Dziwne dziecko


,,Jesteś najbrzydszym dzieckiem, jakie kiedykolwiek widziałem”

JACEK PODSIADŁO


Spotkałem się kiedyś ze znajomym i zaczęliśmy od ustalenia, co słychać. „Nie wyspałem się – zacząłem – bo spędziłem noc z Pippi”. Po czym zacząłem narzekać na przestarzały modem, który powoduje, że ściągnięcie z internetu byle fotografii zajmuje pięć minut, a empetrójki godzinę. „A wiesz – znajomy zamyślił się i podrapał po nosie – o ile sobie przypominam ten film z dzieciństwa, to ona tam rzeczywiście ciągle biega w takiej kusej kiecce i jest w tym coś... – tu długo szukał słowa – prowokacyjnego”. „Coś powakacyjnego?” – rozzłościłem się, zrugałem go, zwymyślałem od pedofili i ustaliłem, że za karę to on dzisiaj stawia.
Krótko przed śmiercią Astrid Lindgren musiała (choć i bez tego wiedziała, jakich dożyła czasów) protestować przeciwko „eksperymentowi” reżysera palle thorssona. Ów thorsson, którego nazwisko wzorem chłopców z Placu Broni postanawiamy niniejszym pisać małymi literami, zmontował fragmenty filmów o Pippi w celu wydobycia z nich „seksualnych podtekstów”. Czyli po prostu powynajdywał sceny, gdzie Pippi włażąc na drabinę, chodząc po linie albo skacząc do wody, błyska na chwilę majtkami. Sama odtwórczyni Pippi, Inger Nilsson, określiła ten pomysł jako „brudny, odrażający i graniczący z pedofilią”.
Pippi, jak każde dziecko, jest aseksualna. Na wszelki wypadek jest jeszcze brzydka. Tzn. na pewno ma więcej wspólnego z Piotrkiem Czupiradło Heinricha Hoffmanna niż z laluniami w rodzaju Ani z Zielonego Wzgórza czy innej Śpiącej Królewny; jeśli jest piękna, to w inny sposób. Wytworny pan, który zajechał do miasteczka z wytwornego świata, nieprzypadkowo wypowiada na jej widok kwestię służącą mi dziś za tytuł. Jest zupełnie inna od dziecięcych bohaterek obecnie powstających filmów, które obowiązkowo robione są na lolity z powodów, których wprawdzie nie znam, ale czegoś się tam jednak domyślam. Jeśli w serialu sprzed trzydziestu lat były „erotyczne podteksty”, to taki „Leon zawodowiec” z rówieśniczką Pippi w roli głównej jest pornografią, i to twardą jak beton partyjny szybkowiążący. Ale autorzy filmowych przygód Pippi dbali o brak „podtekstów” chyba aż przesadnie. Jeden z moich internetowych korespondentów przysłał mi w prezencie kadr niewykorzystany w filmie. Niewykorzystany zapewne właśnie dlatego, że Pippi wyleguje się na nim w pozie, którą jakiś zboczeniec mógłby wziąć za wyzywającą. Funkcjonowanie dziecięcej pornografii, o ile rozumiem cokolwiek z tego, co można znaleźć w internecie wcale nie należąc do tajnej pedofilskiej mafii, w dużym stopniu polega właśnie na przedstawianiu aseksualnych dzieci jako obiektów seksualnych: upozowanych, umakijażowanych i zmuszonych do naśladowania seksualnych zachowań dorosłych. Kto się brzydzi sprawdzaniem tego na własne oczy, niech wejrzy na wybory „dziecięcej miss” w Obornikach Śląskich albo innym Pcimiu, mechanizm jest ten sam.
W tymże internecie udałem się ongiś na stronę w celu zapoznania się z artykułem „Wspominając Pippi”. Ale zamiast artykułu na stronie znajdowała się tylko krótka notka: „Artykuł został usunięty ze względu na mnogość raczej nieciekawej korespondencji, jaką powodował po dołączeniu doń odsyłacza ze strony »miłośników dzieci« (sic)”. I z tego wszystkiego zaczynam się irytować i rozglądać za mieczem na pedofili. Policja, wiadomo: zajęta jest bronieniem się przed niedobrymi kibicami itp. Jest detektywoposeł Rutkowski, ale kto mu zapłaci? Więc jak nie mieczem go, to może kądzielą? Ale komitety i stowarzyszenia broniące praw dzieci na ogół walczą, a nawet szermują, słowem... A to nie może wiele przeciwko zbrodniarzom. Kto rozpracował niedawno pierwszy w Polsce gang pedofili? Dziennikarze. Ale jak długo dziennikarze mogą wyręczać wszystkich we wszystkim?
Kto na pewno ma prawo sięgnąć po miecz? Ofiara. Pippi nie chce być duża. To wielkie szczęście pedofili, bo Pippi jest najsilniejsza na świecie. Jest silniejsza nawet od pieniądza i żądzy. Ale nie chce być duża i brać udziału we wstrętnych sprawach świata dorosłych. Ale pamiętajmy: może się okazać, że pigułki Krummeliusa to zwykły groch. Może się zdarzyć, że świat zmusi Pippi do dorośnięcia. A wtedy, „miłośnicy dzieci”, patrzcie uważnie na swoje zegarki, czy nie nadchodzi czas Apokalipsy; i jeśli tak, to baczcie, czy „koń trupio blady” pod czwartym z jeźdźców nie jest w cętki; i jeśli tak, to drżyjcie.


Jacek Podsiadło
skr. poczt. 32, 45-076 Opole 1 

podsiadlo@atol.com.pl


 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Nr 42 (2780), 20 października 2002

do góry

 

© 2000 Tygodnik Powszechny
Szczegółowe informacje o Redakcji; e-mail: redakcja@tygodnik.com.pl