Modlitwa na trzecie tysiąclecie

Z o. Janem Andrzejem Kłoczowskim, dominikaninem,
teologiem i filozofem religii rozmawia Artur Sporniak


W dniu 24. rocznicy swego pontyfikatu Jan Paweł II ogłosił List Apostolski „Rosarium Virginis Mariae” o różańcu świętym. W dokumencie tym Papież ogłasza okres do października roku 2003 Rokiem Różańca oraz proponuje m.in. uzupełnienie trzech części różańca (radosnej, bolesnej i chwalebnej) czwartą, na którą składa się pięć „tajemnic światła”: chrzest Jezusa w Jordanie, objawienie siebie
na weselu w Kanie, głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia, przemienienie na górze Tabor oraz ustanowienie Eucharystii. Tajemnice te w tygodniowej modlitwie Kościoła powinny być odmawiane w czwartek.



ARTUR SPORNIAK: – Kiedy w przeddzień ogłoszenia listu o różańcu poinformowałem Ojca, że Papież chce dopisać do niego czwartą część – „świetlistą” – był Ojciec zaskoczony... 
O. JAN ANDRZEJ KŁOCZOWSKI OP: – Wszyscy byli zaskoczeni. Wydawało się, że urząd papieski to zbyt poważna instancja, by zajmować się... ba, ingerować w jedną z wielu form pobożności. Aliści okazało się, że Papież to zrobił. Mało tego, z treści listu wynika, że Jan Paweł II przywiązuje do różańca ogromną wagę. Wskazuje na to fragment, w którym Papież pisze, iż jego list o różańcu jest kontynuacją listu „Novo millennio ineunte” – papieskich wskazań na trzecie tysiąclecie. A więc bardzo ważnego dokumentu, którego kluczowym wezwaniem jest „duc in altum!” (wypłyń na głębię). Innymi słowy, Papież jest świadom, że narasta potrzeba duchowości i chce na nią zareagować.
Różaniec kojarzony jest z pobożnością ludową. Vittorio Messori, współautor papieskiej książki „Przekroczyć próg nadziei”, twierdzi, że list o różańcu „mieści się w logice obecnego pontyfikatu, który próbuje dokonać syntezy wielkich dogmatów z ludową pobożnością”. Czy to oznacza, że odpowiedzi na współczesny kryzys religijności i duchowy głód należy szukać w takiej pobożności? 
– Różaniec to coś więcej niż pobożność ludowa. Jego geneza wywodzi się ze średniowiecznego życia zakonnego. Bracia nie umiejący czytać, zamiast odmawiać – jak to było wówczas w zwyczaju – 150 psalmów z łacińskiego brewiarza, odmawiali tyleż samo „Ave Maria”. W XV wieku kartuzi i dominikanie rozpropagowali różaniec jako modlitwę połączoną dodatkowo z rozważaniem tajemnic życia Jezusa, zaś sto lat później taką formę różańca zatwierdził papież św. Pius V.
Nieżyjący już mój profesor o. Romuald Kostecki, reprezentujący taką kryształową jeszcze formację neoscholastyczną, mówił: „Dominikanie mają dwa narzędzia pracy duchowej i duszpasterskiej. W jednym ręku trzymają Summę św. Tomasza, a w drugiej – różaniec”. Tak to wyglądało: Summa dla znających łacinę, a różaniec dla pozostałych.
Nie bagatelizowałbym jednak pobożności ludowej. Współczesne badania religioznawcze i socjologiczne pokazują, że jedną z przyczyn kryzysu Kościoła na Zachodzie było zlikwidowanie czy osłabienie pobożności ludowej. Moim zdaniem Papież próbuje dokonać hermeneutyki czy reinterpretacji takiej pobożności. W pewnych formach pobożności tkwi bowiem ogromny potencjał. Zobaczmy, jak się zmieniły pielgrzymki, od kiedy dużą część pielgrzymujących stanowi młodzież. Stały się one pogłębioną ewangelizacją w drodze – takim „Taize” w ruchu...
...religijnym „areobikiem”?
– Dlaczego nie? Przecież Papież w liście o różańcu wspomina o roli uwarunkowań psychofizycznych modlitwy. 

Maryjny czy Chrystocentryczny?
Czy jednak naruszanie kilkuwiekowej, uświęconej tradycji nie jest ryzykowne – zwłaszcza gdy czyni się to z urzędu, „od góry”?
– Spójrzmy na propozycję Papieża głębiej. Już Paweł VI dokonał redefinicji różańca, pokazując, że jest on zorientowany wyraźnie chrystocentrycznie, a jedynie potocznie traktowany jako modlitwa maryjna. Kluczem tej redefinicji są słowa św. Łukasza o Maryi, która „zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (2,19). Różaniec jest więc modlitwą medytacyjną, polegającą na rozważaniu tajemnic z życia Chrystusa razem z M a r y j ą. Jan Paweł II w swoim liście wielokrotnie to podkreśla. Powtarza także, iż różaniec jest streszczeniem Ewangelii. Dotychczas brakowało jednak w tej modlitwie rozważań o publicznej działalności Jezusa. By więc rozwinąć chrystologiczny wymiar różańca, Jan Paweł II proponuje uzupełnić rozważania o tajemnice „światła”: chrzest Jezusa w Jordanie, objawienie siebie na weselu w Kanie, głoszenie Królestwa Bożego i wzywanie do nawrócenia, przemienienie na górze Tabor oraz ustanowienie Eucharystii. Co istotne, papieskie uzupełnienie „pozostawione jest swobodnemu wyborowi jednostek i wspólnot”. Reforma różańca nie jest więc przeprowadzana „na siłę”.
Charakterystyczną cechą tajemnic różańcowych jest ich konkretność i obrazowość, które pomagają w skupieniu i kontemplacji. Takiej konkretności brakuje w zaproponowanej przez Papieża tajemnicy trzeciej. Czy nie lepiej byłoby wybrać np. Kazanie na Górze?
– Sądzę, że zamiarem Papieża nie było zamknięcie rozważań różańcowych w tych kilkunastu konkretnych tajemnicach. Ogólność trzeciej tajemnicy jest po prostu otwarciem różańca na całą Ewangelię. „Głoszenie Królestwa Bożego” to też np. wszystkie Jezusowe cuda. Zresztą Jan Paweł II zaleca, by każdą tajemnicę poprzedzać lekturą fragmentów zaczerpniętych z Ewangelii. Wtedy nie będzie problemów z wyobraźnią.
Czy to znaczy, że mogę skomponować własny zestaw tajemnic, które szczególnie do mnie przemawiają – np. tajemnice „Janowe”: Nikodem, Samarytanka, rozmnożenie chlebów, kobieta cudzołożna, wskrzeszenie Łazarza?
– Odpowiem słowami Papieża: „To wskazanie nie ma jednak ograniczać słusznej wolności medytacji osobistej i wspólnotowej, z uwzględnieniem potrzeb duchowych i duszpasterskich”. Takie twórcze podejście do różańca nie jest zresztą w Kościele czymś nowym. W 2001 r. Jan Paweł II beatyfikował maltańskiego księdza George’a Preca, który już w latach 50. modlił się na różańcu, rozważając tajemnice publicznego nauczania Jezusa. Propozycja Papieża wyraźnie jest więc oparta na doświadczeniu pewnej modlitewnej grupy. Jan Paweł II w swoim liście nie tyle skupia się na konkretnej treści rozważań, choć i o niej wspomina, lecz na metodologii różańca, a w konsekwencji metodologii modlitwy w ogóle. Różaniec jest dla niego pewnym wzorcem medytacji biblijnej.
 
Mistyczne korzenie
Prehistoria różańca sięga dalej niż wspomniane przez Ojca średniowiecze. Już w praktykach modlitewnych Ojców Pustyni z III i IV wieku odnajdziemy wprowadzające w medytację elementy wielokrotnych powtórzeń fragmentów Biblii...
– Papież patrzy jeszcze szerzej, mówi, że różaniec należy do „ogólnej panoramy fenomenologii religii”, w której znajdziemy wiele przykładów podobnych praktyk. Wymieńmy choćby odmawianie w islamie 99 imion boskich czy hinduską mantrę. W chrześcijaństwie wschodnim do takiej praktyki należy Modlitwa Jezusowa. Waga papieskiego dokumentu polega także na tym, że Jan Paweł II bardzo mocno dowartościowuje właściwie bagatelizowane do tej pory aspekty psychofizyczne modlitwy. Pogardzamy gestem, nie zwracamy uwagi na regulację oddechu, naszą modlitewną postawę, skupienie umysłu, rolę wyobraźni. A przecież wszystkie te elementy od wieków przynależą do wielkich tradycji religijnych, czyli jest w nich jakaś głęboka mądrość. Współczesny człowiek cywilizacji zachodniej skażony jest kartezjanizmem – przerostem pojęciowego podejścia do życia duchowego. Papieski list rzuca wyzwanie rozmaitym przeintelektualizowanym formom modlitwy, wskazują potrzebę całościowego otwarcia się człowieka w modlitwie.
Jest jednak wyraźna różnica między różańcem a medytacją wschodnią czy modlitwą Jezusową. W tych ostatnich monotonia powtórzeń służy do tego, by właśnie oderwać uwagę od wszelkich wyobrażeń. Medytujący ma zapomnieć o wszystkim i otworzyć się na niepoznawalnego Boga. Wyobrażenia, nawet wzniosłe i pobożne, ostatecznie stanowią przeszkodę, jak uczą mistycy.
– Mistyka jest pewną drogą, w której wyobraźnia odgrywa swoją rolę. Czesław Miłosz twierdzi, że załamanie się wyobraźni religijnej jest wręcz źródłem fundamentalnego kryzysu naszego czasu. Nie chodzi więc o zlikwidowanie lecz o dyscyplinę wyobraźni, która pomaga tworzyć relację z Chrystusem. Podobną funkcję pełnią ikony (również wspominane przez Papieża w liście). Boga nie da się namalować, ale mamy prawo przedstawiać tajemnice z życia Chrystusa, gdyż jak to zostało w liście powiedziane „Bóg zechciał przyjąć w Jezusie rysy ludzkie”. Papież widzi różaniec w logice Wcielenia. To nie przekreśla wielkich tradycji apofatycznych, lecz je uzupełnia. Ikona też jest apofatyczna, zaś w nowych tajemnicach różańcowych mamy Przemienienie.
Wspominałem, że Papież wzywa: „duc in altum!”. Ale co konkretnie oznacza to wzniosłe wezwanie? My, duszpasterze lubimy szafować takimi ogólnymi wezwaniami, powtarzać za Papieżem wzniosłe słowa. Zachęcamy też do odmawiania różańca. Ale właściwie nie bardzo potrafimy zamienić to na konkret i pokazać wiernym, o co chodzi. Tymczasem otrzymaliśmy od Papieża precyzyjną instrukcją.

Dewocja i Boża tajemnica
Jak się zatem modlić na różańcu?
– Ważne, by to nie było nudne i jałowe klepanie „zdrowasiek”. Papież wylicza poszczególne etapy różańca: zapowiedź tajemnicy, „która kieruje wyobraźnię i ducha” ku danemu wydarzeniu z życia Jezusa; słuchanie Słowa Bożego, gdyż to Ono jest najbardziej skuteczne – „nie chodzi bowiem o przywoływanie na pamięć informacji, ale o to, by pozwolić Bogu »mówić«”; milczenie, tak dla nas trudne; „wzniesienie ducha ku Ojcu” w modlitwie „Ojcze nasz”; potem wielokrotne „Zdrowaś Mario”, które wyraża jakby „zachwyt samego Boga” nad swoim stworzeniem; na koniec „Chwała Ojcu” stawiające nas wobec misterium Trójcy i modlitwa za Kościół, poszerzająca nasze modlitewne horyzonty. 
Ponadto Papież wyraźnie zachęca, by modlitwa różańcowa była osadzona w życiu. Stąd wezwanie do odmawiania różańca wspólnie z całą rodziną, w intencji pokoju, a więc nie tylko w prywatnych intencjach. To nie ma być pięknoduchostwo. Jeśli różaniec rzeczywiście będzie szkołą modlitwy, stanie się także szkołą życia. Z tej praktyki modlitewnej ma coś wyniknąć.
Jak to się dzieje, że mogę być lepszy?
– Celem duchowości chrześcijańskiej jest upodobnianie się do Chrystusa. Kontemplacja nie kończy się na samym wpatrywaniu się. Boże światło ma nas ogarniać i przemieniać. To jest „wpatrywanie się” przemieniające. Nie w tym sensie, że od razu uzdalnia mnie do czynienia wzniosłych dzieł, ale w tym, że powoli przemienia mnie w moim bycie. Nie chodzi o tani praktycyzm, lecz o przemianę serca. Dopiero z tej przemiany serca wynika odmiana życia. Dlaczego różaniec według Papieża może być skuteczny w walce o światowy pokój? Gdyż w odmawiającym wzbudza pokój serca. Tak jest z każdą głęboką modlitwą.
Ale jaki jest tego mechanizm? Czy dystans, w jaki wprowadza nas modlitwa, odrywa nas od spraw nieważnych, od własnego egoizmu?
– Powiedział bym tak: uspokojenie płynące z modlitwy otwiera nas na Boga, który w nas mieszka. To jest trochę tak, jak z morzem – uspokojone, pokazuje swoją głębię. Głębie możemy dostrzec jedynie wtedy, gdy burza się uspokoi, gdy odwrócimy wzrok od fal na powierzchni. To daje nam siłę, gdyż moje czyny będą wypływały z głębi, a nie jedynie z doraźności. Tyle że modlitewny dystans musi być dobrze rozumiany – to ma być dystans wynikający z głębi, a nie ze stawania z boku. Mogę bowiem w modlitwie uciekać od świata z pobudek egoistycznych, dla „świętego spokoju”. Tym jest dewocja. Taka dewocyjna modlitwa na pewno nie jest skuteczna. Można to łatwo sprawdzić, patrząc czy modlitwa zbliża mnie do innych, czy oddala.
Patrząc z tej perspektywy różaniec jest modlitwą bardzo uniwersalną i elastyczną. Może bowiem być odmawiany zarówno indywidualnie, jak i wspólnotowo. Papież, rozwijając metodologię różańca, jakby jeszcze bardziej go uelastycznia. 
Jednym z nieporozumień związanych z różańcem, o których wspomina Papież, jest przeciwstawianie go liturgii. Po Soborze pojawiły się głosy, iż ta modlitwa jest niepotrzebna, gdyż wystarczy sama liturgia, która jest szczytem chrześcijańskiego życia.
– Zarzut jest słuszny, ale tylko w przypadku, kiedy różaniec zastępuje liturgię. Tak się działo przed Soborem. Ludzie, nie znający łaciny, podczas Mszy odmawiali różaniec i to było nienormalne. Natomiast Papież za dokumentami soborowymi przypomina, iż „życie duchowe nie ogranicza się do udziału w samej liturgii”. Liturgia uobecnia wydarzenia zbawcze, natomiast różaniec – poprawnie odmawiany – rozważa, kontempluje te wydarzenia – razem z Maryją, jak uczy Paweł VI. Jest więc naturalnym przygotowaniem i przedłużeniem liturgii.
Na koniec pytanie praktyczne. Różaniec ma teraz cztery części. Czy dominikanie, tradycyjnie noszący przypiętą do pasa koronkę ze 150 paciorkami, będą musieli teraz doczepić dodatkowe 50?
– To dobre pytanie.
Jakie inicjatywy w związku z papieskim listem zamierzacie podjąć jako zakon od wieków zaangażowany w propagowanie różańca?
– Nie wiem, czy powinienem zdradzać nasze pomysły, gdyż jeszcze prowadzimy rozmowy z Kurią. Powiem tyle: myślimy o „różańcowym” happeningu na Krakowskim Rynku.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 43 (2781), 27 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl