Przedszkole jako metafora

Joanna Olech



Na prośbę „Tygodnika” zawiesiłam przeszło 20 miesięcy trwający „odwyk” od telewizora, żeby obejrzeć „Przedszkolandię” – niedzielny przebój Jedynki. 


Realizacja 15-odcinkowego serialu dokumentalnego w przedszkolu to sytuacja z gruntu fałszywa: dyrekcja mobilizuje się jak przed gminną inspekcją, wychowawczynie demonstrują nieustającą troskę i cierpliwość, kucharki i sprzątaczki nie mają czasu na kawkę, robotnicy remontujący zaplecze nie klną i nie palą... jednym słowem lipa! Realizatorzy musieli zdawać sobie sprawę, że personel pod czujnym okiem kamery odegra przesłodzoną Baśń o Placówkach Przedszkolnych. Nawet dzieci mają świadomość uczestnictwa w spektaklu i błaznują do kamery. Jednakże cierpliwość ekipy zostaje wynagrodzona – z czasem powracają zachowania spontaniczne, oswojone z obecnością filmowców przedszkolaki zachowują się śmielej... A wtedy wystarczy słuchać (z rozdziawioną gębą) i rejestrować. 

„Pora się ożenić”
Są sceny w tym dokumencie, których żaden scenarzysta by nie wymyślił – no bo kto uwierzy, że sześcioletnie dziewczynki, siedząc w przedszkolnych krzesełkach, z brawurą odegrają scenę w zaimprowizowanej kawiarni. Dagmara i Patrycja (obie szczerbate po utracie mlecznych jedynek) małpują zachowania młodych kobiet plotkujących o chłopakach. Pijąc nieistniejące wino z plastikowych filiżanek i wydmuchując dym z nieistniejących papierosów plotą przez „telefony komórkowe” zrobione z lalczynych bucików. Wino jest lipne... telefony są lipne... tylko dialog jest tak prawdziwy, że ciarki chodzą po plecach. 
Dagmara robi przez telefon awanturę wyimaginowanemu Darkowi. „Jak wrócę do domu, to żeby cię tam nie było! Zabieraj się do matki!...” – wrzeszczy i rzuca słuchawką. Wymienia z przyjaciółką kilka uwag o facetach, po czym tamta pyta: „Jak sobie poradzisz bez chłopaka, kobieto? – Normalnie... – odpowiada Dagmara – ...przecież nie mam jeszcze dzieci! – A jak będziesz miała?” – pyta przyjaciółka. Dagmara traci tupet, markotnieje, a po chwili namysłu sięga po telefon i dzwoni do „Darka”. Przeprasza, łasi się... „Błagam, wróć!” – piszczy w słuchawkę. Jej ton, przed chwilą grubiański, teraz staje się kokieteryjny, przymilny. „Darek” daje się przebłagać. Happy end! 
Ta miniaturowa etiuda, zagrana przez dziewczynki ze starszaków, ujawnia drzemiące w sześciolatkach pierwociny babskich strategii, talentów do manipulowania ludźmi, a przede wszystkim bardzo silnie wdrukowany sposób postrzegania relacji męsko–damskich jako pokerowej rozgrywki, konfrontacji, próby sił. „Z chłopakami źle, ale bez nich jeszcze gorzej!” – recytują dziewczynki. „Pora się ożenić!” – wzdycha pierwsza. „A masz już dziecko?” – pyta druga. Na koniec wpół objęte śpiewają zgodnie: „My dziewczyny zgrana parka / my zniszczymy chłopski ród / upokorzymy chłopaka / jak podskoczy damy w dziób / Bo chłopaki to dzidziusie / im potrzebne są mamusie / by do snu ich utulały / i pampersy im zmieniały”. Obie dziewczynki, choć zaledwie od trzech lat potrafią mówić, wydają się być ukształtowane na podobieństwo ciotek, sąsiadek i mam – razem ze wszystkimi zranieniami, frustracjami, urazami dorosłych kobiet, z całym tym garbem ulepionym z pretensji do świata. 

Przedszkolne lustro
Dokumentalista przychodzi na plan z gotową tezą. Tutaj ta teza brzmi: „Dzieci to my, tylko wcześniej” – w dzieciach tkwią już zalążki przywar, zalet, grzechów i śmieszności, które złożą się na zbiorowy portret Polaków. Czy autorzy serialu mogli się spodziewać, że nagranie w przedszkolu potwierdzi tę tezę tak dobitnie i wiarygodnie? Dzieci zachęcone do małpowania dorosłych odgrywają role bez suflera, najlepiej jak potrafią, czerpiąc z dziecięcego doświadczenia i własnej „bazy danych”. Są bezkrytyczne wobec dorosłych, utożsamiają się z nimi... a demaskują mimochodem, niechcący. Nieświadomie odsłaniają próżność, głupotę, słabości opiekunów. Minie jeszcze parę lat, zanim zaczną być krytyczne. Nie bez powodu jeden z chłopców mówi: „Dorosły to bardzo ważny człowiek. Dorośli mogą robić co chcą. Mogą pić wódkę i piwo, mogą oglądać filmy dla dorosłych...”
W zaimprowizowanych dialogach łatwo dostrzec ślady zasłyszanych rodzinnych pretensji i awantur. Ciągle wraca motyw pieniędzy czy raczej, jak to się u nas mawia, „pieniążków”. W wypowiedziach dzieci ujawniają się też powszechne stereotypy płci. „Kobiety są potrzebne do niczego..., Chłopaki są ważniejsi, bo zarabiają pieniądze i robią ważniejsze sprawy... Tata jest potrzebny, żeby pracował i żeby grał na komputerze... Mama jest żeby prać, prasować i kochać dzieci... Praca to takie miejsce, gdzie mężczyźni zarabiają pieniądze, a kobiety podają panom kawkę...”. 

Śmieci w głowie
Nawet wiedząc o tym, że w „Przedszkolandii”, jak w każdym dokumencie, jest pewien element manipulacji, zdalnego sterowania bohaterem – nie mogłam się oprzeć wymowie tego serialu. Te niewinne słodkie aniołeczki są ubabrane po uszy. Nam, dorosłym, wystarczy trzy, cztery, pięć lat, aby sprzedać dzieciom wszystkie nasze fobie, urazy, pożal się Boże „życiowe mądrości”. Pięciolatki klepią jak papuga Dekalog á rebours – mimowolny zapis głupoty ludzi dorosłych. Kilkuletnie umysły, chłonne i dociekliwe, okazują się być zaśmiecone medialnym chłamem, reklamą, skandalem, plotką, trywialną popkulturą. 
Przez kilka lat odprowadzałam własne dzieci do „placówki przedszkolnej”. Wydawało mi się, że wiem, czego się spodziewać po takim serialu. A jednak zaskoczyła mnie skala zmian, jakie zaszły w głowach dzisiejszych przedszkolaków. One mówią grepsami z sitcomów, teleturniejów i talk shows. Powtarzają slogany i poglądy zasłyszane w mediach. Tak jakby ich jedyny bagaż przyniesiony z domu pochodził z domowego telewizora. Elektroniczne pudło – opiekun (z punktu widzenia dziecka) wymarzony: schlebiający, nie stawiający wymagań, stale poszerzający obszar „dozwolonego”, naruszający normy, nie odwołujący się do wartości... Z dokumentalnej wiwisekcji wynika, że najtrwalej wdrukowują się w świadomość dzieci sceny i kwestie nie dla nich przeznaczone. Sensacje kryminalne, pyskówki, magiel, kronika wypadków... 

„Przedszkolandia” – obrazek na pozór pastelowy, ujawnia wszystkie choroby naszych rodzin – słabe więzi, pokraczny patriarchat, wiecznie nieobecni ojcowie, dzieci konkurujące o uwagę dorosłych z telewizorem i komputerem, wreszcie same media w roli zastępczej matki. 
Przedszkole zasobne, zapełnione po sufit kolorowymi zabawkami, stało się niechcący metaforą świata Rzeczy, zatłoczonego gadżetami tła dla bezrefleksyjnego rodzicielstwa. Oglądałam serial z brzydką satysfakcją – oto rodzice przyspawani do telewizyjnego pilota zobaczą własne i cudze dzieci w telewizji. Przez chwilę mały natręt znajdzie się w centrum uwagi ojca i mamy. Czy wyłowią z dziecięcej paplaniny niewesołe sedno? 

„Przedszkolandia”. Scenariusz i reżyseria: Barbara Pawłowska. TVP 1.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 43 (2781), 27 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl