Katechizm Kościoła Katolickiego po dziesięciu latach


Ani powieść, ani kodeks drogowy

Artur Sporniak





Pomysł zredagowania nowego katechizmu – 400 lat po opublikowaniu Katechizmu Trydenckiego – musiał wydawać się ryzykowny. Przez ten czas zmieniły się przecież nie tylko warunki życia, ale także nasza religijna wrażliwość. Wydawniczy sukces Katechizmu Kościoła Katolickiego zaskoczył więc chyba wszystkich. Na czym polega jego tajemnica?



„Wszyscy mogliśmy się z satysfakcją przekonać – pisał Jan Paweł II niespełna pięć lat po ukazaniu się pierwszych, francuskojęzycznych egzemplarzy – jak przychylnie katechizm ten został przez wszystkich przyjęty i jak szeroko rozpowszechniony w minionych latach”. Słowa te pochodzą z Listu Apo
stolskiego „Laetamur magnopere”, zatwierdzającego i promulgującego poprawione, wzorcowe wydanie łacińskie Katechizmu. W chwili, gdy Papież podpisywał ten list (15 sierpnia 1997 r.), wydawcy 50 wersji językowych Katechizmu na całym świecie mogli się cieszyć ze sprzedaży aż 8 mln egzemplarzy.

Burzliwa historia

Genezą nowatorskich inicjatyw są często kłopoty i niepokoje. Przykładem – historia katechizmu. Pierwszy bowiem w pełnym tego słowa znaczeniu katechizm zrodził religijny bunt – Reformacja. Pomysłodawcą był Marcin Luter, który publikując w 1529 roku katechizm chciał szybko dotrzeć ze swoją interpretacją wiary do jak największej liczby osób. Na reakcję Kościoła nie trzeba było długo czekać. W 1535 roku ukazał się katechizm Witzla, a w latach 50. XVI wieku znacznie popularniejsze trzy katechizmy Piotra Kanizjusza (duży, średni i mały). Najważniejszym jednak stał się Katechizm rzymski, opracowany w 1566 na zlecenie Soboru Trydenckiego przez św. Karola Boromeusza i zatwierdzony przez św. Piusa V. W Polsce dużą popularnością cieszyły się dwa katechizmy: Józefa Deharba z 1847 roku i opublikowany pół wieku później katechizm ks. Walentego Gadowskiego.
Historia nowego katechizmu zaczęła się dopiero na Soborze Watykańskim II. Wśród ponad dwóch tysięcy propozycji nadesłanych ze świata do Rzymu w fazie przygotowawczej Soboru znalazło się 150 sugestii dotyczących katechizmu. Podczas obrad zwyciężył jednak pogląd, że na razie wystarczy wydanie dyrektorium duszpasterskiego, czyli dyrektyw określających cele, zadania i metody pracy duszpasterskiej. Szybko jednak okazało się, że ojcowie soborowi nie mieli racji: w 1966 roku ukazał się Katechizm holenderski, wywołując burzliwą dyskusję ze względu na zawarte w nim sformułowania, nie do końca zgodne z nauczaniem Kościoła. Uświadomiono sobie wówczas potrzebę wydania katechizmu wzorcowego dla całego Kościoła. Choć postulowano to na kolejnych Synodach Biskupów (w 1966 i 1977), dopiero w „Raporcie końcowym” Synodu z 1985 r. znalazły się słowa: „Jest naszym prawie jednomyślnym życzeniem, by został opracowany katechizm lub kompendium całej doktryny katolickiej w dziedzinie wiary i moralności (...). Wykład nauki powinien być jednocześnie biblijny i liturgiczny, przedstawiający zdrową doktrynę i dostosowany do życia dzisiejszych chrześcijan”. Jan Paweł II odpowiedział biskupom szybko: w lipcu 1986 roku powołał dwunastoosobową Komisję ds. Katechizmu. W jej skład weszli kardynałowie i arcybiskupi z różnych kontynentów, m.in. z Polski abp Jerzy Stroba. Na czele Komisji stanął prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Joseph Ratzinger.

Katechizm od kuchni

Prace nad Katechizmem trwały sześć i pół roku. Kard. Ratzinger zdecydował, że bezpośrednią redakcją tekstu zajmie się siedmiu biskupów tworzących Komitet Redakcyjny (to biskupi posiadają w Kościele mandat nauczycielski). Wybrano także Sekretariat, w którym znalazł się późniejszy główny koordynator prac – o. Christoph Schoenborn, austriacki dominikanin, obecnie kardynał i metropolita Wiednia, oraz grupę czterdziestu Konsultorów, duchownych i świeckich specjalistów z różnych dziedzin teologicznych. Podczas prac nad Schematem Katechizmu (trwających do maja 1987 r.) ustalono, że tekst będzie skierowany do wszystkich, nie tylko do biskupów, że będzie miał charakter całościowej i pozytywnej prezentacji prawd wiary bez wdawania się w polemiki, wyczulonej natomiast na problemy współczesnego człowieka. 
Początkowo Katechizm miał się składać z trzech części dotyczących wykładu wiary, liturgii i moralności. Do listopada 1989 roku powstały trzy kolejno poprawiane wersji Projektu. W tym czasie zdecydowano się na dołączenie czwartej części – o modlitwie. Tak przygotowany Projekt wysłano wszystkim biskupom oraz uczelniom katolickim na świecie wraz z ankietą streszczającą się w pytaniu: „Czy Projekt stanowi organiczny i syntetyczny, zwięzły i kompletny wykład podstawowych prawd wiary?”. Po pięciu miesiącach Komisja otrzymała 938 odpowiedzi z sugestiami ponad 24 tys. poprawek. Najwięcej, bo aż 9 tys. dotyczyło części poświęconej moralności i ta część była najdłużej i najbardziej żmudnie redagowana. W sumie w konsultacjach uczestniczyła jedna trzecia światowego Episkopatu; jedna dziesiąta biskupów wypowiedziała się krytycznie.
Pewne komplikacje spowodował fakt przedostania się tekstu Projektu do światowych mediów. W wigilię Wielkanocy 1990 roku Agencja France Presse nazwała Katechizm „katalogiem nowych grzechów głównych”. W Stanach Zjednoczonych opublikowano raport bardzo krytycznie odnoszący się do wersji roboczej. Prac nie przerwano, choć zapewne krytyka wpłynęła na ostateczną wersję tekstu. Prawie zupełnie przeredagowano część dotyczącą moralności, do części liturgicznej dopisano m.in. rozdziały o sakramentaliach i pobożności ludowej. W części dotyczącej wiary pojawiły się rozdziały o ludzkich możliwościach poznania Boga oraz o procesie objawiania się Boga człowiekowi. Ostatnie zdanie miał Jan Paweł II. Ponoć do rzadkości należały strony bez papieskich poprawek.
11 października 1992 roku Papież podpisał Konstytucję Apostolską „Fidei Depositum”, ogłaszającą francuskie wydanie Katechizmu. 7 grudnia w Watykanie odbyła się uroczysta promocja nowego dokumentu Kościoła.

Polskie perypetie

Promocja Katechizmu w Polsce odbyła się dopiero 18 marca 1995 roku – dwa i pół roku po opublikowaniu pierwotnej, francuskojęzycznej wersji. Przyczyną zwłoki były kłopoty z tłumaczeniem – pierwsza wersja została skrytykowana przez Watykan i odesłana do poprawek. Choć Kościół polski może się cieszyć z jednego z najwyższych w świecie wskaźników powołań kapłańskich, miał wyraźne problemy ze zorganizowaniem grupy kompetentnych teologicznie tłumaczy.
Te kłopoty mamy już jednak za sobą. Ks. Stefan Dusza, dyrektor Wydawnictwa Pallottinum, z zadowoleniem informuje, że pierwsze wydanie sprzedało się w liczbie 650 tys. egzemplarzy. Drugie – sporządzone już na podstawie typicznego tłumaczenia łacińskiego – rozeszło się do tej pory w liczbie 10 tys. egzemplarzy. A wydrukowane zostało niedawno. Jeden z pierwszych egzemplarzy – „jeszcze ciepły, prosto z drukarskiej maszyny” – ks. Dusza wręczył Papieżowi na krakowskich Błoniach 17 sierpnia.
Czy to dużo? Licząc się z tym, że Polacy z zasady niewiele kupują książek, wynik napawa optymizmem. Choć może zastanawiać fakt, iż w zlaicyzowanej Francji tylko w pierwszym miesiącu po ukazaniu się Katechizmu sprzedano aż pół miliona egzemplarzy.
Inna rzecz, czy Katechizm jest czytany. Ks. prof. Tomasz Węcławski, wykładowca teologii na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu i członek watykańskiej Komisji Teologicznej, przyznaje, że w kręgach zainteresowanych teologią Katechizm nie jest przedmiotem stałej refleksji. Takie przynajmniej odnosi wrażenie. Z przeprowadzonej przeze mnie szybkiej ankiety wśród znajomych księży okazało się, że żaden z nich nie przeczytał Katechizmu „od deski do deski”. „To zrozumiałe – tłumaczy ks. Tadeusz Panuś, dyrektor Wydziału Duszpasterstwa Dzieci i Młodzieży w krakowskiej kurii oraz kierownik Katedry Katechetyki PAT. – Katechizm nie jest powieścią, jest narzędziem pracy”. Sam również nie przeczytał całości, ale niektóre interesujące go punkty – np. o karze śmierci, modlitwie i bierzmowaniu – zna prawie na pamięć.
„Bylibyśmy niesprawiedliwi, oskarżając biskupów, że nie promują Katechizmu” – mówi ks. Dusza. Niektórzy czynią to wręcz heroicznie. Dyrektor Pallottinum ujawnia, że swoistym rekordzistą w promowaniu Katechizmu okazał się być bp Ryszard Karpiński z Lublina – sam rozprowadził do tej pory 10 tys. egzemplarzy. W jaki sposób? Jeżdżąc po diecezji i bierzmując młodzież, ksiądz biskup zawsze zabiera ze sobą kilka paczek, a podczas homilii pyta zgromadzonych: „Chcecie ofiarować bierzmowanym wartościowy i mądry prezent? Kupcie Katechizm, kosztuje mniej niż karton papierosów” (wersja w miękkiej okładce – 38 zł).
Katechizm jest obecny zarówno w katechezie i programach duszpasterskich, jak i w dokumentach Synodu Ogólnopolskiego. Nie da się jednak ukryć faktu, że praktycznie jest nieobecny w publicznej refleksji. Co prawda odbyło się kilka naukowych sympozjów, ale po promocji Katechizmu – w okresie najbardziej sprzyjającym – zabrakło w Polsce poważnej debaty, choć takie debaty miały miejsce na Zachodzie. Jedynym wyjątkiem pozostały telewizyjne rozmowy ks. Józefa Tichnera i Jacka Żakowskiego (ich zapis publikował „Tygodnik Powszechny”; później ukazały się w książce wydawnictwa Znak). Być może wciąż brak nam odwagi do odważnej dyskusji nad dokumentami Kościoła...
A czytając Katechizm jest się nad czym zastanawiać. Na przykład dość fundamentalny problem: Bóg objawia prawdy niezbędne dla naszego zbawienia. Skąd o tym wiemy i jak mamy te prawdy rozpoznać? Dzięki Kościołowi – to on rozstrzyga, co jest, a co nie jest objawione. Pytajmy dalej: na mocy czego Kościół rozstrzyga? Na mocy mandatu danego przez Boga – brzmi katechizmowa odpowiedź (nr 84-88). Ktoś stojący z boku mógłby jednak zapytać: czy nie kręcimy się tu w kółko? (O podobnej kolistości w myśleniu religijnym mówił niedawno prof. Jan Woleński w debacie „W co wierzy, ten kto nie wierzy?”, publikowanej na łamach jezuickiego kwartalnika „Życie duchowe”.) „To nie jest błędne koło – odpowiada ks. Węcławski – ponieważ Kościół nie występuje jako dodatkowy autorytet, który ma mnie przekonać. Nie jest tak, że Kościół jest jakąś trzecią siłą między mną a Bogiem. Kościół utożsamia się ze mną, mówi w moim imieniu. Na tym polega przewaga wiary wspólnotowej nad wiarą indywidualną, że jako członek Kościoła nie jestem zdany tylko na siebie i na własne rozeznanie. Nie przyjmuję Objawienia sam. Czerpię z tego niezwykłego bogactwa doświadczenia religijnego, jakie przez wiele wieków zgromadzili w Kościele ci niezliczeni i bardzo różni jego członkowie. Katechizm jest właśnie syntetyczną próbą zapisu tego doświadczenia”.
Ta zwięzła wypowiedź pokazuje, że Katechizm wymaga komentarza, dyskusji – nie wystarczy prywatna, choćby bardzo uważna lektura. Być może okazją do takiej dyskusji stanie się coraz głośniej ostatnio postulowane opracowanie polskiego katechizmu dla osób dorosłych.

Tajemnica sukcesu

„Ewangelia jest wciąż aktualna i niezmiennie atrakcyjna, a Katechizm jest próbą przetłumaczenia Ewangelii na współczesny język i dzisiejsze problemy” – tak tłumaczy ogromne zainteresowanie Katechizmem ks. Panuś. Wymienia także bardziej prozaiczne przyczyny: znakomitą redakcję (prosty język, przejrzysty układ tematów, bogactwo cytatów zaczerpniętych z tradycji) oraz rozgłos medialny wokół Katechizmu. Dzisiaj, w dobie globalizacji informacji przyzwyczailiśmy się zwracać baczną uwagę na to, o czym głośno w mediach. 
Ale jest jeszcze jeden ważki powód popularności Katechizmu. Wbrew obawom środowisk sceptycznie nastawionych do pomysłu zredagowania współczesnego kompendium wiary, autorzy Katechizmu uniknęli pułapki potraktowania czytelnika „z góry”. „Katechizm nie jest kodeksem drogowym – zbiorem nakazów i zakazów” – mówi ks. Panuś. Czytelnik jest partnerem poważnego dialogu o wierze. Widać to już na pierwszych stronach, gdzie znajdziemy definicję wiary: „Wiara jest odpowiedzią człowieka daną Bogu, który mu się objawia i udziela, przynosząc równocześnie obfite światło człowiekowi poszukującemu ostatecznego sensu swego życia” (nr 26). Na ten personalizm Katechizmu zwrócił uwagę już ks. Józef Tischner w rozmowach z Żakowskim. Według autora „Świata ludzkiej nadziei”, „kopernikański przewrót” nowego Katechizmu polega na tym, że w przeciwieństwie do Katechizmu Trydenckiego na pierwszym miejscu postawił nie Kościół, lecz człowieka i jego rzeczywiste problemy.
Czytelnik może czuć się traktowany poważnie także z innego powodu. Nie na wszystkie ważne pytania znajdzie od razu gotową odpowiedź. Czasem wręcz jest stawiany w kłopotliwej sytuacji, gdy np. w jednym punkcie przeczyta obok siebie dwie – wydawałoby się – wykluczające się definicje wolności (co wypomniał twórcom Katechizmu Leszek Kołakowski w recenzji wydrukowanej w 62. numerze „Pulsu”). „Wolność jest zakorzenioną w rozumie i woli możliwością działania lub niedziałania”, a zarazem „jest w człowieku siłą wzrastania i dojrzewania w prawdzie i dobru”, która „osiąga swoją doskonałość, gdy jest ukierunkowana na Boga” (nr 1731). Mamy więc tzw. wolność „negatywną”, rozumianą jako możliwości wolnego wyboru (także między dobrem a złem), i – „pozytywną”, która rośnie wraz z wytrwałym wybieraniem dobra. Czytelnik sam musi sobie dopowiedzieć, że ostatecznie chodzi o rzeczywistość przede wszystkim wewnętrzną i dynamiczną, której tzw. wolność negatywna jest zaledwie warunkiem początkowym.
Katechizm wymaga więc czegoś więcej niż tylko pobożnego przyjęcia prawd podanych do wierzenia. Wymaga osobistych poszukiwań. Kto nastawia się, że Katechizm zastąpi mu osobiste zmaganie się z własną wiarą i niewiarą („Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!”; Mk 9,24), będzie zawiedziony. Katechizm nie jest współczesną sumą teologiczną – precyzyjnym systemem, który ma generować jedynie poprawne i wyczerpujące odpowiedzi na każde ważne pytanie. Bliższe prawdy jest stwierdzenie, że stanowi on zbiór drogowskazów, bez których zapewne szybko pogubilibyśmy się, ale które i tak nie zastąpią samodzielnego wysiłku wyznaczania „szlaku wiary”. W końcu to nie autorzy Katechizmu zdadzą kiedyś za nas rachunek z naszej drogi do Boga.

W części historycznej korzystałem z książki ks. Macieja Napieralskiego „O nowym Katechizmie. Wprowadzenie w lekturę Katechizmu Kościoła Katolickiego”, wyd. Pallottinum, Poznań 1994.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 42 (2780), 20 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl