O wszystkim


Z rynku

ANDRZEJ DOBOSZ


Zaczęło się w Londynie 27 października 1999. Podczas aukcji Sotheby’s w sali na New Bond Street wykonana w roku 1855 fotografia Gustava le Gray ,,Wielka fala”, której wartośc oceniano na 40 do 60 tysięcy funtów, została sprzedana za milion euro. Zachowane rzczywiście w jednym egzemplarzu zdjęcie formatu 343 na 417 milimetrów, podpisane przez autora, jest niezwykłej urody. Rozgrywają się tu równocześnie dwie dramatyczne akcje: wielka fala rozpryskuje się o przybrzeżne głazy, a w górze, na rozświetlonym niebie z jasnymi obłokami nadciągają ciemne chmury. Wszystko to w niezwykłych kolorach, od różowiejącej bieli aż do czerniejącego fioletu. Możliwości, jakie dawała odbitka białkowa, są już od dawna nieosiągalne.
Od czasu tamtej aukcji fotografie zaczęły osiągać ceny równe dziełom wybitnych malarzy. Odkąd znalazłem się na Zachodzie, nabrałem nawyku obcowania z albumami wielkich fotografów, wydawanymi tu licznie i ze starannością niewyobrażalną w PRL. Zdarza się, że na moim stole leży otwarty duży tom Lartigue’a lub Atgeta i tygodniami popatruję na to samo zdjęcie, zanim przewrócę strony. A jednak zawsze miałem poczucie, że obraz namalowany jest czymś zupełnie innym, jednostkowym, wymagającym osobistego z nim obcowania, czymś, o czym najlepsze reprodukcje mogą dać zaledwie cień wyobrażenia, gdy fotografia w naturalny sposób może w tysiącach egzemplarzy sprawiać równocześnie radość tysiącom osób.
Od chwili, gdy do akcji wkroczyli kolekcjonerzy, sprawy mają się całkiem inaczej. W Nowym Jorku, przed południem we wtorek 22 października tego roku, na York Av. 1334 jest licytowane zdjęcie Walkera Evansa wykonane w roku 1935. Evans, utrwalający zwykle małe amerykańskie miasteczka, zagracony lokal murzyńskiego fryzjera, rodziny farmerów, sfotografował wielką, pustą salę w opuszczonym pałacu. Wnętrze wygląda, jakby pochodziło sprzed stuleci, podczas gdy owa rezydencja w Luizjanie została wystawiona zaledwie 78 lat wcześniej. Kontrast między doskonałością klasycyzującej architektury a melancholią zaniedbania zwiastującego ruinę nadaje siłę obrazowi. Odbitkę w formacie 17,8 na 21,6 cm wyceniono na 150 do 250 tysięcy dolarów. Dwa dni później jakby takie samo zdjęcie, tyle że w formacie 26 na 32,7 cm, pochodzące z teki Evansa drukowanej w roku 1974, w nakładzie 90 egzemplarzy, podpisanej przez artystę i opatrzone numerem 52, będzie sprzedawane z wyceną 5 do 8 tysięcy dolarów w tej samej sali.
Patrzę sobie od paru dni na otwarte katalogi z tą fotografią, wspominając słowa Jerzego Stempowskiego: ,,Namiętność zbierania uchodzi za skłonność szlachetną lub, w najgorszym wypadku, za słabość wybaczalną i niewinną... Niektóre przedmioty namiętności kolekcjonowania mogą mieć skądinąd wartość ekstrakolekcjonerską. Zbiór książek może przypadkiem posiadać wartość instrumentu naukowego i nawet służyć także do czytania. Zbiór obrazów może mieć wartość artystyczną. Są to jednak skutki uboczne namiętności zbierania, ogarniającej także marki pocztowe, pudełka od zapałek, etykiety od piwa, drogie kamienie, bilety tramwajowe itd.”
Całkiem od niedawna w katalogach aukcji fotografii podaje się, tak jak w wypadku malarzy, daty ich urodzin i zgonów. Dawniej traktowano ich podobnie jak stolarzy lub snycerzy, podając jedynie datę wykonania dzieła, jeśli była znana. Przy tej okazji zauważyłem, że bardzo wybitni fotografowie osiągają zazwyczaj piękny wiek. Oto pierwsze przykłady: André Kertész – 91 lat, Jacques-Henri Lartigue – 92 lata, Edward Steichen – 94 lata, żyjący nadal szczęśliwie Henri Cartier-Bresson skończy w tym roku 94 lata. Umiałbym wyliczyć jeszcze z dziesięć mniej może znanych osób tej kategorii z przekroczoną dziewięćdziesiątką. Dłuższa byłaby lista tych, którzy osiągnęli osiemdziesiąt kilka lat życia. Zatem już od dziś zbierajmy fotografie i fotografujmy.










 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 43 (2781), 27 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl