzieć: w pęku kluczy do zrozumienia Pippi największymi i najważniejszymi są jej relacje z rodzicami. Oboje oni są rodzicami nieobecnymi. Z mamą sprawa jest względnie prosta: umarła i jest w niebie. Gdzie jest ojciec, niby też wiadomo: jest królem Murzynów na wyspie Kurrekurredutt (po polsku Taka--Tuka), bardzo zajętym miłościwym panowaniem studwudziestosześcioosobowemu narodowi Kurrekurreduttczyków, a w porywach bywa też kapitanem piratów. Ale pamiętajmy o potężnej wyobraźni Pippi. Pamiętajmy: mamy takich tatusiów, jakich sobie wyobrażamy, i tam, gdzie chcemy ich widzieć. Bo tak w ogóle to tatuś zniknął w okolicznościach nie do końca jasnych. „I jeśli twierdziła, że jej tatuś jest królem murzyńskim, to dlatego, że sama w to wierzyła. Kiedyś bowiem, gdy pływała po morzach, fala zniosła jej tatusia z pokładu i ślad po nim zaginął. Ponieważ jednak tatuś był dość gruby, Pippi nie wierzyła, by mógł zatonąć. Przypuszczała raczej, że dopłynął do jakiejś wyspy, gdzie było mnóstwo Murzynów, i został ich królem. W to właśnie Pippi wierzyła”.
Pippi ogromnie dużo kłamie. Przybiera to wręcz postać chorobliwego nałogu. Szczególnie chętnie wywołuje wtedy z pamięci – niespełna dziesięciolatka! – zdarzenia w mitycznej przeszłości, kiedy pływała z tatą po morzach. Być może fala, z którą tatuś się zmył, to była Inna Pani, jaka nagle pojawiła się na horyzoncie? A może tatko założył Partię Dość Grubych i rzeczywiście pochłonęły go sprawy panowania? A może właśnie umierał w obozie koncentracyjnym, bo miał na imię Efraim, i stamtąd z rzadka słał córeczce listy podpisane „Król Efraim I Lĺngstrump, Wszechmocny Władca z Wyspy Kurrekurredutt”, aby ją upewnić, że „życie jest piękne”? 
Nie musimy tego wiedzieć. Wiemy najważniejsze: jest coś, co stoi na przeszkodzie jego kontaktom z córką, a ona nie czyni mu z tego wyrzutów. Wcale zresztą nie można wykluczyć, że spotkania z nim są tylko fantazją Pippi, w którą dają się wciągnąć Annika i Tommy i reszta świata. Odbywają się bowiem jakby na życzenie. Jakby to nastrój Pippi o nich decydował. Na przykład do pierwszego dochodzi, kiedy trójka przyjaciół rozmawia o przemijaniu. „Człowiek zaczyna się starzeć – mówi Pippi. – Na jesieni skończę dziesięć lat, a wtedy ma się najlepsze lata za sobą”. Tommy pyta, czy zawsze będzie tu mieszkała, a wtedy Pippi odpowiada jak przystało na sierotkę: „Mnie się zdaje, że mój tatuś po mnie przyjedzie, jak tylko będzie miał gotowy nowy statek”. A już po chwili: „Patrzcie, właśnie idzie!” I oto jest, tatuś na zawołanie, na pomyślenie, i już podrzuca córcię do góry, a potem ona jego dwa razy wyżej mówiąc przy tym: „Ależ urosłeś!”
To tylko wstęp do powitania, które przerodzi się w istne igrzyska pełne siłowania się, tańców, podskoków, rzucania sobą wzajem i łaskotania. Powitanie dość typowe dla niedzielnych (poniedziałkowych, wtorkowo-czwartkowo-codrugoweekendowych itp.) tatusiów, którzy przy każdym spotkaniu zmuszeni są nadrabiać stracony czas. Także uzupełniać na chybcika luki w wiedzy o stanie ducha i problemach własnego dziecka. Kapitan Lĺngstrump pyta na przykład z troską: „Dziecko moje, kłamiesz trochę ostatnio?” Oczywiście jest to troska, czy aby nie przestała kłamać, czy nie zeszła z drogi wyznaczonej przez tatusia, nie uległa regułom „powszechnie” obowiązującym. Nie uległa, może być spokojny. 
Na koniec powitalnych zapasów Pippi rozkłada ojca na łopatki, a on poddaje się i królewska korona spada mu z głowy. Wobec dzieci każdy jest poddanym, nikt władcą. Dzieci unieważniają wszelkie ważne i doniosłe sprawy dorosłego świata rodziców. Dzieci sprawiają, że dorośli są jak dzieci. „Siedziała mu na kolanach przytulając umazaną sadzą twarz do jego policzka, aż zrobił się równie czarny jak ona”. Nie ma lepszego „wychowania” niż prawe, ale też radosne życie, którego świadkiem będąc, dziecko będzie je naśladowało.
I jeszcze: dzieci wiedzą lepiej. „Masz rację, jak zawsze, moja córko” – mówi kapitan już przy rozstaniu, gdy Pippi w ostatniej chwili postanawia nie odpływać z nim, ale zostać z Tommym i Anniką. Wydają się zgadzać, że lepiej za mało niż za dużo rodzica w życiu dziecka. Potwierdza to epizod, kiedy Pippi spędza wreszcie na wyspie ojca coś w rodzaju wakacji, a on musi na kilka dni wyjechać w delegację w celu polowania na dzikie świnie i pro forma pyta, czy Pippi nie będzie się martwić. 
„ – Jeżeli któregoś dnia dowiem się, że jakieś dzieci martwią się, bo muszą same sobie radzić bez dorosłych, to tego dnia nauczę się całej tabliczki schorzenia od końca, przysięgam.
– Oto właściwa odpowiedź – rzekł kapitan Lĺngstrump”.
Najważniejsze w tym wszystkim okazują się „pieniądze”. Kuferek złota, którego zapas tatko przy okazji spotkania z córką odnawia. Coś, co każdy dobry rodzic daje swemu dziecku. Raczej nie pieniądze. Coś, na co człowiek może się powołać, do czego może się odwołać w potrzebie. Nie myśli się o tym na okrągło, na ogół zapomina się, że się to ma. Ilekroć Pippi ma sięgnąć do kufra po garść monet, nie może sobie przypomnieć, gdzie go właściwie trzyma. 
Dobre i złe rzeczy, jakie dostaje się od rodziców, dostaje się na całe życie. Badania żołnierzy wykazały, że ci dłużej w dzieciństwie karmieni matczynym mlekiem jeszcze po dwudziestu latach są bardziej odporni na choroby. Życiorysy zbrodniarzy pokazują, że ich przytłaczająca większość nie miała ojca albo miała go w ten czy inny sposób nieobecnego. Kapitan Efraim Lĺngstrump nie jest doskonałym tatusiem i dobrze o tym wie. Ale na pewno jest lepszy od tatusia „statystycznego”: prawdomównego, zatroskanego, zapracowanego, spełniającego swe obowiązki, nieobecnego duchem. 


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole 1 

podsiadlo@atol.com.pl


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 43 (2781), 27 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl